Premier spotka się z rodzinami smoleńskimi?

Rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej chcą się spotkać z premierem Donaldem
Tuskiem oraz ministrami jego gabinetu. List tej treści, podpisany przez 37
przedstawicieli bliskich ofiar, wpłynął wczoraj do kancelarii premiera. To już
kolejny apel o spotkanie kierowany do premiera, wcześniejsze nie spotkały się z
odzewem.

"Uważamy spotkanie za konieczne w związku z nadal istniejącymi, ważnymi
wątpliwościami dotyczącymi działań podejmowanych w tej sprawie przez polskie
instytucje oraz sposobu i efektu ich współpracy z odpowiednimi organami
Federacji Rosyjskiej" – piszą rodziny bliskich ofiar katastrofy w liście do
premiera. Wskazują, że najważniejsze wątpliwości dotyczą kwestii identyfikacji
zwłok oraz działań zmierzających do sprowadzenia do Polski wraku samolotu i
oryginałów czarnych skrzynek.
– Chcemy, aby pan premier spojrzał tym rodzinom prosto w oczy i powiedział im,
dlaczego nie ma do tej pory protokołów sekcji zwłok, dlaczego nie został
zwrócony i nie został zabezpieczony wrak samolotu – mówi Andrzej Melak.
W trakcie przygotowywania tego listu Małgorzata Wassermann podkreślała, że przez
pół roku narosła bardzo duża liczba pytań, wątpliwości, a odpowiedzi udzielają
osoby, które nie są do tego powołane. Dlatego rodzinom zależy na spotkaniu z
Tuskiem i ministrami jego gabinetu: Ewą Kopacz, Tomaszem Arabskim, Jerzym
Millerem, oraz przedstawicielami prokuratury Andrzejem Seremetem i gen.
Krzysztofem Parulskim.
"Licząc na przychylność Pana Premiera przy rozpatrywaniu naszej prośby,
wierzymy, że sprawa tzw. katastrofy smoleńskiej jest nie tylko dla nas problemem
najwyższej wagi, ale że również Rząd RP traktuje ją priorytetowo"
– zaznaczają rodziny ofiar.
To już kolejny list i apel d o premiera, ale rodziny nadal mają nadzieję, że nie
pozostanie on bez odzewu tak jak pozostałe. – Nie możemy rezygnować, będziemy
pisać – twierdzi Melak. Dodaje, że jak dotąd jest "absolutna cisza" ze strony
rządu. – Żadnej chęci spotkania – dodaje. Dlatego Ewa Kochanowska, wdowa po
rzeczniku praw obywatelskich, powątpiewa w efekty również tego listu. – Premier
nie przyjdzie i nie spotka się z rodzinami – mówi.
Jak podkreśla Melak, pod listem widnieje 37 podpisów, ale są to podpisy
przedstawicieli rodzin, bo gdyby chciały się podpisać wszystkie osoby, byłoby
ich ponad 100. Do premiera apelują rodziny i pełnomocnicy m.in.: gen. Franciszka
Gągora, Grażyny Gęsickiej, Przemysława Gosiewskiego, ks. Tadeusza Płoskiego,
Janusza Kochanowskiego, Janusza Kurtyki, Zbigniewa Wassermanna i Sławomira
Skrzypka.

Rodziny smoleńskie chcą rozmawiać z Tuskiem
Członkowie Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 tracą cierpliwość. Przygotowują
pisma przypominające o konieczności odpowiedzi na ich petycje skierowane do
organów władzy, by podjęto kroki powołania międzynarodowej komisji do zbadania
przyczyn katastrofy smoleńskiej. Są zbulwersowani również stanowiskiem Bogdana
Borusewicza, marszałka Senatu, który nie zamierza udzielić im odpowiedzi w tej
sprawie.
– Mam nadzieję, że Bogdan Borusewicz pozytywnie odniesie się do postulatu
powołania międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.
Przypomnijmy, że został on poparty podpisami aż 300 tys. osób. Problem w tym, że
do tej pory Stowarzyszenie nie uzyskało żadnej odpowiedzi – informuje Zuzanna
Kurtyka ze Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010, wdowa po prezesie Instytutu Pamięci
Narodowej Januszu Kurtyce, który zginął w katastrofie rządowego samolotu pod
Smoleńskiem. – Nic nie otrzymaliśmy. Urzędy mają dwa tygodnie na odpowiedź.
Zamierzam napisać prośbę i przypomnienie o tym obowiązku – dodaje.
Pomimo ponawianych przez "Nasz Dziennik" próśb o ujawnienie swojego stanowiska w
sprawie petycji Stowarzyszenia udało nam się uzyskać informacje jedynie z
gabinetu Borusewicza. Ku zaskoczeniu rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej okazało
się, że marszałek Senatu nie zamierza w ogóle ustosunkowywać się do ich pisma z
21 października, ponieważ ma ono charakter "informacyjny". – Jest to informacja
o tym, że do prezydenta zostało skierowane pismo z wnioskiem o podjęcie
stosownych działań w celu powołania międzynarodowej komisji do zbadania
przyczyny tej katastrofy, a nie petycja – uważa Zdzisław Iwanicki, wicedyrektor
gabinetu marszałka Senatu. Jego zdaniem, Borusewicz "przeczytał to pismo i
przyjął do wiadomości". – Takich informacji marszałek otrzymuje wiele – dodaje
Iwanicki.
Rodziny smoleńskie są oburzone takim podejściem do sprawy marszałka Senatu. Jak
zauważa Zuzanna Kurtyka, nie odzwierciedla ono całej prawdy, "ponieważ wniosek
został złożony do każdego z organów władzy oddzielnie". – Nie jest tak, że
marszałek otrzymał to tylko dla informacji. Sam nagłówek pisma świadczy o tym,
że zostało bezpośrednio skierowane do niego. Nie wiem, jak można było w ten
sposób tę sprawę potraktować. Nie rozumiem tych wyjaśnień. To po prostu śmieszne
– ocenia Kurtyka.
Podobnego zdania jest Andrzej Melak. – Jednym słowem, formalnie nas zignorowano.
Czyli marszałek został tylko poinformowany i nie ma na te sprawy żadnego wpływu?
– pyta zdumiony Melak. Według niego, w takiej sytuacji Borusewicz powinien
odpowiedzieć, że "nie ma wpływu, ale przyjął do wiadomości i dołoży wszelkich
starań…". – Gdyby oczywiście marszałek był zainteresowany pomocą dla tych,
którzy zginęli. Tak to powinno się odbywać, zamiast szukać prawniczych regułek
niemających żadnego związku z elementarnymi wyrazami współczucia i moralnej
odpowiedzialności – dodaje Melak. Nie ukrywa, że jest "zawiedziony i straszliwie
rozgoryczony". – Ponieważ liczyliśmy na więcej od drugiej osoby w państwie. Mam
wrażenie, że ta cała rządząca formacja traktuje katastrofę smoleńską jak jeden z
wypadków drogowych, których w Polsce zdarza się tysiące, więc podejście
marszałka również jest takie same. To bulwersujące nie tylko dla rodzin, ale dla
całego dobrze myślącego i posługującego się rozumem Narodu – podkreśla.
Premier Donald Tusk zapytany wczoraj w Brukseli, czy spotka się z rodzinami
ofiar katastrofy smoleńskiej, powiedział: – Jeśli jest potrzeba rozmowy,
wyjaśnienia, rozmowy także o tym, co dalej, to oczywiście tak.
Jednocześnie szef rządu sprowadził problem rodzin do kwestii finansowych. – Jest
problem roszczeń, ale w najmniejszym stopniu nie chcielibyśmy, aby roszczenia
finansowe rodzin były "dogadywane" w atmosferze konfliktu – mówił Tusk.
Tymczasem w liście skierowanym do premiera nie ma ani jednego słowa o
odszkodowaniach.
 

Zenon Baranowski
Jacek Dytkowski

drukuj