Obraz świętego to nie tylko portret
Z Jerzym Kumalą, artystą malarzem, autorem licznych wizerunków świętych,
rozmawia Małgorzata Bochenek
Jest Pan autorem wielu dzieł ilustrujących świętość. To chyba dość szczególne
zajęcie?
– Z założenia przyjmuję, że artysta pełni rolę służebną. Pozostaje w cieniu, a
obrazy przemawiają swoją sakralnością. Namalowanie obrazu sakralnego, zwłaszcza
tego, który światu ukazuje nowego świętego, jest wyzwaniem szczególnym. Do
takiego zadania przygotowuję się, poznając biografię przedstawianej osoby,
czytając publikacje na jej temat, odwiedzając miejsca z nią związane. Kiedy
odsłaniany jest obraz beatyfikacyjny czy kanonizacyjny, przeżywa się coś
wyjątkowego.
Jaki był Pana pierwszy kontakt ze sztuką sakralną?
– Tematem świętości zająłem się po raz pierwszy od strony praktycznej przy
okazji beatyfikacji Rafała Kalinowskiego. Ojcowie karmelici bosi zwrócili się do
mnie z prośbą o namalowanie jego wizerunku. I od tego czasu Rafał Kalinowski –
dzisiaj już święty – patronuje mojej pracy artystycznej.
Potem były kolejne obrazy, w tym beatyfikacyjne: jedenastu Sióstr Nazaretanek
Męczennic, ks. abp. Józefa Bilczewskiego, ks. Ignacego Kłopotowskiego; oraz
kanonizacyjne: Jana z Dukli, ks. abp. Józefa Bilczewskiego, Szymona z Lipnicy.
17 października br. na placu św. Piotra odsłonięto obrazy kanonizacyjne 6
nowych świętych. Jest Pan autorem jednego z nich, i z pewnością nie jest to
zwykły portret…
– Rzeczywiście, w pracy nad wizerunkami świętych kieruję się przekonaniem, że
obraz winien nie tylko prezentować wygląd konkretnej osoby, ale też opowiadać o
jej życiu i działalności. Tak było i tym razem. Pragnąłem ukazać świętość
włoskiej siostry zakonnej Camilli Battisty Varano i jej dokonania.
Pochodziła z włoskiego rodu książąt. Dorastając, odrzuciła wszelkie zaszczyty i
postanowiła wstąpić do zakonu klarysek. Decyzji tej sprzeciwiał się jej ojciec,
ale z czasem zaakceptował wolę córki i zbudował dla niej klasztor.
Obraz przedstawia piszącą s. Camillę, która dostępuje łaski widzenia Jezusa
Ukrzyżowanego. Pan powiedział jej: "Ti amo Camilla", tj. "Kocham Cię, Camillo".
W uniesionej nad zeszytem dłoni s. Camilla trzyma gęsie pióro w momencie
mistycznego zjednoczenia z Jezusem, zasłuchana w Jego słowa nt. psychicznych
bólów męki krzyżowej. Światłość wskazuje na skierowane do niej słowa Zbawiciela.
W tle widać książki świadczące o jej bogatej kulturze humanistycznej, która w
połączeniu z głęboką duchowością zaowocowała powstaniem ponad 20 traktatów
teologicznych. Jej teksty do dziś stanowią ważną lekturę wielu badaczy i
wierzących.
Z drugiej ręki upuszcza koronę, co symbolizuje odrzucenie przez nią splendoru i
dostatku. Z policzka ścieka łza – wymowny symbol pokuty, którą sobie narzuciła
już jako dziewczynka.
Na obrazie dostrzegamy także jej herb rodowy, a w tle kratę wskazującą na wybór
życia klauzurowego. W oddali widać rodzinną posiadłość s. Camilli – symbol dóbr,
z których świadomie zrezygnowała.
Opowiada Pan o św. s. Camilli jak o kimś znajomym, bliskim…
– Tak, bo dzięki pracy nad tworzeniem wizerunków świętych, błogosławionych czy
kandydatów na ołtarze oni rzeczywiście stają mi się bardzo bliscy. Wśród nich
jest teraz także św. s. Camilla. Obyśmy wraz z nią mogli radować się
błogosławionymi skutkami świętych obcowania.
W wielu miejscach w Polsce, a także poza jej granicami można podziwiać Pana
prace. Najwięcej z nich znajduje się w sanktuariach Karmelitów w Czernej,
Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej, a także w Praszce k. Częstochowy…
– Bardzo lubię te kalwaryjskie obrazy. Na jednym z nich Matka Boża wita Ojca
Świętego Jana Pawła II, który po raz pierwszy przybył na to święte miejsce jako
Papież. Łaski, które Ojciec Święty otrzymuje poprzez modlitwę za wstawiennictwem
Maryi, ukazałem w postaci kwiatów spadających z Jej płaszcza. W oryginale Matka
Boża Kalwaryjska zwrócona jest do Dzieciątka, natomiast na tym obrazie na chwilę
odwróciła twarz w stronę Papieża.
Przed kilku laty ksiądz kustosz z Praszki poprosił mnie o namalowanie kopii
obrazu Kalwaryjskiej Pani. Okazja była szczególna – miał go pobłogosławić Papież
Jan Paweł II podczas swojej, jak się później okazało, ostatniej pielgrzymki do
Ojczyzny. Kiedy ksiądz proboszcz i przedstawiciel parafii z Praszki w bazylice
kalwaryjskiej przynieśli obraz przed Ojca Świętego, on nie tylko go
pobłogosławił, ale również dotknął wizerunku Maryi. To wydarzenie stało się dla
mnie inspiracją. Powstała kolejna praca do tego sanktuarium utrwalająca moment
papieskiego błogosławieństwa.
Czy Pańska Rodzina również w jakiś sposób dzieli doświadczenia, związane z
Pana pracą?
– Bardzo wiele zawdzięczam mojej rodzinie, ogromne wsparcie. Na zawsze w pamięci
pozostanie mi 24.12.1995 r., kiedy wraz z żoną Małgorzatą oraz córkami Jadwigą i
Marią zostaliśmy przyjęci na prywatnej audiencji przez Ojca Świętego Jana Pawła
II. Namalowałem dla niego tryptyk. W centralnej części znajdowała się Matka Boża
Kalwaryjska, a na bocznych skrzydłach rodzice Karola Wojtyły. To były nasze
najpiękniejsze święta Bożego Narodzenia.
Czy były jakieś szczególne momenty w Pana pracy artystycznej?
– O tak. Jeden z bardziej wzruszających momentów dotyczy obrazu beatyfikacyjnego
jedenastu Sióstr Nazaretanek Męczennic z Nowogródka. Po uroczystości wyniesienia
ich do chwały ołtarzy pewna kobieta złożyła niezwykle wymowne świadectwo. Nie
mogła uczestniczyć we Mszy św. beatyfikacyjnej, ale przybyła na plac św. Piotra
zaraz po uroczystości, kiedy jeszcze wisiał obraz beatyfikowanych sióstr. To
właśnie przy nim zaczęła gorąco się modlić o uzdrowienie chorego dziecka. Gdy
wróciła do domu, okazało się, że jej dziecko wyzdrowiało. Dla mnie ta informacja
była bardzo przejmująca. Oznacza to, że obraz – także współczesny – może komuś
pomóc w modlitwie i wypraszaniu Bożych łask.
Dziękuję za rozmowę.
