Bajer monitoring

Prezydent Bronisław Komorowski wraz z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji
szykują monitoring mediów. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji miałaby
analizować materiały dziennikarzy, wskazywać, co "budzi wątpliwości", a co jest
"właściwe". Pretekstem tych działań ma być chęć "przeciwdziałania agresji w
polityce".

Dziś prezydent Bronisław Komorowski w ramach rozmów o "agresji w polityce" ma
spotkać się z reprezentantami organizacji pozarządowej. W sobotę prezydent
rozmawiał natomiast z przedstawicielami Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji,
Rady Etyki Mediów (instytucja, która sfabrykowała bezpodstawne oskarżenia wobec
"Naszego Dziennika"), Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Stowarzyszenia
Dziennikarzy RP. Po spotkaniu z prezydentem szef KRRiT Jan Dworak zakomunikował,
że Rada powinna podjąć pewnego rodzaju monitoring programów. – Prezydent uznaje,
że ta sytuacja trudna, która jest w tej chwili, jest wynikiem również sytuacji
politycznej, i tam upatruje powodów zaostrzenia sytuacji politycznej. Ale zwraca
uwagę, jaką rolę do odegrania mają media. Uważamy, ja uważam, że to same media
powinny kreować właściwe standardy – mówił Dworak.
Być może KRRiT ustali, jakie pytania będzie można politykom stawiać. Dworak
zaznaczył, że dziennikarze mogą na przykład zadawać pytania w sprawie
konkretnych rzeczy, a nie "wzajemnego odnoszenia się do siebie".
Witold Graboś, członek KRRiT, zaznaczył, iż rozmowa dotyczyła m.in. badania
"jakości materiałów informacyjnych i publicystycznych". – Mówiliśmy wręcz o
potrzebie utworzenia centrum monitoringu prasy i mediów – stwierdził Graboś.
Podkreślił, że KRRiT powinna obserwować, jak realizuje się "dziennikarska
rzetelność i obiektywizm". – Jeśli wydarzenie jest marginalne, przekażmy je jako
marginalne. Jeżeli jest ważne, przekażmy je jako ważne. Skomentujmy w sposób
adekwatny, a nie stronniczy – pouczał Graboś.
Jeszcze przed spotkaniem z KRRiT prezydent Bronisław Komorowski, w towarzystwie
premiera Donalda Tuska i marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny, udał się w sobotę
rano, niespodziewanie, bez zapowiedzi, przed siedzibę okręgu łódzkiego Prawa i
Sprawiedliwości, gdzie zamordowany został Marek Rosiak.
Pojawienie się ukradkiem trzech polityków sprawujących najwyższe funkcje w
państwie pozwoliło na to, by żaden polityk innej opcji nie wszedł im w kadr, a
telewizje mogły spokojnie nagrać klip, jak prezydent Komorowski wygłasza
kurtuazyjne oświadczenie i wraz z premierem Tuskiem i marszałkiem Schetyną
składa kwiaty i zapala znicze. Siedziba biura PiS, ze względu na wczesną porę,
była jeszcze zamknięta.
Pogrzeb Marka Rosiaka odbędzie się w czwartek w Łodzi. Uroczystości pogrzebowe
mają się rozpocząć w południe.

Za groźby nawet 5 lat
Komenda Wojewódzka Policji we Wrocławiu poinformowała w sobotę o zatrzymaniu
mężczyzny podejrzanego o kierowanie gróźb karalnych wobec jednego z polityków.
Groźby miał kierować, dzwoniąc pod numer alarmowy 112. Badanie na zawartość
alkoholu w jego organizmie wykazało ok. 2 promili. Za groźby po pijanemu może
drogo zapłacić, bo nawet pozbawieniem wolności do pięciu lat. Wiceprezes PiS
Zbigniew Ziobro ogłosił wczoraj, iż przyjmie przyznaną mu ochronę Biura Ochrony
Rządu. Poinformował też, że ponownie rozmawiał z szefem BOR gen. Marianem
Janickim. Wyjaśniał, że wcześniej wahał się co do przyjęcia ochrony, m.in.
podejrzewając, iż decyzja w tej sprawie jest podyktowana "przesłankami natury
politycznej, polityki prewencyjnej". – Pan generał w sposób stanowczy
stwierdził, że daje mi słowo oficera, że nie ma to nic wspólnego z polityką,
tylko że sprawa jest bardzo poważna, niebezpieczeństwo jest realne i rzeczywiste
– powiedział wczoraj Ziobro. Na wniosek ministra spraw wewnętrznych i
administracji Jerzego Millera ochronę BOR mieli otrzymać także inni politycy:
Jacek Kurski, Grzegorz Napieralski, Stefan Niesiołowski i Leszek Miller.
 

Artur Kowalski

drukuj