W Sejmie o śmierci z in vitro
Z debaty na temat in vitro, jaka odbyła się wczoraj w Sejmie, wynika, że
znaczna część posłów powinna wrócić do szkoły i przypomnieć sobie podstawy
biologii, bo najwyraźniej mają problemy z określeniem, kiedy zaczyna się ludzkie
życie. Najpewniej wszystkie projekty ustawy o in vitro zostaną skierowane do
komisji sejmowej. PO sama zgłosiła cztery projekty dopuszczające zapłodnienie
pozaustrojowe. Dwa kolejne projekty, zakazujące in vitro, złożyło PiS, ale
Platforma, choć popiera sztuczne zapłodnienie, nie chce odrzucać ustaw opozycji
od razu w pierwszym czytaniu, aby nie narazić się środowiskom katolickim.
Posłowie rozpoczęli wczoraj jedną z najważniejszych debat w historii
parlamentaryzmu ostatnich 20 lat. Z dyskusji można wysnuć wniosek, że większość
w Sejmie stanowią zwolennicy in vitro (głównie posłowie PO i ugrupowań
lewicowych). Posługują się oni przede wszystkim argumentami, że in vitro ma
uszczęśliwić pary bezskutecznie starające się o poczęcie dziecka w sposób
naturalny. I – jak wynika z debaty – wielu posłów ma też kłopoty z określeniem
momentu, od którego zaczyna się ludzkie życie.
Ale opozycja nie zamierza się poddawać. Prezentując swój projekt zakazu
sztucznego zapłodnienia, poseł Bolesław Piecha (PiS) podkreślił, że pryncypialną
zasadą jest ochrona życia ludzkiego niezależnie od fazy jego życia, czyli od
naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci. Zaznaczył, że procedura in vitro to
tworzenie życia ludzkiego za pomocą manipulacji poza organizmem człowieka. –
Moment tworzenia życia ludzkiego następuje, mówiąc nieładnie, bo tak nie powinno
się mówić, na szkle stołu laboratoryjnego – podkreślał poseł. Procedura ta
stwarza niebezpieczeństwa i zagrożenia. W mediach – zdaniem autora projektu –
króluje jeden przekaz: niepłodna znaczy nieszczęśliwa para, a zastosowanie
leczenia z wykorzystaniem procedury in vitro oznacza szczęśliwe urodzenie
dziecka. – Czy ci, którzy mówią o zakazie in vitro, powinni zabierać głos w tym
temacie? – pytał poseł. I odpowiadał, że głos w tej sprawie trzeba zabierać, bo
opinia publiczna musi znać te argumenty.
Według Bolesława Piechy, każdy powinien mieć pełną informację o tej procedurze i
wiedzieć, co się za nią kryje. Poseł, powołując się na badania amerykańskie,
mówił, że "pary, które za namową lekarzy szybko decydują się na procedurę in
vitro, miałyby dużą szansę na urodzenie dziecka drogą naturalną w ciągu
następnych 12 miesięcy". Tymczasem skuteczność metody in vitro określana jest na
poziomie 30 procent, co znaczy, że siedem na dziesięć par zakwalifikowanych do
tej metody i tak "odchodzi z kwitkiem". Piecha przypomniał stanowisko Kościoła
katolickiego, zgodnie z którym życie tworzy się w momencie poczęcia, czyli
połączenia gamety męskiej z żeńską, a dzisiaj stało się to prawdą naukową. Mówił
o stanowisku potwierdzającym ten pogląd także lewicowego filozofa Jurgena
Habermasa, ateisty, który stwierdził, że życie ludzkie powstaje w momencie
połączenia komórki jajowej z plemnikiem.
Jak podkreślił Piecha, w metodzie sztucznego zapłodnienia ocenia się, które
zarodki spełniają określone kryteria morfologiczne, by była szansa "na
osiągnięcie sukcesu". – Następuje więc to, co biskupi nazwali wstępną eugeniką –
mówił Piecha, przypominając, że zarodki niespełniające określonych kryteriów są
niszczone. Dodał, że dzieci urodzone w wyniku in vitro częściej zapadają na
różne choroby, w tym tak ciężkie, jak wady serca, choroby układu pokarmowego czy
nowotwory oka. Poseł proponuje w projekcie ustawy zakaz m.in. klonowania oraz
tworzenia hybryd i chimer. Jego projekt wprowadza zakaz in vitro, ale przewiduje
też program ratunkowy dopuszczający możliwość adopcji zarodków, które zostaną
wytworzone przed wejściem w życie nowych przepisów, by przywrócić je do życia.
Ustawa przewiduje też powołanie rady bioetycznej decydującej np. o sprawach
adopcji zarodków.
Kościół im przeszkadza
Prezentując swój projekt ustawy, poseł Jarosław Gowin (PO) przyznał, że 99 proc.
mrożonych zarodków nigdy nie zostaje implantowanych. Jednak mimo to Gowin
opowiada się za stosowaniem tej metody. W swym projekcie proponuje zakaz
tworzenia zarodków nadliczbowych i chce, by można było wytwarzać maksymalnie dwa
zarodki, ale pod warunkiem, że oba miałyby być implantowane. Dopuszcza też
mrożenie zarodków w sytuacjach potrzeby ratowania życia "ludzkiego embrionu,
jeśli okazuje się, że po wytworzeniu tego embrionu matka ze względów zdrowotnych
czy losowych nie jest w stanie go przyjąć, albo jeżeli odmawia takiego
przyjęcia". Wówczas – według projektu Gowina – takie embriony się zamraża i
wszczyna procedurę adopcyjną podobną jak w przypadku dzieci narodzonych. Ustawa
zakazuje niszczenia ludzkich embrionów. Wprowadza także zakaz klonowania i zakaz
manipulacji genetycznych na ludzkim genomie.
Swój projekt, idący jeszcze dalej niż projekt Gowina, przedstawiła poseł PO
Małgorzata Kidawa-Błońska. Jej zdaniem, decyzja o liczbie utworzonych zarodków
powinna należeć do lekarza. – Nie chcemy określać liczby zarodków, to zostawiamy
lekarzom – tłumaczyła. Proponuje przechowywanie zarodków nadliczbowych w bankach
tkanek i komórek tak, by mogły być wykorzystane do kolejnych ciąż. Zaproponowała
także zmiany w kodeksie rodzinnym, zgodnie z nimi każde dziecko, które urodziło
się dzięki metodzie in vitro, powinno mieć prawo do informacji, kto był dawcą
komórek.
O różnicach między propozycjami PO i PiS mówiła poseł PiS Teresa Wargocka, która
zaznaczyła, że w kwestii in vitro stanowiska między politykami bardzo się różnią
i w związku z tym nie ma możliwości przedłożenia wspólnej ustawy. – Ochrona
ludzkiego życia, które rozpoczyna się w momencie poczęcia, jest wartością
nadrzędną – powiedziała wczoraj Wargocka, która zgłosiła projekt ustawy
całkowicie zakazujący in vitro. Posłanka podkreśliła, że w ciągu kilkunastu
godzin od połączenia gamet tworzy się "pełny potencjał genetyczny". – Wtedy
zaczyna się życie – stwierdziła.
Z ideologiczną argumentacją wystąpił poseł Marek Balicki (SLD), według którego
Kościół katolicki nie może domagać się zakazu stosowania in vitro. Dla niego
Kościół jest wrogiem postępu medycznego. – Gdyby ludzkość słuchała wyłącznie
głosu Kościoła, nie byłoby postępu medycyny. Kościół ma oczywiście pełne prawo
przedstawiać swoje stanowisko, ale nie może domagać się rozstrzygania przez
państwo spornych kwestii światopoglądowych po swojej myśli i to za pomocą prawa
karnego – mówił Balicki. Podobnie wypowiadali się inni lewicowi posłowie. Marek
Borowski (SdPl) pytał nawet, "ile lat mamy czekać, aż Kościół zmieni zdanie i w
tej kwestii?". Obu wspierał także poseł Bartosz Arłukowicz (Lewica). Balicki w
imieniu SLD opowiedział się za odrzuceniem w pierwszym czytaniu projektów
Piechy, Gowina i Wargockiej oraz za dalszymi pracami nad projektem
Kidawy-Błońskiej (PO), gdyż są one najbliższe poglądom posłów lewicowych.
Natomiast PO chce skierowania do komisji wszystkich projektów, co przesądza w
praktyce o ich losie, bo Platforma ma najwięcej głosów w Sejmie. W PiS i PSL nie
będzie dyscypliny w głosowaniu, więc prawdopodobnie część posłów także poprze
stanowisko Platformy.
Paweł Tunia
————————————–
Nie można nieść sztandaru katolicyzmu na pokaz
Z ks. abp. Sławojem Leszkiem Głódziem, metropolitą gdańskim, rozmawia
Małgorzata Pabis
Czy poseł, który określa się katolikiem, może ze spokojnym sumieniem głosować
za ustawą dopuszczającą metodę zapłodnienia in vitro?
– Poseł, który deklaruje się jako katolik, nie może zostawiać swojego
katolicyzmu w szatni Sejmu i na głosowanie wchodzić jako półkatolik. Nie można
nieść sztandaru katolicyzmu na pokaz i wprowadzać opinię publiczną w błąd co do
własnego katolicyzmu i własnych postaw. Każdy katolik powinien znać naukę
Kościoła, do którego się przyznaje. Jednocześnie my nie możemy prowadzić każdego
posła niejako za rękę, pokazywać mu przycisk i mówić: "tu przyciśnij", "tak
zagłosuj". Jako osoba wierząca sam powinien wiedzieć, jak postąpić.
Kościół jednoznacznie odrzuca jako niegodziwe techniki sztucznego rozrodu. Tu
nie ma żadnej furtki.
– Jeśli chodzi o stanowisko Kościoła dotyczące metody in vitro, to jest ono
jasne i niezmienne. Określa to, co należy do Kościoła i jakie obowiązki mają
jego członkowie. Chcę tylko przypomnieć, że każdy świadomy wybór dokonywany
przez katolika pociąga za sobą takie, a nie inne konsekwencje. Jakie? To
wszystko można przeczytać choćby w oświadczeniu Komisji Bioetycznej Episkopatu.
Przypomnę także, że polscy biskupi niedawno wysłali list do prezydenta RP,
premiera oraz posłów, w którym przypomnieli konkretne argumenty Kościoła przeciw
in vitro. Przestrzegli w nim "przed uchwaleniem ustaw dopuszczających
rozwiązania prawne, które są nie do pogodzenia zarówno z obiektywnymi racjami
naukowymi o początku biologicznego życia człowieka, jak też z jednoznacznymi
wskazaniami moralnymi płynącymi z Dekalogu i Ewangelii, które przypomina
Kościół".
Dziękuję za rozmowę.
Każde życie woła o miłość
Ks. abp Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński:
Nauka Kościoła
katolickiego o naturze i godności człowieka jest niezmienna, chociaż uważnie
śledzi rozwój nauk przyrodniczych, szczególnie medycznych. Ta stałość zasad
rozumnie chroniących człowieka jest szczególnie widoczna w obecnej dyskusji o in
vitro.
Żadne dyskusje nie zmienią stałej prawdy, że każde życie ludzkie jest święte,
także to, które zostało poczęte metodą in vitro. Ono nie jest mniej wartościowe,
ono tak samo, albo jeszcze bardziej – pomimo niegodziwości aktu in vitro – woła
o miłość ludzi, bo miłość Bożą ma już od poczęcia. I tutaj nawet politykom i
naukowcom nie wolno dzielić ludzi na lepszych i gorszych: jednym dajemy miłość i
chronimy ich, a drugim odmawiamy prawa do życia, niech umierają. Niezależnie od
tego warto przypomnieć, że jako ludzie nie jesteśmy autorami naszego programu
genetycznego i nie mamy "w tym zakresie praw autorskich", dlatego dokonując aktu
wymuszonego poczęcia, stajemy się uzurpatorami. I nawet ewentualne przyjęcie
prawa dopuszczającego in vitro nie zmieni tego, że faktycznie będziemy
uzurpatorami.
not. MP
