Najgorszy premier w historii Hiszpanii
Z Antoniem Gonzalezem Barnesem, politykiem Partii Ludowej z Murcji,
rozmawia Maria Karaś
Wielu Hiszpanów jest przekonanych o tym, że poważny kryzys, który przeżywa
kraj, to wynik polityki José Luisa Zapatero.
– Rzeczywiście, jest to czas, gdy widzimy owoce polityki obecnego rządu. Jest to
polityka naznaczona kryzysem, związana z najgorszym premierem w naszym kraju w
ciągu ostatnich 25 lat. Ponad 4 miliony bezrobotnych, podwyżka podatków,
obniżenie pensji urzędników, nieudolna polityka zagraniczna, manipulacja w
środkach masowego przekazu, bardzo zła sytuacja wielu firm, brak zaufania w
inwestycjach zagranicznych i znikoma rola Hiszpanii podczas prezydencji w Unii
Europejskiej odzwierciedlają aktualną sytuację w naszym kraju. Największy kryzys
w historii tego kraju, większy niż ten z 1971 r., łączy się z tym, że mamy
najgorszego premiera, jakiego znają dzieje naszej demokracji.
Ale partie prawicowe nie są w stanie stworzyć dla koalicji Zapatero realnej
przeciwwagi…
– Ostatnio związki zawodowe, co zaskakujące, lewicowe – UGT (Powszechne
Zrzeszenie Pracowników Hiszpanii) oraz CCOO (Związkowa Konfederacja Komisji
Robotniczych), zorganizowały strajk generalny. Był to trzeci strajk generalny w
Hiszpanii od czasu zakończenia dyktatury. Mimo to rząd nie zmienia swoich planów
związanych z podwyżką podatków oraz obniżeniem pensji i odpraw dla zwalnianych
pracowników. W sektorach takich jak górnictwo, rolnictwo, wśród pracowników
stoczni i hodowców bydła etc. stale organizowane są protesty. Jednak rząd w
ogóle nie myśli o rozpisaniu wcześniejszych wyborów.
Wielu – nawet socjalistycznych – wyborców odwraca się jednak od Zapatero.
Dlaczego tak się dzieje?
– Odpowiedź jest prosta. Zwyczajnie czują się oszukani. Złożone obietnice
dotyczące nieobniżania pensji, utworzenia większej liczby miejsc pracy,
działania na rzecz wzbogacenia kraju i społeczeństwa nie zostały spełnione.
Naród hiszpański nie ma zaufania do tych, którzy sprawują nad nim władzę. Osiem
lat lewicowej polityki, niezależnie od światowego kryzysu, zrujnowało kraj,
który rozwijał się i wzrastał podczas rządów premiera José Marii Aznara z PP.
Opozycja twierdzi, że projekty rządowe są skrajnie zideologizowane.
– Niewątpliwie ich dążenia zmierzają do tego, by Hiszpania była krajem, w którym
panuje nieład i zamęt. Rządzący otwierają stare rany, chcą manipulować opinią
publiczną. Ich działania są ukierunkowane na dezintegrację państwa oraz rozbicie
jedności narodowej. Rząd doprowadził do tego, że słowo "zabraniać" wprowadzone
zostało do różnych sfer życia społecznego. Zabrania się palenia papierosów w
miejscach zamkniętych, walki byków. Dotyczy to już nawet używania języka
kastylijskiego (teraz ma to miejsce w Katalonii i Kraju Basków) czy obecności
symboli religijnych, m.in. krzyża, w szkołach etc.
W Hiszpanii, jak w wielu krajach Europy, jednym z najpoważniejszych problemów
społecznych jest drastycznie niski wskaźnik dzietności…
– To logiczne. Aktualna sytuacja gospodarcza sprawia, że rodziny planują
mniejszą liczbę dzieci. Jasne jest, że wpływa to na zmniejszenie wydatków
rodziny. Jednakże problem ten w Hiszpanii nie jest tak duży jak w innych krajach
Europy z powodu dużej liczby emigrantów. Obecność Ekwadorczyków, Rumunów,
Bułgarów, emigrantów z Afryki Północnej wpłynęła na wzrost liczby ludności w
kraju. Chociaż trzeba dodać, że w ostatnim czasie część emigrantów zaczyna
wracać do swojej ojczyzny ze względu na brak pracy w Hiszpanii.
W Hiszpanii odbyła się ostatnio premiera amerykańskiego antyaborcyjnego filmu
dokumentalnego pt. "Blood Money". Rząd zdecydował, że dokument ten należy
zakwalifikować jako film dla dorosłych, nierekomendowany dla osób poniżej 18.
roku życia. Jednocześnie ten sam rząd wprowadził prawo zezwalające nastolatkom
od 16. roku życia dokonać aborcji bez wiedzy swoich rodziców.
– Ta decyzja rządu spotkała się z dużym sprzeciwem ze strony opozycji oraz
bardzo wielu grup. Rządzący musieli współpracować z separatystycznymi
ugrupowaniami typu PNV (Nacjonalistyczna Partia Basków) czy ERC (Republikańska
Lewica Katalonii) i komunistami, by udało się "przepchnąć" taką decyzję. Jest
ona kolejnym zamachem na wartości, które są podstawowym fundamentem rodziny.
Dziękuję za rozmowę.
