„Ja się poświęciłem i ja się nie cofnę .”
19 października, w kolejną rocznicę śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, po raz pierwszy po beatyfikacji można obchodzić jego liturgiczne wspomnienie.
Z o. Gabrielem Bartoszewskim OFM Cap promotorem sprawiedliwości w procesie beatyfikacyjnym błogosławionego
ks. Jerzego Popiełuszki i współpracownikiem procesu na poziomie apostolskim w
opracowaniu "Pozycji o Męczeństwie" oraz w przygotowaniu do jego beatyfikacji
rozmawia ks. Artura Płachno
Proces beatyfikacyjny błogosławionego ks. Jerzego, to jeden z ostatnich, w którym Ojciec był zaangażowany. Ile już tych procesów było z czynnym Ojca udziałem ?
– Było ich dużo. W niektórych byłem postulatorem, w innych wicepostulatorem, promotorem sprawiedliwości i sędzią. Moje kariera postulatorska trwa już czterdzieści pięć lat. Jeżeli uwzględnić 108 męczenników II wojny światowej, 11 sióstr nazaretanek i innych, to było ich wiele. Posługuję się jednak przykładem, ks. Makulskiego, którego gdy pytano : „Ile wydał na świątynię ? ” Mówił, że Panu Bogu się niczego nie liczy, tak i ja tego nie liczę.
Jak wyglądała praca, w tym jednym z najszybszych, ale też ze względu na okoliczności jemu towarzyszące, trudnym procesie beatyfikacyjnym ?
– Każdy proces beatyfikacyjny rozpoczyna się w oparciu o istniejącą wśród Ludu Bożego sławę świętości lub sławę męczeństwa.
Wiadomym jest, że bezpośrednio po śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, ta sława męczeństwa była bardzo dynamiczna i bardzo szeroka. Była ona nie tylko w wymiarze ogólnopolskim, ale również w wymiarze ogólnoświatowym.
Pomimo, że ta opinia trwała, a do ks. kard. Józefa Glempa wpływało bardzo wiele listów postulacyjnych z prośbą o beatyfikację, to nie chciał on rozpocząć procesu. Czynił to zupełnie słusznie, gdyż ówczesnym czasie, zwłaszcza przy kościele św. Stanisława Kostki, gromadziły się różne elementy. Byli to ludzie, nie tylko głęboko wierzący i praktykujący, ale też pewne osoby, które miały inne cele. Trzeba było czekać, aż ten kult nabierze w pełni charakteru religijnego. Dopiero po 1989 roku, kiedy część tych ludzi odeszło i utrwalił się kult religijny, stworzyło to przekonanie Księdza Prymasa, żeby 7 lutego 1997 roku, po wielu konsultacjach i opiniach rozpocząć proces beatyfikacyjny. Proces, na terenie diecezji, o męczeństwie ks. Jerzego i sławie jego męczeństwa przeprowadziliśmy w ciągu czterech lat. Jego zakończenie nastąpiło 8 lutego 2001 roku w kościele św. Stanisława Kostki. Akta następnie zostały przesławne do Rzymu. Tam w Kongregacji sprawdzono je oraz stwierdzono, że mogą być podstawą w udowodnieniu męczeństwa.
Opracowaniem „Pozycji o Męczeństwie”, czyli całościowej dokumentacji zajmował się ks. Tomasz Kaczmarek przy mojej współpracy. Trwało to
od 2003 do czerwca 2008 roku.
Była to trudna praca, ponieważ trzeba było udowodnić męczeństwo. Fakt śmierci materialnej, zadanej przez zabójców był bowiem czymś oczywistym, ale była też poważna kwestia udowodnienia męczeństwa formalnego, czyli zadania śmierci z tytułu nienawiści do wiary.
Trzeba było sięgnąć do dokumentów, takich jak Encyklika Piusa XI
„O bezbożnym komunizmie” oraz do prześladowań, jakich dopuszczali się komuniści na ludziach Kościoła w szerzeniu ateizmu, aż do osoby ks. Jerzego Popiełuszki, którego prześladowano za to, że pracował jako kapłan, odprawiał Msze Święte za ojczyznę i głosił prawdy religijne. Głównie zaś prawdy moralne, takie jak : sprawiedliwość, miłość, pokój i pojednanie. Nienawiść jaką powzięli komuniści, a zwłaszcza przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, doprowadziła do tego, że go pojmano i zamęczono.
Kiedy się analizuje ten proces śmierci, na podstawie zeznań zabójców oraz innych dokumentów z procesu toruńskiego, to widać jak ogromna musiała być nienawiść. Zabójcy zaś musieli być produktem systemu ateistycznego i prześladowczego, którzy nie mieli nie tylko jakichkolwiek uczuć religijnych, ale też ludzkich uczuć moralnych. Doprowadziło to, do tak perfidnej śmierci, jaką mu zadano.
W toku naszych prac okazywało się, że ten proces beatyfikacyjny nie jest ” na rękę ” pewnym osobom i chcieli w jakiś sposób go opóźnić i oddalić.
Dzięki pomocy i łasce Bożej udało się go jednak zakończyć. Wydana zaś
” Pozycja o Męczeństwie ” , księga licząca 1157 stron druku plus kilkanaście stron dokumentacji fotograficznej, została złożona 20 czerwca 2008 roku
w Kongregacji.
Właściwie powinna one tam oczekiwać 10 lat na dyskusję teologiczną. Jednak i tam, dzięki łasce Bożej i dobrym ludziom, sprawy tak się potoczyły, że beatyfikacji odbyła się już w tym roku 6 czerwca.
Jak Ojciec wspomina osobiście, zarówno pracę nad tymi dokumentami oraz postać błogosławionego ks. Jerzego, z którym również się spotkał ?
– Na podstawie mojego studium i doświadczeń oraz osobistej znajomości ks. Jerzego, jestem przekonany, że to człowiek wybrany przez Boga do specjalnej misji. Praktycznie od dzieciństwa, poprzez szkołę, wojsko, pracę kapłańską, aż do śmierci. Tak się złożyło, że na trzy miesiące przed śmiercią w Krynicy Zdroju, rozmawialiśmy w gronie czterech kapłanów, wśród których był także ks. Jerzy.
Opowiadał on wtedy o swoich przykrościach i prześladowaniach oraz ewentualności wyjazdu do Rzymu na studia. Mówił, że jeżeli go władza wyśle, to pojedzie, ale sam nigdy nie będzie o to prosił. W pewnym momencie, mówiąc o swojej pracy duszpasterskiej i pracy wśród robotników powiedział tak : ” Ja się poświęciłem i ja się nie cofnę. ” To jego powiedzenie tak wpłynęło na mnie, że aż ciarki przeszły mi
po plecach. Zaległo między nami milczenie i dopiero potem dalej potoczyła się rozmowa. Świadczyło to, że on czuł, zarówno wnioskując okoliczności, ale też wewnętrznie, że jest powołany do specjalnej misji.
Wypełnił ją dzięki łasce Bożej, a Kościół ukazał nam go w chwale ołtarzy, jako wzór kapłana – duszpasterza do naśladowania.
” Bóg zapłać” za rozmowę.
