Ustawowe tricki w budżecie
Z Jerzym Bielewiczem, finansistą, szefem Stowarzyszenia "Przejrzysty
Rynek", rozmawia Małgorzata Goss
Budżet przygotowany przez koalicję PO – PSL powstrzyma dalsze zadłużenie
finansów publicznych?
– Z ustawy budżetowej wynikają wnioski przeciwne do tego, co mówi minister Jacek
Rostowski. W budżecie zapisano, że sam dług może być powiększony o 115 mld
złotych. Do tego Skarb Państwa zamierza wystawić gwarancje i poręczenia na ponad
50 mld zł, co jest kwotą dotychczas niespotykaną. Na dodatek w 2011 r. Skarb
Państwa planuje pozyskać olbrzymie dochody z prywatyzacji, a biorąc pod uwagę,
że ostatnio "prywatyzuje", sprzedając jedną spółkę państwową innej państwowej
spółce, i w ten sposób drenuje swoje spółki z pieniędzy, będzie to kolejny
sposób na wypchnięcie zadłużenia poza budżet. Ilustracją tego zjawiska jest
zakup przez państwowy koncern PGE spółki ENERGA należącej do państwa, który
pozwolił Skarbowi Państwa wyprowadzić z PGE 7,5 mld złotych. To żadna
prywatyzacja, jedyny cel to wydrenować, przerzucić dług państwowy na spółki
Skarbu Państwa, wypchnąć dług państwowy z oficjalnej sprawozdawczości
finansowej. Jeśli zsumować wszystkie ustawowe tricki w budżecie, rząd Donalda
Tuska może w przyszłym roku zadłużyć państwo, fundusze i agencje oraz spółki
Skarbu Państwa i samorządy na łączną kwotę ponad 200 mld złotych!
Rząd twierdzi, że w porównaniu z innymi krajami europejskimi jesteśmy jednym
z najmniej zadłużonych krajów…
– Ściągalność podatków w innych krajach, liczona jako procent PKB, jest
dwukrotnie wyższa niż w Polsce, dlatego nasz poziom zadłużenia na poziomie 60
proc. PKB to jakby Niemcy były zadłużone na 120 proc. PKB. Jesteśmy państwem,
którego budżet jest bardzo skromny, ledwie wystarcza na niskie emerytury, renty,
brakuje środków na podstawowe cele i zadania państwa, jak choćby bezpieczeństwo
energetyczne. Zadłużanie finansów publicznych jest w tych warunkach procesem
trudniejszym do odwrócenia niż w państwach dysponujących dużymi budżetami,
ponieważ konieczne oszczędności i cięcia okazują się niezwykle dotkliwe dla
społeczeństwa.
Może dojść do niewypłacalności naszego kraju?
– Obawiam się, że tak. Sygnałem alarmowym jest wysoka cena, jaką płacimy za
dług. Minister finansów powinien się wytłumaczyć, dlaczego wmawia nam, że
jesteśmy zieloną wyspą, gdy w tym samym czasie rynki wyceniają nasze obligacje
na poziomie obligacji krajów-bankrutów. Na niebezpieczeństwo zapaści finansów
publicznych wskazuje też analiza budżetu i towarzyszących mu ustaw oraz zmian w
ustawie o finansach publicznych. Widać w nich wyraźnie, że państwo przechodzi
kryzys związany z brakiem płynności finansowej. Rząd wprowadził zmianę w
zarządzaniu płynnością finansów publicznych na wzór technik, jakie stosuje się
do zarządzania kryzysowego w firmach, tzw. money pooling. Polega ona na
wprowadzeniu przymusowego lokowania środków wolnych przez wszystkie instytucje
publiczne – agencje, fundusze, samorządy, Lasy Państwowe etc. – na jednym
koncie. Takie zarządzanie, gdy dotyczy podmiotów silnie rozproszonych,
spowoduje, że kryzys płynności przeniesiony zostanie w dół na te jednostki,
które również utracą płynność finansową. To zaś oznacza ostateczną zapaść
finansów publicznych.
Dziękuję za rozmowę.
