Wrzesień 1939
Klęska wojenna II Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 r. wywarła decydujący
wpływ na losy narodu i państwa polskiego przez następnych 50 lat. W wyniku
przegranej kampanii terytorium kraju znalazło się pod niemiecką i sowiecką
okupacją (od 1941 r. tylko niemiecką). Przez cały okres wojny obydwaj agresorzy
prowadzili eksterminacyjną politykę wobec obywateli polskich.
Rządy państw uczestniczących w I wojnie światowej, zawierając traktaty pokojowe
w Brześciu, Wersalu, Saint-Germain-en-Laye, Neuilly-sur-Seine, Trianon, SÝvres i
Rydze, nie zdołały zapewnić Europie trwałego pokoju. Do państw, które czuły się
szczególnie upośledzone przez "system wersalski", należeli obydwaj
najpotężniejsi sąsiedzi Polski: Rzesza Niemiecka i Rosja Sowiecka. Przez całe
dwudziestolecie międzywojenne rządy tych dwóch krajów starały się na wszelkie
sposoby doprowadzić do rewizji postanowień traktatów pokojowych z lat 1918-1921.
Szczególnie korzystna koniunktura dla przeprowadzenia zmian drastycznymi
metodami nastała wraz z dojściem do władzy Adolfa Hitlera.
Polityczne przygotowania do agresji – próby izolowania Polski
Dyplomacja polska w okresie międzywojennym starała się utrzymać jak najlepsze
stosunki dwustronne zarówno z Rzeszą Niemiecką, jak i Związkiem Sowieckim.
Ukoronowaniem tych dążeń było podpisanie i ratyfikowanie w 1932 r.
polsko-sowieckiego paktu o nieagresji, a w 1934 r. polsko-niemieckiej deklaracji
o niestosowaniu przemocy. Wyraźne zbliżenie pomiędzy Warszawą i Berlinem, do
jakiego doszło w drugiej połowie lat trzydziestych, zasugerowało kanclerza
Hitlera, że Polska dałaby się wciągnąć w tryby ekspansywnej polityki
niemieckiej. Po konferencji monachijskiej doszedł on do wniosku, że sytuacja
dojrzała do tego, aby przedstawić polskiemu rządowi do podpisania cyrograf. Ze
względu na różnicę potencjałów porozumienie miało być nierównoprawne, lecz
niepozbawione korzyści dla obydwu stron. W zamian za zgodę na faktyczne
uzależnienie w zakresie polityki zagranicznej i niewielkie, acz boleśnie raniące
polską dumę cesje terytorialne Rzeczpospolita miała zyskać potężnego sojusznika
i przede wszystkim gwarancje wspólnych granic.
Polska dyplomacja przez dłuższy czas unikała udzielenia wyraźnej odpowiedzi na
propozycje niemieckie. Działo się tak aż do momentu, gdy do akcji energicznie
włączyła się dyplomacja brytyjska. Ugodowo nastawiony premier Neville
Chamberlain doznał prawdziwego szoku, kiedy 15 marca 1939 r. Niemcy brutalnie
złamały porozumienie monachijskie, po czym 21 tego miesiąca zajęły Okręg
Kłajpedy. Wydawało się, że nadszedł najwyższy czas, aby przystąpić do
lokalizowania niemieckiego zagrożenia, a zwłaszcza uniemożliwienia zawarcia
sojuszu między Polską i Niemcami. Dlatego 31 marca 1939 r. w brytyjskiej Izbie
Gmin premier Zjednoczonego Królestwa zdecydował się wypowiedzieć brzemienne w
skutki słowa: "Na wypadek jakichkolwiek działań wojennych, mogących wyraźnie
zagrozić niepodległości Polski i które by Rząd Polski uznał zatem za konieczne
odeprzeć przy użyciu swych narodowych sił zbrojnych Rząd JKM będzie się czuł
zobowiązany do udzielenia Rządowi Polskiemu natychmiastowego poparcia będącego w
jego mocy". Ten enigmatyczny wątek wystąpienia premiera Chamberlaina został z
nieadekwatnym entuzjazmem podjęty przez polski rząd. W tydzień później, po
dwudniowych rozmowach w Londynie ministra spraw zagranicznych Józefa Becka i
ambasadora RP Edwarda Raczyńskiego z premierem Chamberlainem i ministrem spraw
zagranicznych Edwardem Halifaxem, wydano wspólny komunikat zapowiadający
zawarcie dwustronnego układu o wzajemnej pomocy. Po upływie kolejnego tygodnia
premier Francji Édouard Daladier oświadczył publicznie, że jego rząd przyjął do
wiadomości deklarację polsko-brytyjską oraz potwierdza w całej rozciągłości
sojusz francusko-polski z 1921 roku.
Od tej pory wobec obsesyjnie nieprzejednanej postawy kanclerza Hitlera wypadki
zaczęły się toczyć coraz szybciej w kierunku wybuchu wojny. W Reichstagu 28
kwietnia 1939 r. Hitler przedstawił gwarancje angielskie dla Polski jako zachętę
do zbrojnego wystąpienia przeciw Niemcom, a co za tym idzie – uznał
polsko-niemiecką deklarację z 1934 r. za jednostronnie pogwałconą i wobec tego
nieobowiązującą oraz wypowiedział niemiecko-brytyjski układ morski z 1935 roku.
W Sejmie 5 maja 1939 r. minister Beck (w imieniu całej Rady Ministrów)
kategorycznie odrzucił żądania niemieckie, a swoje przemówienie zakończył:
"Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja skrwawiona w wojnach, na
pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma
swoją cenę wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką
cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest
bezcenna. Tą rzeczą jest honor".
Toczące się na wiosnę i w lecie polsko-francuskie (Kasprzycki – Gamelin) i
polsko-brytyjskie (Stachiewicz – Clayton, Rydz-Śmigły – Ironside) konsultacje
wojskowe powinny być dla polskich polityków i wojskowych poważnym ostrzeżeniem.
Zachodni sojusznicy ograniczali się jedynie do ogólnikowych deklaracji, z
których niedwuznacznie wynikało, że Polska przez co najmniej dwa tygodnie będzie
skazana na samotną walkę przeciw całej potędze III Rzeszy. Francusko-brytyjskie
próby wciągnięcia do gry ZSRS jako sojusznika Polski w starciu z Niemcami od
początku były wątpliwe.
Pod koniec sierpnia 1939 r. Hitler i Józef Stalin byli już gotowi i zdecydowani
na wojnę.
Ukoronowaniem ich starań było zawarcie w Moskwie 23 tego miesiąca przez
ministrów spraw zagranicznych Rzeszy Niemieckiej i ZSRS układu dotyczącego
współpracy obu państw podczas ataku na Polskę i podziału stref wpływów w Europie
Środkowo-Wschodniej (pakt Ribbentrop – Mołotow). Podpisanie dwa dni później w
Londynie przez ambasadora Raczyńskiego oraz ministra Halifaxa układu o pomocy
wzajemnej między Rzecząpospolitą Polską a Zjednoczonym Królestwem Wielkiej
Brytanii i Irlandii Północnej spowodowało jedynie przesunięcie o kilka dni
terminu agresji na Polskę.
Militarne przygotowania do agresji – plan niemiecki
Wytyczne do planu operacyjnego działań przeciwko Polsce (Fall Weiss) kanclerz
Hitler podpisał 11 kwietnia 1939 roku. Niemiecki plan zakładał zmasowany atak
sił lądowych, lotniczych i morskich z zaskoczenia – tzw. wojnę błyskawiczną i
totalną. Dwa potężne koncentryczne uderzenia wychodzące ze Śląska i Pomorza-Prus
Wschodnich miały się spotkać w Warszawie.
W ten sposób zamierzano otoczyć i zniszczyć na zachód od Wisły główne siły armii
polskiej.
Poza tym nakazano wykonanie kolejnych dwóch uderzeń z północy i południa wzdłuż
linii Bugu z punktem docelowym w Brześciu. Miało to doprowadzić do zniszczenia w
kolejnym kotle reszty wycofujących się jednostek Wojska Polskiego. Kierownictwo
nad całością operacji powierzono Naczelnemu Dowództwu Wojsk Lądowych (OKH) z
gen. płk. Waltherem von Brauchitschem na czele – operacje lotnicze i morskie
podporządkowano celom operacji lądowych.
Siły lądowe podzielono na dwie podstawowe części: Grupę Armii "Południe"
dowodzoną przez gen. płk. Gerda von Rundstedta złożoną z dwunastu korpusów
działających w ramach trzech armii (8., 10. i 14.) i Grupę Armii "Północ" pod
dowództwem gen. płk. Fedora von Bocka złożoną z sześciu korpusów działających w
ramach dwóch armii (3. i 4.). Główną siłę uderzeniową niemieckich wojsk lądowych
stanowiły wielkie jednostki pancerne, lekkie i zmechanizowane (łącznie 15).
Całością operacji lotniczych kierowało Naczelne Dowództwo Wojsk Lotniczych (OKL)
z marsz. Hermannem Göringiem na czele. Głównym zadaniem sił lotniczych było
zniszczenie polskiego lotnictwa i jego baz, dezorganizacja komunikacji, wsparcie
wojsk lądowych na polu walki oraz sterroryzowanie ludności cywilnej. Na obszarze
operacyjnym GA "Południe" rozmieszczono 4. Flotę Powietrzną pod dowództwem gen.
lotnictwa Alexandra Löhra (2. Dywizja Lotnicza, 7. Dywizja Lotnicza
(spadochronowa) i zgrupowanie lotnictwa do zadań specjalnych). Na obszarze
operacyjnym GA "Północ" rozmieszczono 1. Flotę Powietrzną pod dowództwem gen.
lotnictwa Alberta Kesselringa (1. Dywizja Lotnicza, Zgrupowanie Lotnicze Prusy
Wschodnie i Lotnicza Dywizja Instruktorska). Całość sił morskich podporządkowano
Naczelnemu Dowództwu Marynarki (OKM) pod dowództwem gen. admirała Ericha Raedera.
Zadaniem floty miało być zniszczenie polskiej floty, blokada Zatoki Gdańskiej,
ochrona morskich linii komunikacyjnych Rzeszy z Prusami Wschodnimi i Szwecją
oraz współdziałanie z wojskami lądowymi na Wybrzeżu. Zadania te miała wykonać
grupa marynarki wojennej "Wschód" dowodzona przez gen. admirała Conrada
Albrechta, złożona z 2 pancerników, 9 niszczycieli, 14 okrętów podwodnych i
flotylli mniejszych jednostek.
Zarządzenia wykonawcze planu agresji przekazano dowódcom grup armii 15 czerwca.
Militarne przygotowania do obrony – plan polski
W Polsce bezpośrednie przygotowania do wojny obronnej z Niemcami rozpoczęto 4
marca 1939 roku. Wkrótce potem opracowano wytyczne dotyczące ogólnego podziału
sił, rozwinięcia wojsk na głównej pozycji obronnej i zadań poszczególnych
związków pierwszego rzutu operacyjnego; a nieco później ostateczną koncepcję
przeznaczenia i wykorzystania oraz systemu technicznego oraz materiałowego
zabezpieczenia realizacji planu operacyjnego. Do wybuchu wojny Sztab Główny nie
zdołał wykończyć planów niższego rzędu (fortyfikacyjnego, łączności, obrony
przeciwlotniczej, użycia lotnictwa, kwatermistrzowskiego, transportowego i
wycofania). Podstawowym założeniem polskiego planu było przyjęcie bitwy w
mierzącym ok. 1600 km długości pasie nadgranicznym, a następnie organizowanie
oporu na kolejnych liniach obronnych w głębi kraju, aż do momentu zbrojnego
wystąpienia aliantów na Zachodzie, przewidywanego w trzecim tygodniu wojny.
Naczelnym Wodzem Polskich Sił Zbrojnych był marsz. Edward Rydz-Śmigły. Sztabem
Głównym kierował gen. Wacław Stachiewicz. Polskie siły zbrojne rozwinięte na
froncie zostały zgrupowane w siedmiu związkach operacyjnych (od styku granicy
Polski, Niemiec i Litwy do styku granicy Polski, Słowacji i Węgier: Samodzielna
Grupa Operacyjna "Narew", Armia "Modlin", Armia "Pomorze", Armia "Poznań", Armia
"Łódź", Armia "Kraków", Armia "Karpaty") i wydzielonej Obronie Wybrzeża. Poza
tym stworzono cztery odwody Naczelnego Wodza (Armia "Prusy", ONW "Wyszków", ONW
"Kutno", ONW "Tarnów"). W polskim planie nie przewidziano powołania grup armii
ani korpusów. Większość sił pancernych WP było rozproszonych pomiędzy wieloma
jednostkami piechoty. We wrześniu 1939 r. istniały tylko dwie brygady
pancerno-motorowe (w tym jedna w toku organizacji). Około dwóch trzecich
lotnictwa przydzielono poszczególnym armiom, reszta pozostała pod bezpośrednimi
rozkazami Naczelnego Wodza (brygada pościgowa i bombowa).
Militarne przygotowania do agresji – plan sowiecki
W Sztabie Generalnym Armii Czerwonej przygotowania do inwazji na Polskę
rozpoczęły się pod koniec sierpnia 1939 r. (Plan nr 22 "A"). Do akcji wytypowano
jednostki pochodzące z Leningradzkiego, Kalinińskiego, Białoruskiego,
Kijowskiego, Moskiewskiego, Charkowskiego i Orłowskiego Okręgu Wojskowego.
Dowodzenie operacyjne powierzono Radom Wojennym Białoruskiego i Kijowskiego
Specjalnego Okręgu Wojskowego przekształconym w dowództwa frontów. W skład
obydwu frontów wchodziły po trzy armie. Łącznie siły pierwszego rzutu obejmowały
9 korpusów i 1 dywizję piechoty, 4 (lub 5) korpusy i 1 dywizję kawalerii, 2
korpusy i 12 brygad czołgów. Operacja przeciwko Polsce została zaplanowana jako
regularne działania wojenne z udziałem wojsk pancernych, lotnictwa i działań
grup sabotażowo-dywersyjnych przerzuconych lub zorganizowanych na terytorium
Polski już na początku września 1939 r. (NKWD i Razwiedupr). Ludowym komisarzem
obrony ZSRS we wrześniu 1939 r. był marsz. Kliment Woroszyłow, a szefem Sztabu
Generalnego Armii Czerwonej komandarm Borys Szaposznikow. Wieczorem 16 września
do oddziałów zgromadzonych w strefie przygranicznej dotarł tajny rozkaz
Woroszyłowa nr 16634: "Uderzać o świcie siedemnastego!".
Proporcje sił
Niemcy rzuciły przeciwko Polsce ponad 1,6 mln żołnierzy trzech rodzajów sił
zbrojnych.
Byli oni uzbrojeni w 10 tys. dział polowych i moździerzy, ponad 2700 czołgów,
1300 samolotów bojowych i 25 większych okrętów. Związek Sowiecki (od 17
września) użył ponad 600 tys. żołnierzy uzbrojonych w prawie 5 tys. dział
polowych i moździerzy, ponad 4700 czołgów i 3300 samolotów bojowych. Słowacja
skierowała kontyngent 50 tys. żołnierzy (trzy DP, grupa szybka i mniejsze
oddziały w składzie niemieckiej 14. Armii).
W wyniku późnej mobilizacji powszechnej (pod naciskiem aliantów zachodnich
ogłoszonej dopiero 30 sierpnia) gotowość bojową osiągnęło ok. 70 proc.
przewidzianych do obrony wojsk polskich (ok. 1 mln żołnierzy), reszta zdążała do
rejonów koncentracji lub była mobilizowana.
Żołnierze WP byli uzbrojeni w 4300 dział polowych i moździerzy, nieco ponad 300
czołgów lekkich, nieco ponad 500 samolotów bojowych i 10 większych okrętów (w
tym trzy niszczyciele od początku wojny stacjonujące w portach brytyjskich).
Prowokacje graniczne i akty dywersji
Funkcjonariusze niemieckich służb specjalnych (Abwehra oraz SD) na pół roku
przed wybuchem wojny przystąpili do przygotowywania serii prowokacji (Operacja
Himmler), które miały ukazać Polskę jako agresora, a niemiecką inwazję jako
operację odwetową. Wszystko to miało służyć ograniczeniu konfliktu zbrojnego do
Polski i powstrzymaniu zachodnich sojuszników Rzeczypospolitej od wypowiedzenia
Niemcom wojny. Cel ten zamierzano osiągnąć poprzez odwołanie się do
pacyfistycznych nastrojów społeczeństw krajów demokratycznych, które miały
wywrzeć nacisk na rządy swoich państw i spowodować zachowanie przez nie
neutralności. Najsłynniejszą akcją tego typu był pozorowany atak "polskich
powstańców" na radiostację gliwicką.
Przez całe lato 1939 r. dochodziło do napadów niemieckich band dywersyjnych na
polskie obiekty (posterunki graniczne, stacje kolejowe i fabryki) leżące w pasie
nadgranicznym oraz ataków terrorystycznych (podkładanie bomb, podpalenia,
niepokoje) w głębi polskiego terytorium. Część z tych aktów agresji, perfidnie
skierowanych przeciwko mniejszości niemieckiej w Polsce, prasa niemiecka
przedstawiała jako przykłady "polskiego terroru". Bezpośrednio przed wybuchem
wojny (a właściwie w pierwszym planowanym terminie) niemieccy dywersanci
przeprowadzili serię akcji dywersyjnych (próba przejęcia mostów na Wiśle pod
Tczewem, tunelu i stacji kolejowej na Przełęczy Jabłonkowskiej, mostu w
Grudziądzu), które miały ułatwić działania regularnym jednostkom Wehrmachtu.
Część obywateli RP narodowości niemieckiej, a także agenci skierowani
bezpośrednio z Rzeszy zorganizowani byli w strukturę zwaną kolokwialnie piątą
kolumną. Jej członkowie zajmowali się organizowaniem akcji dywersyjnych (różne
akcje na Górnym Śląsku i Pomorzu) oraz szpiegostwem (systematyczne informowanie
dowództwa Luftwaffe o miejscach postoju polskiego rządu i Naczelnego Dowództwa).
W południowo-wschodnich powiatach Rzeczypospolitej Polskiej do proniemieckiej
akcji dywersyjnej wciągnięte zostały grupy nacjonalistów ukraińskich (zajścia w
Stryju, Podhorcach, Borysławiu, Truskawcu, Mraźnicy, Żukotynie, Uryczu, w
okolicach Mikołajowa i Żydaczowa).
Agresja
W związku z sytuacją międzynarodową pierwotnie wyznaczony termin niemieckiej
agresji na Polskę został przesunięty o pięć dni. Niemiecki atak na Polskę bez
wypowiedzenia wojny i ogłoszenia mobilizacji rozpoczął się o godz. 4.45. Zgodnie
ze zbrodniczym planem wojska niemieckie przekroczyły granicę lądową
Rzeczypospolitej, zaatakowały z powietrza cały kraj i uderzyły z morza na
Gdynię, Hel oraz Westerplatte.
Do rangi symboli urosły polskie punkty oporu na terenie Wolnego Miasta Gdańska
(Tranzytowa Składnica Amunicyjna i Poczta Polska). Jeszcze 1 września 1939 r.
rząd ZSRS wyraził zgodę na korzystanie przez Niemców z radiostacji w Mińsku, aby
umożliwić im w sposób zakamuflowany instruowanie niemieckich pilotów
bombardujących Polskę.
Bitwa graniczna
W ciągu pierwszych trzech dni walki Niemcom udało się przełamać polski opór na
przedpolu głównej pozycji obronnej. Zasadnicze siły polskie zostały pobite i
zmuszone do odwrotu w rejonie Mławy, na Pomorzu, na styku Armii "Łódź" i
"Kraków" oraz nad Wartą. Dowództwo niemieckie przejęło inicjatywę strategiczną,
chociaż daleko było jeszcze do realizacji zasadniczego planu zniszczenia
głównych sił polskich na zachód od Wisły.
3 września, początek dziwnej wojny
Wielka Brytania i Francja znalazły się w stanie wojny z Rzeszą Niemiecką 3
września 1939, w wyniku odrzucenia ultimatum z żądaniem natychmiastowego
wycofania Wehrmachtu z terytorium Polski i Wolnego Miasta Gdańska (Francja 2
września ogłosiła mobilizację powszechną i rozpoczęła koncentrację oddziałów).
Mimo stałej ogromnej przewagi nad Niemcami alianci przez cały wrzesień 1939 r.
wstrzymywali się z podjęciem prawdziwej ofensywy (7 września oddziały
francuskiej 3. i 4. Armii przekroczyły granicę w Saarze, lecz ograniczyły się do
oczyszczania przedpola i zdobywania dojść do niemieckiej głównej pozycji
obrony). Alianci formalnie zobowiązali się wobec Polski, że piętnastego dnia od
rozpoczęcia mobilizacji francuskiej, tzn. 17 września, rozpoczną generalne
uderzenie na Niemcy. Po dyskusji w łonie francusko-brytyjskiej Najwyższej Rady
Wojennej z udziałem Chamberlaina, Daladiera i głównodowodzącego armii
francuskiej gen. Maurice’a Gamelina (referujący) w Abbeville 12 września podjęto
decyzję o "maksymalnym zmobilizowaniu środków, zanim zostaną podjęte duże
operacje lądowe oraz ograniczeniu działań powietrznych" w celu "minimalizacji
niemieckiego odwetu". W istocie oznaczało to wstrzymanie wszystkich działań
ofensywnych na przedpolu linii Zygfryda, czyli złamanie zobowiązań sojuszniczych
wobec Polski, przy czym to Francuzi wpływali hamująco na Brytyjczyków.
Planowy odwrót
Armia "Modlin" po opuszczeniu pozycji mławskiej obsadziła linię Wisły i Narwi.
Oddziały przeznaczone do obrony Wybrzeża zostały odcięte od reszty kraju. Niemcy
przerzucili z zachodu na wschód przez polskie Pomorze 19. korpus pancerny, który
po przegrupowaniu atakował w kierunku południowym.
Armie "Łódź" i "Kraków" utraciły styczność i zagrożone okrążeniem podjęły
odwrót.
W lukę pomiędzy nimi wlały się oddziały niemieckiej 10. Armii, które w rejonie
Piotrkowa Trybunalskiego i Tomaszowa Mazowieckiego związały walką część
nieskoncentrowanych, niegotowych jeszcze do walki dywizji odwodowej Armii
"Prusy".
Naczelne Dowództwo WP utraciło w ten sposób możliwość przeciwuderzenia na
najważniejszym kierunku strategicznym.
Odrzucenie Armii "Modlin" i "Łódź" niepokojąco zmniejszyło obszar tyłowy
wysuniętych na zachód Armii "Poznań" i "Pomorze" i zaczęło grozić ich odcięciem.
Niekorzystny rozwój sytuacji zmusił polskie dowództwo do wydania ogólnego
rozkazu wycofania się na linię Wisły i Sanu. W ramach przygotowań do kolejnej
operacji obronnej utworzono nowe armie "Lublin", "Warszawa" i "Małopolska".
Cofające się polskie armie zostały wyprzedzone i oskrzydlone przez szybsze
jednostki niemieckie 3. i 14. Armii atakujące spod Mławy w kierunku Siedlec i ze
Śląska w kierunku Jordanowa i Lublina. Do 9 września Niemcom udało się przełamać
główną linię polskiej obrony. Wysadzony przez polskich saperów most kolejowy w
Tczewie Odwodowa Armia "Prusy" została odcięta od przepraw na Wiśle.
Improwizowane i dysponujące słabymi siłami armie "Lublin", "Warszawa" i
"Małopolska", dodatkowo zagrożone okrążeniem nie były w stanie zapewnić
trwałości frontu nad środkową Wisłą i Sanem.
Związki taktyczne Wehrmachtu 8 września po południu dotarły do Warszawy (czołowe
oddziały niemieckiego 16. Korpusu Pancernego).
W celu podtrzymania regularnej obrony (przy uniknięciu decydującej bitwy na
zachodnich obszarach kraju) Naczelne Dowództwo WP powołało 11 września dwa
fronty (Północny i Południowy) i podjęło decyzję odwrotu na tzw. przedmoście
rumuńskie. To częściowo zniweczyło niemiecką drugą operację oskrzydlającą
(pierścień okrążenia na Bugu zamknięty 16 września w rejonie Chełma). W związku
z tym OKH wydało rozkaz dokonania głębokiego obejścia sił polskich i odcięcia
dróg polskiego odwrotu w kierunku południowo-wschodnim.
Dodatkową zaporę pod Lwowem miała utworzyć część sił 14. Armii (12 września
dotarła pod Lwów).
Bitwa nad Bzurą
Pod koniec pierwszej dekady miesiąca na obszar pomiędzy Łodzią, Płockiem i
Warszawą zepchnięte zostały trzy polskie armie – "Pomorze", "Poznań" i "Łódź".
Dla uzyskania swobody operacyjnej ułatwiającej odwrót zostały one zmuszone do
wykonania zwrotu zaczepnego.
Tak rozpoczęło się największe stracie kampanii polskiej – bitwa nad Bzurą, w
której polskimi siłami dowodził gen. Tadeusz Kutrzeba. Główne uderzenie poszło w
kierunku południowym, lecz po pierwszych sukcesach rozwijało się powoli i
zostało przerwane.
Po przegrupowaniu podjęto próbę uderzenia na wschód w celu otwarcia drogi na
Warszawę, lecz tym razem dobrze przygotowani Niemcy skutecznie mu się
przeciwstawili. W ciągu następnych dziesięciu dni okrążone oddziały polskie
zostały w większości rozbite i tylko części spośród nich udało się przebić do
stolicy (resztki Armii "Poznań" i "Pomorze") lub Modlina (resztki Armii "Łódź").
Atak Armii Czerwonej – odosobnione punkty oporu
Ciosem, który kompletnie unicestwił polski plan dalszej obrony na tzw.
przedmościu rumuńskim, był atak armii sowieckiej rozpoczęty 17 września nad
ranem. Na głównych kierunkach natarcia Frontu Białoruskiego leżały: Wilno,
Grodno – Suwałki, Białystok i Brześć nad Bugiem. Głównymi celami natarcia Frontu
Ukraińskiego były: Lublin, Zamość, Lwów, Sambor i Kołomyja. Oddziały Armii
Czerwonej miały dotrzeć do Narwi, Bugu, Wisły i Sanu.
W awangardzie posuwały się na ogół jednostki pancerne, które w pierwszej
kolejności starały się osiągnąć granice Rzeczypospolitej z Litwą, Węgrami i
Rumunią, by uniemożliwić ewakuację jednostek WP za granicę. Nieogłoszenie przez
prezydenta i rząd RP stanu wojny pomiędzy ZSRS a Polską oraz brak jednoznacznego
rozkazu Naczelnego Wodza stawiania oporu najeźdźcy doprowadziły do dezorientacji
dowódców i żołnierzy. Dysponujące przytłaczającą przewagą wojska sowieckie
stosunkowo łatwo przełamywały opór Korpusu Ochrony Pogranicza, Brygady
Rezerwowej Kawalerii Wołkowysk i Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie" oraz
improwizowanych jednostek WP. Poważniejszą próbą opóźnienia marszu jednostek
sowieckich była obrona: Rejonu Umocnionego Sarny (17-20 września), Czortkowa (17
września), Wilna (18-19 września), Grodna (20-21 września), Kobrynia (20-22
września) i Lwowa (broniony przed Niemcami od 12 września, przed Sowietami od 19
września, skapitulował przed Sowietami 22 września).
Ostatnie bitwy i ewakuacja
Warszawa poddała się 28 września po niemal trzech tygodniach bohaterskich walk.
Dzień później skapitulował Modlin. Hel padł 2 października. Ostatnia bitwa
kampanii polskiej rozegrała się na Lubelszczyźnie. Stoczyły ją osaczone przez
Sowietów i Niemców oddziały SGO "Polesie" gen. Franciszka Kleeberga. Bitwa pod
Kockiem trwała od 2 do 5 października, dzień później podpisano kapitulację przed
Niemcami.
Władze RP opuściły terytorium państwa w nocy z 17 na 18 września. Prezydent
Ignacy Mościcki i rząd z premierem Felicjanem Sławojem-Składkowskim na czele
przekroczyli granicę polsko-rumuńską wieczorem 17 września. Naczelny Wódz
Rydz-Śmigły uczynił to po północy 18 września. Władze Rumunii odmówiły
najważniejszym osobistościom państwa polskiego prawa wolnego przejazdu do
Francji, wszyscy wymienieni zostali internowani.
W ramach ewakuacji do sąsiadujących z Polską krajów neutralnych przedostało się
ok. 80 tys. żołnierzy WP. Na Węgry dotarło 35 tys. wojska, do Rumunii 32 tys.,
natomiast na Litwę i Łotwę 12 tys. Przez granice przeszły nawet zwarte formacje,
m.in.: brygada zmotoryzowana, batalion saperów kolejowych, batalion policyjny
"Golędzinów". Drogą lotniczą ewakuowało się 119 pilotów wojskowych. Przed
wybuchem wojny do Wielkiej Brytanii ewakuowano 3 niszczyciele (OORP "Grom",
"Błyskawica" i "Burza"), 2 okręty podwodne przedostały się przez blokadę morską
w czasie działań wojennych (OORP "Orzeł" i "Wilk").
Zaangażowanie społeczeństwa
Oprócz żołnierzy WP do obrony kraju przed agresją Rzeszy Niemieckiej i ZSRS
stanęły oddziały ochotniczej obrony cywilnej oraz samorzutnie powstające
oddziały o podobnym charakterze złożone z ludności miejscowej. Oddziały obrony
cywilnej powstawały z inspiracji władz wojskowych (Śląsk) lub administracji
cywilnej (Warszawa), a także jako inicjatywy oddolne byłych powstańców śląskich,
wielkopolskich, harcerzy, robotników, działaczy społecznych i członków partii
politycznych. Oddziały ochotnicze pełniły funkcje porządkowe, ochronne oraz
wojskowe (wspólnie z oddziałami WP lub niezależnie od nich). Najpoważniejsze
walki ochotnicy stoczyli w czasie obrony Śląska (Katowice, Chorzów, Lubliniec,
Pszczyna), Wielkopolski (Kłecko, Gniezno), Pomorza (Bydgoszcz, Gdynia) i
Warszawy przed Wehrmachtem oraz Kresów Wschodnich (Lwów, Dzisna, Wilno i Grodno)
przed Armią Czerwoną. Członkowie oddziałów ochotniczych pochwyceni przez Niemców
lub Sowietów byli zwykle rozstrzeliwani lub więzieni.
Straty
Ogólne straty polskie w ludziach we wrześniu 1939 r. (w walce przeciw
Wehrmachtowi, Armii Czerwonej i Słowackiej Armii Polowej) wyniosły: ok. 66 tys.
zabitych, prawie 134 tys. rannych i prawie 700 tys. jeńców. Niemcy stracili:
ponad 16 tys. zabitych, ponad 27 tys. rannych i 320 zaginionych. Oficjalnie
straty sowieckie miały wynieść: prawie 1,5 tys. zabitych i zaginionych oraz
prawie 2,4 tys. rannych – nieoficjalnie przyjmuje się, że mogły one być od dwóch
do czterech razy większe. Armia słowacka straciła: 18 poległych, 46 rannych i 11
zaginionych.
Z uzbrojenia WP udało się uratować trzy niszczyciele i dwa okręty podwodne
(trafiły do Anglii – pozostałe trzy okręty podwodne OORP "Ryś", "Sęp" i "Żbik"
były internowane w Szwecji) oraz trudną do oszacowania liczbę sztuk broni
strzeleckiej, która później była wykorzystana przez armię podziemną. Niemcy
stracili: ok. 1 tys. czołgów i samochodów pancernych (30 proc.), ponad 11 tys.
pojazdów mechanicznych, ok. 600 samolotów (32 proc.), 370 dział i moździerzy i
ponad 14 tys. karabinów i pistoletów. Straty te uniemożliwiły Wehrmachtowi
szybkie przejście do działań ofensywnych na Zachodzie. Wiadomo, że Armia
Czerwona straciła: prawie 500 czołgów i samochodów pancernych oraz 15 samolotów.
Zbrodnie
We wrześniu 1939 r. obydwaj główni agresorzy prowadzili wojnę z pogwałceniem
ustalonych norm prawa międzynarodowego – Wehrmacht i Armia Czerwona oraz
wspierające je grupy policyjne popełniły wiele zbrodni wojennych. Liczyło się
tylko zwycięstwo, a chciano je osiągnąć, stosując drakońskie metody łamania
oporu przeciwnika.
Bombardowano otwarte miasta i osiedla, rozstrzeliwano jeńców wojennych i ludność
cywilną, ostrzeliwano i bombardowano cywilnych uchodźców, umyślnie podpalano
domostwa. Atakowane państwo miało być całkiem sterroryzowane.
Rozkazy w tych sprawach wydawano żołnierzom ustnie, funkcjonariusze służb
policyjnych (niemieckich i sowieckich) działali według wcześniej przygotowanych
na piśmie planów.
Zbrodnie niemieckie
Wyżsi oficerowie Wehrmachtu już przed wybuchem wojny mieli świadomość, jak
zbrodniczy będzie ona miała charakter. Świadczy o tym dobitnie notatka z rozmowy
kontradmirała Wilhelma Canarisa (szefa Abwehry) z gen. płk. Wilhelmem Keitlem
(szefem OKW): "Zwróciłem uwagę generałowi Keitlowi, iż wiem, że w Polsce planuje
się masowe rozstrzeliwania i że eksterminacji mają podlegać zwłaszcza
inteligencja i kler. Oczywiście, świat obarczy odpowiedzialnością za te metody
Wehrmacht". Żołnierze Wehrmachtu w czasie kampanii polskiej popełnili liczne
zbrodnie wojenne, ponadto osłaniali tysiące innych masowych mordów dokonywanych
przez Grupy Operacyjne Policji i SD oraz członków ochotniczych formacji
paramilitarnych. Ogólna i przybliżona liczba ofiar zbrodni Wehrmachtu
popełnionych w czasie kampanii polskiej wynosi ok. 15 tys. osób (w tym w ok. 600
egzekucjach). Do najpotworniejszych zbrodni na jeńcach doszło pod: Ciepielowem,
Śladowem, Zambrowem, Terespolem, Trzebinią, Zakroczymiem, Uryczem; na ludności
cywilnej w: Torzeńcu, Podzamczu, Mącznikach, Złoczewie, Niewieszy, Kłecku,
Gnieźnie, Mogilnie i Piaśnicy. Luftwaffe jest odpowiedzialne za całkowite
zniszczenie Wielunia, Sulejowa i Frampola. Żołnierze niemieckich sił lądowych
spalili ponad 434 wsie. Niemieckie sądy wojskowe, jeśli w ogóle badały przypadki
zbrodni popełnione na terenie Polski, to ich sprawców traktowały wyjątkowo
pobłażliwie.
Zbrodnie sowieckie
Ocenia się, że w czasie kampanii polskiej żołnierze Armii Czerwonej oraz
członkowie grup operacyjno-czekistowskich (powołanych rozkazem NKWD ZSRS z 8
września 1939 r.) wymordowali ok. 2,5 tys. jeńców (żołnierzy i policjantów) oraz
kilkuset cywilów. Aresztowań i zatrzymań dokonywano na podstawie przygotowanych
uprzednio list proskrypcyjnych i bieżących donosów. Największe zbrodnie
popełniono w: Rohatynie, Grodnie, Nowogródku, Sarnach, Tarnopolu, Wołkowysku,
Oszmianie, Świsłoczy, Mołodecznie, Kosowie Poleskim, Chodorowie, Złoczowie,
Stryju, Mostach Wielkich i pod Wilnem. Pod Sopoćkiniami z premedytacją
zamordowano (strzałem w tył głowy) dowódcę obrony Grodzieńszczyzny, gen. Józefa
Olszynę-Wilczyńskiego, i jego adiutanta kpt. artylerii Mieczysława Strzemeskiego.
Oficerowie Armii Czerwonej łamali także postanowienia umów dotyczących złożenia
broni (np. wobec obrońców Lwowa, Brześcia i zgrupowania KOP rozbitego pod
Wytycznem).
Poza tym sowieccy dowódcy wojskowi podżegali do zbrodni ludność cywilną
zajmowanych terenów (np. dowódca Frontu Ukraińskiego w jednej z odezw napisał:
"Bronią, kosami, widłami i siekierami bij swoich odwiecznych wrogów – polskich
panów"). Władze ZSRS do wybuchu II wojny światowej nie wypowiedziały się, czy
uznają za obowiązujące konwencje dotyczące zasad prowadzenia wojny zawarte i
ratyfikowane przez rząd carski.
Dlatego zbrodnie popełnione podczas kampanii polskiej nie były w ogóle
rozpatrywane przez sowieckie sądownictwo wojskowe.
Podsumowanie
Ogromna dysproporcja sił przy braku realnej pomocy ze strony aliantów sprawiła,
że we wrześniu 1939 r. nie było dla Polski ratunku. Zapewnienia władz
Rzeczypospolitej o niezwyciężoności państwa przyczyniły się do powiększenia
wstrząsu psychicznego społeczeństwa po klęsce wrześniowej. Mimo to agresorom nie
udało się złamać woli oporu narodu polskiego, chociaż zawierając w Moskwie 28
września traktat o granicy i przyjaźni, triumfalnie obwieszczali "upadek byłego
państwa polskiego". Polacy wkrótce otrząsnęli się z pesymistycznych nastrojów, a
najdzielniejsi spośród nich podjęli walkę w konspiracji. Dzięki postanowieniom
konstytucji kwietniowej, na emigracji mógł być sformowany prawowity rząd polski,
który koordynował wojenny wysiłek całego narodu. Chociaż wojna skończyła się
zwycięstwem koalicji antyhitlerowskiej, jednak Polska tylko formalnie należała
do obozu zwycięzców. Stało się tak za przyczyną Związku Sowieckiego, który w
1945 r. pozbawił Polskę suwerenności na ponad 40 dalszych lat. Jednak wysiłek,
zaangażowanie, ofiary i niezłomna wola wybicia się na niepodległość sprawiły, że
katastrofa wrześniowa została po latach przekuta w zwycięstwo.
Dr Paweł Kosiński (IPN Warszawa)
Przedruk z "Biuletynu IPN" 2009, nr 8-9
