W stronę demokracji sterowanej
Z prof. Myrosławem Popowyczem, dyrektorem Instytutu Filozofii Akademii
Nauk Ukrainy, rozmawia Eugeniusz Tuzow-Lubański
Co zmieniło się na Ukrainie po dojściu do władzy prezydenta Wiktora
Janukowycza i jego zaplecza politycznego – Partii Regionów Ukrainy (PRU)?
– Trudno obecnie ocenić zwycięstwa lub porażki prezydenta Janukowycza i jego
partii, bo do dziś nowa władza w Kijowie nie przedstawiła żadnego konkretnego
programu politycznego i gospodarczego. Na razie można obserwować tylko jeden
program – wzmacnianie władzy "regionałów" na wszystkich szczeblach.
W jakim stopniu ekipa Janukowycza kontroluje instytucje państwowe?
– Na Ukrainie nawet w warunkach, gdy notowania opozycji bardzo spadły, nie można
powiedzieć, iż jakaś jedna opcja polityczna kontroluje cały kraj. Ukraina jest
nadal krajem podzielonym na wschód i zachód i ma bardzo niestabilny system
władzy.
Ale poparcie społeczne dla prezydenta Janukowycza jest obecnie dosyć wysokie.
– Nie za bardzo jak na początek prezydentury. Takim samym poparciem cieszył się
prezydent Leonid Kuczma u progu pierwszej kadencji, w latach 90. Żadna siła
polityczna na Ukrainie nie ma obecnie poparcia powyżej 50 procent. Stosunkowo
wysokie notowania prezydenta Janukowycza są efektem niskiego zaufania do
opozycji.
Krytyka obozu "pomarańczowych" skupia się obecnie na byłej premier Julii
Tymoszenko.
– Tak. Niezależnie od jej zasług lub porażek, Julia Tymoszenko niesie na sobie
cały ciężar władzy "pomarańczowych". W ten sposób wielu polityków na Ukrainie
chce pozbyć się konkurenta politycznego. Blok Julii Tymoszenko, tak jak każda
opcja polityczna, która przegrywa wybory, powinien zmienić swojego lidera. Ale
BJT nie jest partią w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. To nie jest partia,
która posiada ideologiczną platformę. Gdy Tymoszenko przegrała w wyborach
prezydenckich, z szeregów BJT do "regionałów" natychmiast uciekli ludzie, którym
zależało tylko na władzy i pieniądzach.
Na Ukrainie w ogóle nie ma partii ideowych, oprócz komunistów. Reszta
ugrupowań politycznych to wyłącznie grupy biznesowych interesów.
– Ale i komuniści pasożytują na tym, iż wielu Ukraińcom żyje się obecnie gorzej
niż za Sowietów. Głównym narzędziem mobilizacji elektoratu jest dla komunistów
wzbudzanie nostalgii za rządami sowieckimi. Nie chcą oni np. nacjonalizacji
całej gospodarki, gdyż także są powiązani z oligarchią przemysłową, tylko w
mniejszym stopniu niż inne opcje parlamentarne. Komuniści ukraińscy z czasem
przekształcą się w partię typu socjaldemokratycznego.
Kogo reprezentuje rządząca Partia Regionów Ukrainy? Czy jest to partia, czy
raczej projekt polityczno-biznesowy?
– Na Ukrainie określenie "reprezentacja" w kontekście partii ma specyficzne
znaczenie, gdyż tutejsza polityka nie jest przejrzysta i do końca demokratyczna.
Jeśli chodzi o cele polityczne, to PRU ma jeden – utrzymać się przy władzy przez
dziesięć najbliższych lat. Pod przewodnictwem donieckich oligarchów na Ukrainie
ma powstać sterowana demokracja, na wzór rosyjskiej. Ale Rosja w odróżnieniu od
Ukrainy jest nadal imperium, gdzie Kałmuk lub Tatar muszą się czuć Rosjanami.
Rolę czynnika jednoczącego ma odgrywać w imperium m.in. Moskiewska Cerkiew
Prawosławna.
– Tak, ale w kontekście zwiększającej się liczby muzułmanów rosyjskich nie jest
to zbyt dalekosiężna strategia. Także rosyjska inteligencja nie jest zbyt
przywiązana do tradycji prawosławnych. Dlatego władze na Kremlu muszą wykreować
pewne cywilizacyjne zasady, które zjednoczą wszystkie warstwy społeczeństwa w
"jedną Rosję". Taką rosyjską cywilizację trudno zbudować, bo imperium kierują
dziś politycy prowincjonalni, niezbyt wykształceni.
Na Ukrainie jednak sytuacja jest trochę inna niż w Rosji.
– U nas władze nie zdecydują się na razie wprowadzić rządów autorytarnych, co de
facto dzieje się w Rosji, choć sytuacja zmierza w tym kierunku. Janukowycz
próbuje upodobnić się do Putina i zmarginalizować opozycję ukraińską wszelkimi
możliwymi środkami. Jednocześnie trudno sobie wyobrazić, aby liberalna
gospodarka, którą chce budować obecna ekipa Janukowycza, mogła współistnieć z
państwem autorytarnym…
Czy PRU jest w stanie przeprowadzić kraj przez niezbędne reformy gospodarcze?
– Niski rozwój intelektualny i kulturalny obecnych decydentów nie pozwala im
myśleć w szerokiej perspektywie. Nie potrafią oni przeprowadzić skutecznie
reform. Ten establishment wpadnie w stan stagnacji. Próby aktywizacji rodzimej
gospodarki spełzną, według mnie, na niczym. Dlatego w kraju nadal będzie
dominował import i rosło bezrobocie, a zarazem niezadowolenie społeczne. PRU
składa się dziś z najbogatszych oligarchów ukraińskich, którzy chcą zbudować
przede wszystkim system ochronny dla siebie. Przemysłowa oligarchia nad Dnieprem
musi zreformować technologię swoich przedsiębiorstw, która jest sowiecka i
przestarzała. Pewnie będą podejmowane kroki w tym kierunku.
Po przegranej Wiktora Juszczenki na wszystkich frontach politycznych miejsce
tendencji romantycznych na arenie politycznej zajął pragmatyzm krezusów ze
wschodniej Ukrainy.
– Pragmatyzm oligarchów ogranicza się tylko do prywaty i dbania o własne
interesy. Opozycja przeżywa obecnie spadek notowań, ale z czasem odbuduje swoje
pozycje, a Janukowycz i jego oligarchowie stracą. Każda typowa partia władzy
musi w końcu przeżyć upadek.
Czy Ukraina w ogóle ma elity zdolne rządzić państwem i gospodarką?
– Elity w kraju są, ale jak nigdy potrzebują wsparcia państwowego i finansowego.
Trzeba pamiętać, że elity intelektualne, naukowe na Ukrainie mogą funkcjonować
tylko przy aktywnym wsparciu państwowym. Obecnie rząd finansuje naukę na
zupełnie minimalnym poziomie. Także obcy kapitał nie jest zainteresowany
wsparciem naszej nauki. Przekształcenie Ukrainy w państwo konkurencyjne
gospodarczo nie leży w jego interesie.
Czy oligarchowie sprawujący władzę nie mogą inwestować w naukę i gospodarkę
ukraińską? Majątek osób pokroju Rinata Achmetowa liczy się w miliardach dolarów.
– Achmetow próbuje inwestować w gospodarkę. Jednak to źródło jest ograniczone,
gdyż oligarchowie nie są pewni, że nie stracą na takiej lokacie środków. Odpływ
kapitału z Ukrainy na przestrzeni minionego roku wynosi ok. 37 procent. Jak
można oczekiwać inwestycji zagranicznych, jeśli klimat gospodarczy nie jest
dobry nawet dla oligarchów? Sytuację w tym obszarze pogarsza walka prezydenta
Janukowycza i jego otoczenia z opozycją skupioną wokół Julii Tymoszenko, co
przybiera formę prześladowania byłych urzędników kompanii "Naftohaz Ukrainy", z
czasów, gdy premierem była jeszcze Tymoszenko.
Jest Pan przekonany, że Ukraińcy rozliczą Janukowycza z nieudolnych rządów?
– Tak. Ukraińcy różnią się od Rosjan. Mniej ufają władzy i patrzą jej na ręce.
Obywatele sceptycznie ustosunkują się do "regionałów" Janukowycza nawet we
wschodniej Ukrainie – tradycyjnym bastionie partii. Trzeba zrozumieć, dlaczego
mieszkańcy Donbasu głosują na Partię Regionów Ukrainy – bo nie mają alternatywy
i dosyć często są zastraszani na różne sposoby, że jeśli nie zagłosują na
swoich, to do władzy w kraju dorwą się banderowcy itd. Ale nawet w swoim
regionie Janukowycz nie cieszy się obecnie dużym poparciem. Należy pamiętać, iż
południowo-wschodni region wyborczy, gdzie PRU dominuje, jest jednym z
najbardziej ubogich regionów Ukrainy. Setki szarych, brudnych baraków z
porozbijanymi szybami – w takich warunkach mieszkają tam ludzie. Bieda aż
piszczy. Bezrobocie, pijaństwo i bandytyzm są wszędzie.
Gdy Janukowycz pierwszy raz startował w wyborach prezydenckich, jego
zwolennicy obiecywali, że cała Ukraina będzie jak Donbas…
– Broń nas od tego, Boże! Spróbujmy rozpatrzyć dwa warianty rozwoju Ukrainy.
Pierwszy optymistyczny – "regionałom" w sposób cudowny uda się postawić przy
pomocy fachowców gospodarkę na nogi. Aby utrzymać ten trend i nie popaść
ponownie w stagnację, należałoby wymienić ekipę rządzącą, ale do tego nikt z
obecnych decydentów nie dopuści. Dlatego bardziej wiarygodny jest drugi wariant
– pogorszenie sytuacji gospodarczej w kraju, spadek stopy życiowej i wzrost
inflacji. Mieszkańcy wsi jeszcze bardziej zaczną uciekać do miast, co będzie
potęgowało wzrost bezrobocia w aglomeracjach. Nasilą się migracje z zachodnich
regionów, skąd ludzie będą przemieszczać się bliżej granicy z Polską, aby
handlem i przemytem zarabiać na życie. Nastąpi także odpływ mieszkańców z
południowych regionów kraju na tereny w pobliżu portu Odessa. Fachowcy będą
tysiącami uciekać z Ukrainy na Zachód. Takim scenariuszem nie jest
zainteresowany Zachód, zwłaszcza Polska. Im mniej stabilna będzie sytuacja na
Ukrainie, tym gorzej dla Polski.
Dziękuję za rozmowę.
