Kontrakt jak w RWPG
Z Piotrem Naimskim, wiceministrem gospodarki (2005-2007) i członkiem
Zespołu ds. Bezpieczeństwa Energetycznego w Kancelarii Prezydenta RP Lecha
Kaczyńskiego, rozmawia Paweł Tunia
W negocjowanym porozumieniu międzyrządowym z Rosją polski rząd zobowiązuje
się do odbioru przez kolejne 27 lat zwiększonych ilości gazu. Za gaz na
podstawie kontraktu handlowego zawartego z Gazpromem będzie płaciło PGNiG. Co
stanie się w sytuacji, gdy spółka ta nie będzie mogła wywiązać się ze swoich
zobowiązań? Czy wówczas odpowiedzialność finansowa spadnie na Skarb Państwa?
– To jest dobre pytanie. Kontrakt zakupowy jest pomiędzy PGNiG a Gazpromem,
natomiast na poziomie politycznym rządy się porozumiewają i podpisują, że takie
i takie ilości gazu mają się do Polski dostać i być przez nas odebrane.
Zaistnienie takiej sytuacji mogłoby być przedmiotem wieloletnich deliberacji
trybunału arbitrażowego, ponieważ to nie jest tak, że PGNiG ma handlowe
gwarancje Skarbu Państwa. Porozumienie międzyrządowe jest porozumieniem
politycznym. Na tym polega w ogóle kuriozalność tej sytuacji. Między innymi
dlatego tego typu umowy, które są pomieszaniem porozumienia politycznego z
kontraktem handlowym, w cywilizowanym świecie nie są zawierane.
Nie powinno być porozumienia międzyrządowego, tylko sam kontrakt między
spółkami?
– Oczywiście, porozumienia nie powinno być. Żaden z zachodnich koncernów
gazowych nie ma porozumień równoległych z porozumieniem politycznym określającym
ilość odbieranego gazu, sposób jego odbioru itp., jak to jest w przypadku umowy
jamalskiej i kontraktu jamalskiego. To jest pakiet porozumień rodem z czasów
komunistycznej RWPG.
Dlaczego w takim razie wciąż obwiązują u nas zasady zawierania umów wzorem z
poprzedniej epoki?
– Jest tak dlatego, że w 1993 r. rząd Hanny Suchockiej zgodził się na podpisanie
tego rodzaju porozumienia, które było przedłużeniem niejako sposobu
funkcjonowania Związku Sowieckiego wobec swoich klientów. I od tamtej pory to
porozumienie trwa. Ale ono jest w otoczeniu gospodarczym i politycznym UE z
innej epoki.
Jednak UE je toleruje…
– Właśnie w tej chwili toczy się konflikt z Komisją Europejską, który m.in.
polega na tym, że KE chce ucywilizować ten kontrakt jamalski, to znaczy
doprowadzić do tego, żeby Gazprom na terenie UE musiał zachowywać się tak jak
wszystkie inne firmy na rynku europejskim.
Komisja nie ocenia w tej chwili, czy porozumienie między rządami może być
zawarte, czy nie. Ona zachowuje się pragmatycznie i dąży do tego, żeby
cokolwiek, co jest w takim porozumieniu, nie miało żadnego skutku praktycznego
sprzecznego z prawem europejskim. To jest taktyka KE w tej chwili. W związku z
tym żądają spełnienia praktycznych wymogów, które nakazują ustanowienie
niezależnego operatora na polskim odcinku gazociągu jamalskiego. W Unii doszło
do oddzielenia własności od zarządzania gazociągami przesyłowymi. Podczas
negocjacji akcesyjnych nie zakwalifikowano porozumienia międzyrządowego
jamalskiego jako umowy międzyrządowej, która musiałaby być dostosowana do prawa
europejskiego z dniem akcesji. Dlatego teraz KE nie toczy boju o umowę samą w
sobie, tylko stara się, by praktyka była zgodna z prawem europejskim. A to,
dlaczego ta umowa nie została tak zakwalifikowana, jest pytaniem do ówczesnych
negocjatorów, dlaczego się na to zgodzili.
Dziękuję za rozmowę.
