Polonia wystąpi wspólnie wobec władz Niemiec

Z prof. Piotrem Małoszewskim, prezesem Chrześcijańskiego Centrum
Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech, wiceprezydentem
Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech, rozmawia Mariusz Bober

Niedawno odbyło się spotkanie Konwentu Organizacji Polskich z
przedstawicielami Związku Polaków w Niemczech (spod znaku Rodła), ostatniej
dużej organizacji polonijnej poza Konwentem. Jakie są jego efekty?

– Ostatni taki szczyt pięciu największych organizacji polonijnych w Niemczech
odbył się 11 lat temu. Co prawda były bilateralne spotkania organizacji, ale od
lat nie doszło do oficjalnych rozmów "pięciu". Obecne spotkanie było szczególnie
istotne także z racji zbliżających się wydarzeń. W 2011 roku będziemy obchodzić
20. rocznicę podpisania polsko-niemieckiego Traktatu o dobrym sąsiedztwie i
przyjaznej współpracy. Ważne jest, by Polacy w Niemczech i Polonia niemiecka
wypracowały do tego czasu wspólne stanowisko w najważniejszych dotyczących nas
sprawach i w ten sam sposób prezentowały je przede wszystkim wobec władz
niemieckich…

…które od lat zarzucają polskim organizacjom w RFN brak wspólnego
stanowiska i odmawiają przywrócenia Polakom statusu mniejszości narodowej oraz
odpowiedniego wsparcia finansowego.

– To jest argument czysto propagandowy; niemieckie władze używały go, by
usprawiedliwić nierealizowanie postanowień traktatowych w punktach nas
dotyczących. W odpowiedzi na zarzuty "braku partnera do rozmów" powstał w 1991
roku Konwent Organizacji Polskich w Niemczech, który grupuje cztery największe
organizacje dachowe: Chrześcijańskie Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i
Języka Polskiego w Niemczech, Kongres Polonii Niemieckiej, Radę Polską w
Niemczech – Zrzeszenie Federalne oraz Związek Polaków Zgoda w RFN, ale postępu w
realizacji traktatu to nie przyniosło. Najstarsza organizacja – Związek Polaków
w Niemczech spod znaku Rodła, nie jest członkiem Konwentu.

Czy to znaczy, że Rodło dołączy do Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech
czy zostanie stworzona inna formuła współpracy?

– Związek Polaków w Niemczech (spod znaku Rodła) nie przystępuje do Konwentu. Na
razie przedstawicielom tej organizacji nie odpowiada udział w Konwencie.
Usiedliśmy razem do stołu, by nie próbowano nami obecnie "rozgrywać".
Wyjaśniliśmy sobie, jak widzimy problemy Polonii niemieckiej i Polaków w
Niemczech. Postanowiliśmy też powołać Stałą Konferencję Organizacji Dachowych
Polonii Niemieckiej i Polaków w Niemczech. Jest to płaszczyzna do konsultacji w
postaci stałej konferencji z udziałem organizacji wchodzących dotychczas w skład
Konwentu oraz Rodła. Ma ona być płaszczyzną do dyskusji, pozwalającą na
wypracowywanie wspólnego stanowiska, a następnie reprezentowanie go w rozmowach
zarówno ze stroną niemiecką, polską, jak i z Unią Europejską.

Ale władze niemieckie domagały się, by organizacje polonijne stworzyły jedną
strukturę reprezentującą wszystkie środowiska polonijne. Czy taka luźna formuła
konferencji zostanie uznana przez niemieckie władze?

– Wydaje się, że strona niemiecka zdążyła się już pogodzić z faktem istnienia
Konwentu oraz Związku Polaków w Niemczech jako jedynych partnerów do rozmów.
Jeśli zaś chodzi o ich reakcję, to nigdy nie można jej przewidzieć. W
przeszłości strona niemiecka znajdowała różne argumenty, by nie rozmawiać o
kwestiach traktatowych i o nierealizowaniu jego postanowień wobec nas. Jednym z
nich było twierdzenie, że Polonia nie ma jednego reprezentanta. Taką polityką
doprowadzili do powstania olbrzymiej dysproporcji pomiędzy Niemcami a Polską w
przyznawaniu środków na działalność mniejszości niemieckiej w Polsce i na naszą
działalność w RFN.

Co jest naruszeniem polsko-niemieckiego traktatu?
– Zapisy wspomnianego traktatu polsko-niemieckiego są jasno sformułowane.
Wszyscy obywatele niemieccy wywodzący się z Polski, którzy przyznają się do
polskiej tożsamości, kultury i języka, oraz Polacy mieszkający na stałe w
Niemczech stanowią tzw. polską grupę etniczną w Niemczech. Z zapisów traktatu
wynika jasno, że grupa ta ma mieć takie same prawa, jak uznane przez władze inne
mniejszości narodowe. A strona niemiecka do tej pory ignoruje ten zapis. Ponadto
biorąc pod uwagę, że w Polsce mniejszość niemiecka liczy ok. 200 tys. ludzi, a
Polonia niemiecka i Polacy w Niemczech ok. 2 mln osób, to środki przeznaczane
przez władze niemieckie na nauczanie języka polskiego, projekty kulturalne,
media czy pomoc instytucjonalną dla organizacji polonijnych powinny być 5-10
razy większe niż te przeznaczane przez władze polskie dla mniejszości
niemieckiej w Polsce.

Czyli strona polska nie potrafi skłonić Berlina do przestrzegania traktatu?
– Pierwsza próba podsumowania funkcjonowania traktatu polsko-niemieckiego miała
miejsce 10 lat temu. Już wówczas wskazywano na dysproporcje w traktowaniu
mniejszości polskiej w Niemczech i niemieckiej w Polsce. Od tego czasu
praktycznie nic się nie zmieniło, może z wyjątkiem tego, że władze polskie zdają
sobie już sprawę z dysproporcji w realizacji traktatu i głośno o niej mówią.
Problem polega na tym, czy władze Polski – jako strona, która podpisała traktat
– są w stanie przekonać stronę niemiecką, by realizowała zapisy traktatu. Czy
starczy im do tego siły, energii i konsekwencji.

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zapowiadał dokonanie – wraz ze
swoim niemieckim odpowiednikiem – gruntownego przeglądu realizacji traktatu…

– Obecnie ministrem spraw zagranicznych Niemiec jest Guido Westerwelle z
liberalnej FDP. Partia ta stara się prowadzić bardziej liberalną politykę także
wobec Polonii. Problem w tym, że to nie szefowie niemieckiego i polskiego MSZ
podejmują decyzje w sprawie przyznania lub nie funduszy na działalność polskich
organizacji w Niemczech. Dlatego mimo gestów tego czy innego ministra potrzebne
są konkretne działania i decyzje m.in. ze strony ministrów: edukacji, kultury i
spraw wewnętrznych. Na razie odbyły się w tej sprawie wstępne rozmowy na
szczeblu wiceministrów spraw wewnętrznych z obu krajów; zaproponowano też
utworzenie grup roboczych. W miniony wtorek na rozmowy w tej sprawie przybył do
Polski wiceminister niemieckiego resortu spraw wewnętrznych. Nie ma jednak
pewności, czy uda się pokonać dotychczasowe przeszkody stawiane przez władze
niemieckie, przerzucające się z władzami landów odpowiedzialnością za
finansowanie różnych obszarów działalności naszych organizacji.

Jednak władze Polski mają również twarde argumenty. Kolejnym – oprócz zapisów
traktatu – jest brak wystarczającego zadośćuczynienia przez władze niemieckie za
prześladowania przez reżim hitlerowski w okresie II wojny światowej działaczy
Związku Polaków w Niemczech oraz konfiskaty majątku zarówno tej organizacji, jak
i innych polskich instytucji.

– To prawda. W wyniku dekretów Goeringa 70 lat temu odebrano Polakom w Niemczech
status mniejszości narodowej, dokonano konfiskaty majątku Związku Polaków w
Niemczech oraz wszystkich stowarzyszeń i instytucji polskich, aresztowano ponad

2 tys. działaczy, a około 600 z nich zamordowano. Związek Polaków w Niemczech
spod znaku Rodła wystąpił już na drogę sądową. Ale to długa i uciążliwa droga,
bo państwo niemieckie wykorzystuje różne okoliczności i zapisy prawne, aby
uniknąć zadośćuczynienia za prześladowania Polaków w Niemczech podczas II wojny
światowej. Ta sprawa była wspominana podczas rozmów przedstawicieli Polski i
Niemiec. Ważne jest, by wspólna grupa robocza zajęła się wszystkimi problemami i
aby włączyła do rozmów przedstawicieli Polaków z Niemiec.

Jak na funkcjonowanie szkolnictwa polskiego w Niemczech wpłynęła decyzja
obecnych władz Polski o wycofaniu wsparcia finansowego na ten cel?

– W Niemczech w różnych formach uczy się języka polskiego ponad 8 tys. dzieci.
Ponad 4 tys. z nich pobiera nauki w stowarzyszeniach polonijnych od
dziesięcioleci. Ponadto około 3 tys. dzieci uczęszcza obecnie na zajęcia języka
polskiego jako ojczystego w szkołach niemieckich, głównie w Nadrenii
Północnej-Westfalii. Natomiast blisko tysiąc dzieci kształci się w placówkach
działających przy konsulatach polskich w RFN – wspieranych przez Ministerstwo
Edukacji Narodowej. Stanowi to ok. 12,5 proc. wszystkich polskich dzieci
uczących się języka polskiego w Niemczech. Placówki szkolne MEN do tej pory nie
zostały jeszcze zamknięte i starają się funkcjonować mimo dużego ograniczenia
środków z Warszawy. Z tego co wiem, MEN szuka obecnie jakiegoś rozwiązania tego
problemu. Początkowo szkoły te chciano całkiem zlikwidować, uważając, że to
postkomunistyczny relikt. Ale to znaczne uproszczenie. Szkoły te na pewno
wymagają reformy, ale trzeba pamiętać, że po 1990 roku zmieniły one formułę
organizacyjną i przekształciły się w szkoły otwarte dla wszystkich, a nie tylko
dla dzieci pracowników konsularnych. Przy tej liczbie dzieci uczęszczających do
tych szkół w Niemczech nie do przyjęcia byłby fakt ich likwidacji.
Komu jak komu, ale to władzom polskim powinno zależeć na tym, by jak najwięcej
dzieci poza granicami kraju uczyło się języka polskiego, by zachowały swoją
tożsamość i by w przyszłości były swoistymi ambasadorami Polski. Dla porównania
warto zwrócić uwagę na fakt, że władze Niemiec przeznaczają na nauczanie języka
niemieckiego dla swojej diaspory na całym świecie ok. 160 mln euro. To prawda,
że Polska jest znacznie biedniejsza, ale to nie powinno prowadzić do
ograniczenia lub likwidacji wspierania szkolnictwa polskiego poza granicami
kraju.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj