Trybunał wystraszył się Trybunału
Niemiecki Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe ugiął się pod presją unijnego
wymiaru sprawiedliwości i wydał wyrok, w którym stwierdza, że Europejski
Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu miał prawo swoją decyzją zmienić
niemieckie prawo. Niemieccy sędziowie, nie chcąc rozpoczynać nowej wojny
prawnej, postanowili przyznać swoim kolegom z Luksemburga prawo do ingerencji w
niemiecki system prawny, pomimo że w zeszłym roku ci sami sędziowie wydali wyrok
w sprawie traktatu lizbońskiego, mówiący, iż niemiecki parlament oraz właśnie
niemiecki trybunał musi mieć więcej do powiedzenia w ważnych dla kraju i jego
obywateli sprawach niż instytucje europejskie.
Niemiecki rząd (jeszcze za czasów koalicji SPD/Zieloni) w ramach reformy
gospodarczej zwanej Harz IV, aby zmniejszyć bezrobocie wśród ludzi po
pięćdziesiątce oraz aby przedsiębiorcy nie bali się zatrudniać ludzi starszych
podczas kryzysu, wprowadził dla nich ulgi, zezwalając na to, żeby pracodawcy
mogli zatrudniać osoby po 52. roku życia jedynie na czas określony. Jeden z
mężczyzn podpisał taką umowę o pracę, a następnie natychmiast złożył do sądu
pracy zażalenie, ponieważ – jak twierdził – tak podpisana umowa jest sprzeczna z
zasadami zakazu stosowania przy zatrudnianiu dyskryminacji ze względu na wiek.
Niemieckie sądy odrzucały takie rozumowanie, przypominały, że podpisanie przez
prawodawcę umowy na czas określony w tym wypadku jest zgodne z obowiązującym
prawem, zatwierdzonym przez Bundestag. Sprawa trafiła więc do Trybunału
Sprawiedliwości w Luksemburgu, gdzie sędziowie natychmiast przyznali rację
skarżącemu, stwierdzając, że zapis mówiący, iż ludzie, którzy skończą 52 lata,
mogą być zatrudniani jedynie na czas określony, jest niezgodny z unijnym prawem
(dyrektywą o zakazie dyskryminacji), gdyż jest to działanie dyskryminujące ze
względu na wiek. Trybunał w Luksemburgu nakazał zaprzestanie takich praktyk,
czyli w konsekwencji zażądał zmiany uchwalonego przez niemiecki parlament prawa.
Powstał jednak problem, czy europejskie sądy mają prawo tak głęboko ingerować
w wewnętrzne niemieckie prawo. I dlatego musiał w tej sprawie zabrać głos
Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe. Wydał on zupełnie nieoczekiwany wyrok, w
którym stwierdza, że Trybunał w Luksemburgu nie naruszył w tym wypadku swoich
uprawnień i miał pełne prawo do takiej decyzji.
Niemieccy prawnicy i konstytucjonaliści są oburzeni i zdziwieni, gdyż tym
samym sędziowie z Karlsruhe oficjalnie się zgodzili, aby europejskie sądy
decydowały w takich sprawach jak polityka socjalna i polityka pracy, co – jak
podkreśla hamburski "Der Spiegel" – do tej pory było domeną poszczególnych
krajów członkowskich. Co więcej, ten sam FTK bronił nadrzędności prawa
niemieckiego przy okazji ratyfikacji traktatu lizbońskiego i zostało to także
potwierdzone przez ustawy okołotraktatowe. Media niemieckie piszą o kapitulacji
swoich sędziów oraz o tym, że teraz urzędnicy unijni będą zajmowali się
narodowymi kwestiami socjalnymi i będą decydować o narodowej polityce pracy.
Konstytucjonaliści są wręcz oburzeni tchórzliwą postawą sędziów z Karlsruhe,
którzy – aby uniknąć następnej potyczki lub nawet wojny prawnej pomiędzy
Niemcami a Unią Europejską – zrezygnowali z suwerenności i przyznali sędziom w
Luksemburgu prawo do zmiany niemieckiego prawa w zakresie prowadzenia polityki
socjalnej i pracy.
Niemcy przypominają ubiegłoroczny wyrok trybunału w Karlsruhe w sprawie
traktatu z Lizbony, gdy sędziowie uznali, że niemiecki parlament musi mieć
więcej do powiedzenia niż instytucje europejskie "w ważnych dla kraju i jego
obywateli sprawach". Do takich zaliczyli wtedy kwestie związane z prawem karnym,
pracy, policją, wojskiem, podatkami, sprawami socjalnymi, religią i prawem
rodzinnym.
Waldemar Maszewski, Hamburg
