Opowieść Kopacz jest nieprawdziwa
Z Andrzejem Melakiem, członkiem Stowarzyszenia Katyń 2010, bratem Stefana
Melaka, który zginął w katastrofie smoleńskiej, rozmawia Paulina Jarosińska
W czwartkowym wydaniu "Dużego Formatu", dodatku "Gazety Wyborczej", minister
zdrowia Ewa Kopacz przedstawiła swoją relację z Moskwy w dniach po katastrofie
smoleńskiej. Jednym z chętniej omawianych przez nią aspektów pobytu w Moskwie
był podziw dla niedawno otwartego budynku Centralnego Biura Ekspertyz Medycyny
Sądowej. Wszystko "było porządne, estetyczne, urządzone z lekkim przepychem" i
zawsze można było zjeść coś ciepłego, nawet ciasteczka… Jak Pan wspomina ten
budynek i pobyt w nim?
– My, jako rodziny, najpierw byliśmy zaproszeni do dużej sali konferencyjnej,
jakby wykładowej. Tam siedziała cała komisja i tam następowało przydzielanie
rodzin do poszczególnych śledczych. Budynek jest nowy, więc oczywiste jest to,
że było w nim przyzwoicie. Zwróciłbym uwagę na jedną istotną sprawę, na to, co
już mówiłem. My nie przyjechaliśmy tam "na wczasy". Ja przybyłem tam, by
zidentyfikować brata, to była nadrzędna kwestia, a właściwie jedyna, priorytet.
To, czy było tam czysto i estetycznie, to akurat w ogóle mnie nie interesowało,
ponieważ to jest coś oczywistego, że tak powinno być. To była otoczka, która
miała chyba jakoś zrekompensować nam trud całego pobytu i ból straty. To, w
jakim byłbym hotelu, to marginalna sprawa. Z przyczyn obiektywnych wcale nie
odczuwałem tych wszystkich materialnych kwestii. Z drugiej strony, jak w
konfrontacji z tym nowym budynkiem wygląda barak w Smoleńsku, w którym
identyfikowano prezydenta? Jak widać, to nie do końca wszystko było tak
porządnie, jak by chciała pani minister. W sytuacji tak trudnej, jaką jest
rozpoznanie swojego bliskiego po tak olbrzymiej katastrofie, nie myśli się ani o
ciasteczkach, ani o stopniu zadbania miejsca. Wracając do budynku Biura: po
przydzieleniu rodzin do poszczególnych śledczych, każda z rodzin szła ze swoim
śledczym na przesłuchanie do pokoików przesłuchań. Tam były pokazywane zdjęcia.
Natomiast później po wstępnym zidentyfikowaniu na podstawie zdjęć i opisów zwłok
następowało okazanie zwłok na kamiennych stołach. To było kilka, może do 10
stołów. Do piwnicy nie schodziliśmy.
Minister Kopacz powiedziała w wywiadzie, że pytania, które zadawali śledczy,
były rutynowe, typowe dla każdej biurokracji i że są nieodzowne. Prawnicy
twierdzą jednak, że pytania przy identyfikacji powinny dotyczyć tylko kwestii
niezbędnych.
– Niektóre pytania były rzeczywiście dziwne. Pytano mnie na przykład, ilu mam
braci. Już wtedy wydawało mi się to niedorzeczne. Trzeba w tym miejscu
podkreślić jedną bardzo ważną rzecz, a mianowicie absencję przedstawicieli
polskich na przesłuchaniach. Oczywiście, ja się wypowiadam w kontekście mojego
przesłuchania, ale wiem po prostu, że nie tylko w moim przypadku nie było
żadnego urzędnika, przedstawiciela polskiej dyplomacji. Zapytałem więc przez
tłumacza, ponieważ ja doskonale nie znam rosyjskiego, po co te pytania, przecież
ja przyjechałem po to, aby zidentyfikować brata. Tłumaczka, studentka filologii
polskiej, odpowiadała, że taka jest procedura.
Minister Kopacz powiedziała, że rodziny zostały uprzedzone, że przesłuchania
mają dotyczyć "różnych spraw dotyczących zmarłego", ale nie przywołała żadnej
formuły prawnej, podstawy, na mocy której można zadawać pytania również
niezwiązane w ogóle z identyfikacją…
– Nikt, kto powinien w tym miejscu interweniować w sprawie tych dziwnych pytań,
czyli dyplomaci, nie czynił tego. Bo ich po prostu nie było. Zostaliśmy sami.
Ale Ewa Kopacz wyraźnie twierdzi, że przy przesłuchaniu obecni byli polski
lekarz i psycholog.
– To nieprawda. Żadnego polskiego lekarza nie było na moim przesłuchaniu. Nie
było również konsula albo jakiegoś innego przedstawiciela dyplomacji. Była
tłumaczka, był psycholog i śledczy. Od czasu do czasu bywał ratownik z
Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Okazanie zwłok odbyło się w obecności rosyjskiego śledczego?
– Okazanie zwłok dokonywało się przy udziale tylko polskiego patomorfologa.
Jeśli był śledczy, to raczej stał z daleka. Przynajmniej ja nie widziałem jakoś
blisko śledczego.
Mamy sprzeczny przekaz. Na początku minister Kopacz zapewniała, że polscy
patomorfolodzy byli przy sekcjach zwłok. Potem generał Krzysztof Parulski
powiedział, że nie było polskich specjalistów, i pojawiła się informacja, że nie
ma ich podpisów na dokumentach z sekcji zwłok, czego nie możemy być pewni, bo
nie ma jeszcze tych materiałów. W wywiadzie Ewa Kopacz twierdzi, że polscy
lekarze byli powołani jako biegli przy identyfikacji zwłok…
– Pytał mnie polski lekarz o znaki szczególne, ale nie wiadomo, czy polscy
lekarze brali udział w sekcjach. Na spotkaniu z rodzinami w Centralnej
Bibliotece Wojskowej prokurator Parulski powiedział, że sekcje zwłok były
wykonane przez rosyjskich specjalistów na zlecenie prokuratury polskiej. Biegły
to osoba, która podpisuje się na dokumencie. Czy są podpisy, tego tak naprawdę
nie wiemy. Przypuszczam, że sekcja zwłok mojego brata była przeprowadzona, bo
były ślady, które na to wskazywały. Ale nie mam innych dowodów. Wydaje mi się,
że minister Kopacz nadużywa pewnych terminów. Co to za biegły, który jest tylko
przy okazaniu ciała?
Wróćmy do problemu konsulów: powiedział Pan, że nie było żadnego
przedstawiciela polskiej dyplomacji przy przesłuchaniu. Minister Kopacz
zapewnia, że w pewnym momencie zwiększono ich liczbę, ponieważ ściągnięto
pracowników konsulatów polskich państw ościennych. W jakich czynnościach oni
uczestniczyli?
– Tak, pamiętam, że łącznie było około piętnastu konsuli, ale jeśli chodzi o ich
uczestnictwo przy przesłuchaniu, to przy moim nie było żadnego. Gdyby w tę
kwestię bardziej się wgłębić, to pewnie okazałoby się, że w przypadku wielu
przesłuchań tak właśnie było. Oni tam przebywali, urzędowali w hotelu, w którym
się zatrzymaliśmy, ale nie wiem ostatecznie, jaką mieli rolę do spełnienia. Ja
nie odczułem żadnej ich pomocy w momencie, gdy była ona konieczna. Dwukrotnie
mnie przesłuchiwano, w poniedziałek i we wtorek, i nie było na żadnym z tych
przesłuchań przedstawiciela polskiej dyplomacji. To jest fakt.
W wywiadzie pojawia się również kwestia, która była już poruszana, a
mianowicie dodatkowego pobierania krwi w Moskwie od rodzin ofiar. Minister
Kopacz nie podaje, na mocy jakiej podstawy prawnej to się dokonało, część rodzin
nie wiedziała tak naprawdę, dlaczego ma oddawać krew. Czy Panu podano powód?
– Na pytanie o cel pobierania krwi Rosjanie odpowiedzieli, że im nie wystarczą
próbki pobrane w Polsce. Nikt wówczas nie protestował. Poprowadzono nas do
pobrania krwi, bo było to konieczne.
Istotną kwestią jest to, co Ewa Kopacz mówi na temat reakcji w samym rządzie
w pierwszych godzinach po tragedii. Otóż minister twierdzi, że "nikt nie
wiedział, jak będą wyglądać kolejne godziny, jakie informacje będą spływać". O
czym, według Pana, świadczy taka wypowiedź?
– Świadczy to o kompletnym braku organizacji państwa w sytuacji kryzysowej. Było
to widoczne od samego początku. Działania przedstawicieli polskich w Moskwie
były na tak samo niskim poziomie jak działania całego państwa w sytuacji
kryzysowej. Zdarzały się omyłki w nazwiskach. Podam przykład. W pokoju hotelowym
mieszkał ze mną mój brat Józef Melak. Natomiast na liście sporządzonej przez
reprezentantów polskiej strony figurował jako Józef Waś. Osobie, która chciała
się z nim skontaktować, powiedziano, że Józef Melak tu nie mieszka. Na listach
były osoby, które nie przyjechały, i nie było osób, które przyjechały. Tak
funkcjonowaliśmy przez 5 dni naszego pobytu i nie zostało to skorygowane.
Przecież każdy z nas, wsiadając do samolotu, dostał kartę pokładową, podczas
lotu można było chyba sporządzić właściwą listę i powielić ją w odpowiedniej
liczbie egzemplarzy. Jednak – jak widać – nie potrafiono tego zrobić. Poza tym
karmiono nas nieprawdziwymi informacjami, które musieliśmy konfrontować z
informacjiami z internetu dotyczącymi konkretnych wypowiedzi prokuratora
generalnego. Widać było bezradność i kompletny brak profesjonalizmu.
Sytuacja wygląda tak niezmiennie od dnia katastrofy…
– To paradoksalnie układa się w logiczny ciąg dezinformacji, od początku, a
świadczy o tym to, że rodziny musiały same wykazywać się inicjatywą, dopytywać.
Poza tym usilne powtarzanie rodzinom rady, aby nie jechały do Moskwy i nie
przystępowały do identyfikacji – m.in. to właśnie radziła minister Kopacz w
Moskwie. Mówiła, że widok może być bolesny.
Minister w wywiadzie powiedziała, że "w myśl polskiego prawa zwłoki
identyfikuje rodzina" i że choć nie musi, powinna tam być. Po raz kolejny widać
sprzeczny przekaz…
– Urzędnik z centrum kryzysowego w Warszawie usilnie namawiał wszystkich, aby
nie lecieli, i część z rodzin pod wpływem tego zrezygnowała z obowiązku i
zarazem przywileju, aby osobiście identyfikować bliskich. Wydaje mi się to
bardzo ważne. Tylko dzięki determinacji rodzin doszło do tak dużej, jeśli chodzi
o liczbę, identyfikacji ciał. Rządzący nie wykazują żadnej determinacji w
którymkolwiek aspekcie wyjaśniania przyczyn katastrofy. Państwo nie wywiązuje
się ze swoich powinności.
Dziękuję za rozmowę.
<p class="tinta" Co mówi Kopacz
1. "Nikt nie wiedział, jak będą wyglądać kolejne godziny, jakie informacje będą
spływać".
Jakie są fakty
W sytuacji kryzysowej rząd nie potrafi podjąć decyzji, wykazuje się inercją,
czeka na to, co przyniesie czas. Tak nie powinno być. Pierwsze godziny są
najważniejsze. Nie został powołany sztab kryzysowy, międzynarodowa komisja. Rząd
nie był w stanie podjąć decyzji.
<p class="tinta" Co mówi Kopacz
2. "Michał Boni mówi, że dzwonią rodziny ofiar, chcą jechać do Moskwy i pytają,
czy premier może im pomóc".
Jakie są fakty
To rodziny pierwsze dzwoniły i pytały o kolejne działania. Rząd nie informował
rodzin na bieżąco tuż po katastrofie.
<p class="tinta" Co mówi Kopacz
3. "Przesłuchanie odbywało się w obecności naszego lekarza i psychologa".
Jakie są fakty
Na przesłuchaniu Andrzeja Melaka nie było polskiego lekarza. Polski lekarz był
dopiero przy okazaniu zwłok.
<p class="tinta" Co mówi Kopacz
4. "Powiedziałam, że w myśl polskiego prawa zwłoki identyfikuje rodzina. I że
choć nie jest to obowiązek bliskich, jeśli tylko tego chcą, powinni tam być".
Jakie są fakty
Według Andrzeja Melaka, Ewa Kopacz już w Moskwie miała radzić rodzinom, aby nie
uczestniczyły w identyfikacji, bo to może być bolesny widok.
<p class="tinta" Co mówi Kopacz
5. Śledczy miał pytać rodziny ofiar "o różne sprawy dotyczące zmarłego".
Jakie są fakty
Przesłuchanie przy identyfikacji zwłok powinno zawierać tylko pytania niezbędne
do identyfikacji.
