SANTO SUBITO Proboszcz świata i prorok naszych czasów
Z ks. Janem Częczkiem, proboszczem parafii pw. św. Judy Tadeusza i św.
Brata Alberta w Mirocinie, wizytatorem Wydziału Nauki Katolickiej Kurii
Metropolitalnej w Przemyślu, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Miał Ksiądz okazję uczestniczyć w przygotowaniu pielgrzymek papieskich w
diecezji przemyskiej. Co uderzało w spotkaniach z Janem Pawłem II?
– Tym, co najbardziej mnie uderzyło w obu spotkaniach z Papieżem w Rzeszowie w
1991 r. i w Krośnie w 1997 r., było rozmodlenie Papieża, Jego wewnętrzne
skupienie i żywy kontakt z Bogiem, pomimo całej zewnętrznej, koniecznej
aktywności. Patrzyłem na skupionego Jana Pawła II, który miał świadomość wagi
chwili i misji, jaką przyszło Mu spełniać tu i teraz w imieniu Boga. Było to dla
mnie przejmujące doświadczenie. Nie zapomnę też grymasu bólu na twarzy Ojca
Świętego i łez, które popłynęły po jego policzku, gdy musiał wstać z papieskiego
tronu, by podejść do ambony i wygłosić orędzie. Było to już po operacji stawu
biodrowego. Siedziałem bardzo blisko, byłem świadkiem tego bólu i tych łez…
Tego widoku nigdy nie zapomnę.
W czym tkwiły siła i wyjątkowość Jego pontyfikatu?
– Myślę, że w głębokiej osobistej relacji Ojca Świętego z Bogiem i wyjątkowej
więzi z Matką Najświętszą. Sądzę, że to najgłębsze i najistotniejsze źródło
wielkości i tego, co nazywamy owocem pontyfikatu Jana Pawła II. Innym, nie mniej
ważnym źródłem wielkości tego pontyfikatu, była świadomość wybrania przez Boga
do tej wyjątkowej misji. Ksiądz kard. Wojtyła – człowiek modlitwy i głębokiej,
żywej wiary – przeczuwał, że Opatrzność Boża przez Jego osobę i posługę chce
wnieść do historii Kościoła i świata niepowtarzalny wkład. To rodziło swoistą
"pokorną odpowiedzialność i gorliwość pasterską", ale było też źródłem Jego
ufności, odwagi i nierzadko bezkompromisowości w stawianiu moralnych i duchowych
wymagań, nawet za cenę narażenia się na krytykę. Dla Papieża Bóg, objawiona
przez Niego prawda, odsłonięta najpełniej w osobie Chrystusa, i dobro człowieka,
pojmowane nie tylko w perspektywie doczesności, były najważniejsze. To był
naprawdę wielki Papież, "gorliwy, pełen miłości Ojciec i Proboszcz Świata".
Określenie to, w mojej ocenie, dobrze oddaje charakter Jego posługi. Nie mam
wątpliwości, że z perspektywy czasu lepiej dostrzeżemy wielkość tego pontyfikatu
i Papieża Przełomu Tysiącleci, którego nieprzypadkowo Bóg wezwał z Krakowa do
Rzymu.
Jakie znaczenie dla posługi Jana Pawła II miał fakt, że był Polakiem?
– Bóg przygotowywał Karola Wojtyłę od najmłodszych lat do misji, którą miał w
przyszłości podjąć i wypełnić. Złożyły się na to zarówno historia Kościoła w
Polsce, styl pracy duszpasterskiej przyszłego Papieża, zwłaszcza wśród studentów
krakowskich, pobożność maryjna, jak i historia Narodu, którego był synem i w
którą był zanurzony, oraz wydarzenia i okoliczności Jego osobistego życia, a
także ludzie, którzy wywarli na Niego wpływ: m.in. ks. kard. Stefan Wyszyński,
ks. kard. August Hlond czy ks. kard. Adam Sapieha. Papież był świadomy, że
właśnie w ten sposób Bóg przygotowywał Go do posługi Piotra, o czym świadczą
Jego wypowiedzi, iż wolą Bożą jest, by tym "polskim dziedzictwem" i osobistym
doświadczeniem ubogacił Kościół powszechny. Nie mam wątpliwości, że m.in. to
właśnie zadecydowało o wyjątkowości i specyfice Jego pontyfikatu.
To dla nas, Polaków, powód do dumy, ale czy tylko…?
– Nie wolno zapominać, że w czasie tego pontyfikatu w ojczystym kraju Papieża
rozpoczął się proces upadku komunizmu. Słowa modlitwy wypowiedziane na placu
Zwycięstwa w 1991 r.: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej
ziemi", uruchomiły proces pokojowego upadku zniewalającego systemu. Na naszych
oczach dokonał się cud zapowiedziany proroczymi słowami ks. kard. Wyszyńskiego z
1957 r.: "Losy komunizmu rozstrzygną się nie w Rosji lecz w Polsce przez jej
katolicyzm… Polska pokaże całemu światu, jak brać się do komunizmu i cały
świat będzie jej wdzięczny za to…". Kto wie, czy dziś nie należałoby
powiedzieć, że losy Kościoła i wiary w Europie zależą od Polaków, od ich
mądrego, odważnego świadectwa wiary; świadectwa Narodu, z którego Papież wyrósł.
Warto się zastanowić, czy Bóg nie wzywa Polski w tej konkretnej historycznej
chwili do dania takiego świadectwa. Myślę, iż to nie megalomania i złudny
mesjanizm, ale raczej powinność wynikająca z odczytywania współczesnych znaków
czasu, których w Polsce, Europie i świecie jesteśmy świadkami. Sądzę, że warto
się nad tym zastanowić. Musimy iść śladami naszego wielkiego rodaka.
Dziękuję za rozmowę.
