Uwolnić media od Palikota
Z Maciejem Iłowieckim, wiceprzewodniczącym Rady Etyki Mediów, rozmawia Paulina Jarosińska
Janusz
Palikot na blogu wieszczy rychłe spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z
„siłami nieczystości”, co jest jednoznaczne z życzeniem śmierci.
Dziennikarze żywią się jego prowokacjami. Jak to można przerwać?
–
Janusz Palikot jest po prostu osobą mającą bardzo duże wpływy w różnych
środowiskach i bez tego by nie istniał. W sytuacji obecnej jest on
bardzo wygodny, ponieważ posłowie Platformy za każdym razem, gdy pojawia
się jakaś wypowiedź posła z Lublina, mogą powiedzieć, że przecież to
jego słowa, on za nie odpowiada itp., oczywiście podkreślając, że jest
wolność słowa i tak naprawdę można mówić w demokracji wszystko. Jest to w
pewnym sensie przejaw dwulicowości niektórych członków tej partii. Pan
Palikot z kulturą nie liczy się kompletnie i jest to przerażające
zjawisko, ponieważ z lubością jest to wykorzystywane przez media. Dla
większości z nich jest to po prostu sensacja i dobrze się to sprzedaje.
To ujawnia nam również kolejną kwestię, a mianowicie wulgaryzmów i
niekulturalnych zachowań w jakiejkolwiek formie w środkach masowego
przekazu. Warto tu powiedzieć o debacie, która się toczyła ostatnio w
Stanach Zjednoczonych na temat używania wulgaryzmów w mediach. Od razu
podniósł się krzyk, bo przecież zakaz używania niecenzuralnych wyrazów
godzi w wolność słowa, ale z drugiej strony przecież media mają
niesamowitą siłę opiniotwórczą i niski poziom przekazu medialnego nie
służy poprawieniu jakości życia publicznego. Podobnie rzecz ma się z
kwestią bezkarnego obrażania i mówienia dosłownie wszystkiego, co się
chce na każdy temat i o każdej osobie. Media najbardziej wpływowe się
tym po prostu żywią. W starszych niż nasza demokracjach poziom języka
nawet w parlamentach bywa niższy, a właściwie dosadniejszy, co
oczywiście nie jest zjawiskiem chlubnym, ale mam wrażenie, że do tak
drastycznych nadużyć, jak w przypadku Palikota nie dochodzi. Najbardziej
smutny u nas jest brak jednoznacznej reakcji dziennikarzy. Być może
wynika to ze strachu. W mediach również brakuje elementarnego wyczucia
kultury i granicy dobrego smaku.
Poruszył Pan kwestię wolności mediów, ale w tym wypadku można zapytać, co z wolnością oglądających?
–
Widać wyraźnie ostatnio dominację określonego stylu przekazu
medialnego, który jest bardzo hałaśliwy i niewiele jest obszarów, w
których on nie króluje, więc tak naprawdę w jakimś sensie widzowie są
ograniczani.
Wydaje się, że przyzwolenie na zachowania takich
osób jak Janusz Palikot, implikuje zachowania dokładnie w takim samym
stylu wśród młodych ludzi, co mogliśmy zobaczyć chociażby pod Pałacem
Prezydenckim…
– To jest właściwie „palikotyzacja” młodzieży,
która myśli sobie, że skoro polityk tak się wypowiada, to oni tym
bardziej mogą, i to się potęguje zwłaszcza w internecie, gdzie swoboda
jest dużo większa i właściwie pod jakimś pseudonimem można napisać
wszystko. Źródeł tego zjawiska należy upatrywać chyba w ogólnym
obniżeniu poziomu kultury społeczeństwa, które jest „wychowywane” przez
media.
Jak można to zmienić? Czy czołowi dziennikarze nie powinni wreszcie zbojkotować Palikota medialnie?
–
Myślę, że jeśli Janusz Palikot będzie dalej przekraczał granicę
przyzwoitości, to ktoś może mu wreszcie wytoczyć poważny proces, choć
należy pamiętać, że w Polsce różne procesy ponosiły sromotne klęski,
ponieważ zwyciężała poprawność polityczna albo strach przed zarzutem o
braku wolności słowa. Jednak stanowczy bojkot ze strony czołowych
dziennikarzy i mediów, to znaczy absolutny brak promocji wypowiedzi
Palikota, byłby szansą, aby zakończyć rozgrywaną medialnie przez niego
farsę. Wydaje mi się to jednak niemożliwe, ponieważ zbyt dużo media
korzystają na pośle z Lublina i pamiętajmy: wulgaryzmy i arogancja
świetnie się sprzedają.
Dziękuję za rozmowę.
