Tu jest kokpit, a tu salonka

Kto odpowiada za to, że podczas remontu prezydenckiego tupolewa
dziennikarze jednej z rosyjskich telewizji swobodnie chodzili po
pokładzie maszyny? Czy strona polska została o tym fakcie poinformowana?
I czy remont Tu-154M był dostatecznie zabezpieczony?

Jak
wyglądał remont rządowego Tu-154M w Samarze? Maszyna stoi w śniegu pod
gołym niebem z podłączonymi różnego rodzaju przewodami. Pracownicy
„Awiakoru” oprowadzają swobodnie rosyjskich dziennikarzy po pokładzie
maszyny. Pan w waciaku prezentuje kokpit i salonkę. Taki obraz wyłania
się z filmu zarejestrowanego przez rosyjską telewizję Rossija 1. –
Pierwszy raz spotykam się z czymś takim. Zakłady objęte produkcją
wojskową podlegają przecież procedurom bezpieczeństwa ze strony służb
specjalnych. Na miejscu powinni znajdować się oficerowie tych służb.
Jeżeli zagraniczna ekipa telewizyjna była na pokładzie naszego rządowego
samolotu, to powinna na to dostać pozwolenie od polskich służb – mówi
Bogdan Święczkowski, były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego,
prokurator Prokuratury Krajowej w stanie spoczynku.
Film nakręciła
ekipa rosyjskiej stacji telewizyjnej Rossija 1. „Komsomolskaja Prawda”,
na której stronie internetowej znaleźliśmy ten film, nie podaje daty
jego nakręcenia. Na pewno był to okres zimowy – widać śnieg, jest też
samolot, widać kręcących się przy nim ludzi. Samolot stoi bez żadnego
zadaszenia, pod „chmurką”. Rosyjska ekipa telewizyjna swobodnie porusza
się po pokładzie, zagląda nawet do kokpitu.
Film obfituje w
wypowiedzi o luksusowym wręcz wystroju samolotu. Konstantin Afanasiew,
przedstawiony tu jako zastępca dyrektora stacji lotniczo-badawczej
samarskich zakładów „Awiakor”, zapewnia, że jest to samolot, którym Lech
Kaczyński będzie mógł bardzo wygodnie latać i z którego będzie bardzo
zadowolony. Podobnie zresztą jak inni pasażerowie, którzy będą nim
podróżować. Afanasiew, oprowadzając ekipę dziennikarską po pokładzie
maszyny, porównuje ją do pięciogwiazdkowego hotelu; zdejmuje nakrycia z
foteli, zaznacza, że dostawiono „nawet” dwa fotele i stół do prowadzenia
rozmów, a „zwiedzający” starają się nie dotykać fotelowych obić. Z
kolei Aleksiej Gusiew, dyrektor generalny samarskich zakładów „Awiakor”,
mówi, że samolot będzie służył polskim VIP-om, że maszyna wyposażona
jest w jeden z najlepszych systemów nawigacyjnych na świecie.
Prokuratura
sprawą umożliwienia rosyjskim dziennikarzom zwiedzania rządowego
samolotu się nie zajmie. – Pani mnie pyta o sytuację, która miała
miejsce na kilka miesięcy przed katastrofą. Jak na razie nie ma żadnego
związku między udostępnieniem dziennikarzom tego samolotu a przebiegiem
katastrofy – tłumaczy płk Jerzy Artymiak, p.o. rzecznik prasowy
Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Stwierdza jedynie, że prokuratura
wojskowa zabezpieczyła wszelką możliwą dokumentację, również techniczną,
dotyczącą samolotu.
Jak zauważa gen. bryg. rez. Jan Baraniecki,
były zastępca dowódcy Wojsk Lotniczych Obrony Powietrznej, remont
samolotu zawsze powinien odbywać się pod specjalnym nadzorem inżyniera
danego samolotu. W pobliżu maszyny nie może znajdować się nikt poza
technikiem i ekipą remontową. Według relacji gen. Baranieckiego,
procedury te zawsze były zachowane podczas remontu samolotów
zagranicznych (m.in. sowiecki SU-20 i MIG-29), które były przeprowadzane
w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 2 w Bydgoszczy. Jak podkreśla
Bogdan Święczkowski, były szef ABW, podczas pobytu samolotu rządowego na
terenie zakładu remontowego powinni tam również znaleźć się
przedstawiciele Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz 36. Specjalnego
Pułku Lotnictwa Transportowego, których zadaniem jest nadzorowanie
wszystkiego, co dzieje się z maszyną. Jak zauważył Święczkowski,
sytuacja, jaka została przedstawiona na stronie „Komsomolskiej Prawdy”,
jest wręcz nieprawdopodobna. – Pierwszy raz spotykam się z czymś takim.
Zakłady objęte produkcją wojskową podlegają przecież procedurom
bezpieczeństwa ze strony służb specjalnych. Na miejscu powinni znajdować
się oficerowie tych służb. Jeżeli zagraniczna ekipa telewizyjna była na
pokładzie naszego rządowego samolotu, to powinna na to dostać
pozwolenie od polskich służb – mówi Święczkowski. Potwierdza to Janusz
Zemke (SLD), były wiceminister obrony narodowej, który jednocześnie
zaznacza, że to niedopuszczalne, by ekipy dziennikarskie wchodziły na
pokład samolotu podczas wykonywania na nim prac remontowych. Z kolei jak
zauważa gen. Roman Polko, były dowódca GROM, film pokazuje wyraźnie, że
samolot nie był chroniony w sposób dostateczny. Podkreśla, że z reguły
służby specjalne sprawdzają samolot rządowy już po jego przybyciu do
kraju. – Dziwię się, że na pokład samolotu, którym latają najważniejsze
osoby w naszym państwie, mogli wejść dziennikarze obcego państwa. To tak
samo jakby państwo polskie urządzało wycieczki szkolne na pokłady
zagranicznych samolotów, które do nas przylatują – ironizuje Jerzy
Polaczek, były minister infrastruktury. Porównuje tę sytuację z tą, w
której polscy fotoreporterzy bez zgody władz rosyjskich nie mogą zrobić
nawet zdjęcia wraku tupolewa.
Zarówno specpułk, jak i SKW podlegają
Ministerstwu Obrony Narodowej. „Nasz Dziennik” próbował ustalić, czy i
kto z polskiej strony zezwolił na wejście na pokład rządowego samolotu
rosyjskiej ekipy dziennikarskiej. Zadał również pytania samarskim
zakładom „Awiakor” o to, czy Warszawa została poinformowana, że Rosjanie
kręcą film podczas remontu Tu-154M; w jaki sposób ze strony rosyjskiej
remont był zabezpieczony i kto wydał stacji zgodę na wejście na pokład
samolotu. Na odpowiedź czekamy.

Kto wygrał przetarg
Przetarg
na remont dwóch rzą
dowych Tu-154M wygrało konsorcjum firm MAW Telecom Intl SA i
Polit-Elektronik, które zleciły wykonanie prac zakładowi z Samary. W
przetargu oferty wstępne złożyły też Bumar oraz Metalexport-S, ale jak
wynika z Protokołu postępowania o udzielenie zamówienia, którego
przedmiotem jest wykonanie remontu sprzętu wojskowego MON, komisja
uznała, że ich oferty nie spełniają stawianych wymogów formalnoprawnych.
Zamawiającym był minister obrony narodowej działający poprzez
Departament Zaopatrywania Sił Zbrojnych. Przedmiotem zamówienia był
remont główny ośmiu silników D-30KU, remont głównego silnika TA-6A oraz
remont agregatów zapasowych z apteczek technicznych samolotów.
Postępowanie przetargowe zostało uruchomione 11 lutego 2009 roku. Jak
zaznaczył w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dyrektor generalny MAW
Telecom Intl SA, Janusz Zdeb, remont polega na rozmontowaniu samolotu na
czynniki pierwsze, czyli zdjęciu wszystkich agregatów i silników, które
następnie są sprawdzane przez ekipę remontową pod kątem dalszej ich
użyteczności. Jak podkreślił dyr. Zdeb, taka procedura została zachowana
przy remoncie TU-154. Zauważył też, że poza członkami ekipy remontowej i
stałym przedstawicielem specpułku nikt nie może wejść na teren zakładu
bez zgody dyrektora „Awiakoru”. Dyrektor Zdeb podkreślił, że remont
nadzorowała komisja remontowa, w skład której wchodzili przedstawiciele
konsorcjum, kilku przedstawicieli specpułku oraz dwóch przedstawicieli
MON. Samolot po przylocie jest przekazywany przez komisję zakładowi,
odbywa się to na terenie otwartym, przed hangarem. Po przyjęciu maszyny
przez zakład jest ona wprowadzana do hangaru, gdzie następuje jej
demontaż. Po wyremontowaniu silników i agregatów samolot jest montowany.
Po zakończeniu montażu i sprawdzeniu naziemnym samolot jest oblatywany
dwukrotnie przez pilotów – oblatywaczy „Awiakoru”. Potem następuje
wstawienie samolotu do hangaru, w którym znajduje się malarnia. Maszyna
jest malowana, następnie montowane są dodatkowe elementy, jak m.in.
fotele. Wreszcie maszyna jest przyjmowana przez komisję. Końcowym
elementem tego przekazania jest przyjęcie samolotu przez pilotów
specpułku, którzy dokonują kolejnego oblotu. Komisja przyjmuje całą
dokumentację samolotu. Po oblocie, jeśli piloci nie stwierdzili żadnych
usterek, samolot zostaje przyjęty przez naszą załogę, przelatuje na
lotnisko graniczne Kuromocz. Służby celne sprawdzają samolot, następuje
wylot do Warszawy. Po przybyciu do stolicy konsorcjum podpisuje protokół
przekazania specpułkowi. Remont rozpoczął się w maju ubiegłego roku,
zakończył się w grudniu. Jak zauważa dyr. Zdeb, dla samolotu
skompletowanego nie jest określony czas pozostawania w hangarze lub poza
nim.
Służba Kontrwywiadu Wojskowego na pytanie, jak jej
funkcjonariusze zabezpieczali remont Tu-154 w zakładach w Samarze,
odesłała nas do MON. Zadaliśmy je więc resortowi, jak również
zapytaliśmy o to, czy strona polska została poinformowana o wejściu na
pokład rządowego samolotu rosyjskiej ekipy dziennikarskiej i czy ma
informacje, kto taką decyzję podjął. Od minionego czwartku czekamy na
odpowiedź.

Anna Ambroziak

 

———————-

 


Klich: Obarczanie winą pilotów to "oszołomstwo"

 

Edmund Klich przyznał wczoraj, że ma "pewne problemy we współpracy"
z rosyjskim Międzynarodowym Komitetem Lotniczym (MAK).

Klich sądzi, że powodem podnoszenia problemu złej współpracy z MAK mogło
być ujawnianie przez niego samego informacji dotyczących dochodzenia i wniosków
z nich płynących. Polski przedstawiciel przy Międzynarodowym Komitecie
Lotniczym powiedział również, że problemy we współpracy wynikają z tego,
iż "wszystko dzieje się na styku wojsko – cywile", choć w tym
miejscu warto przypomnieć, że sam Edmund Klich jest przecież wojskowym w
stopniu pułkownika. Według niego, rosyjskie wojsko może być niechętne do
współpracy z uwagi na obawy dotyczące podejrzeń "ukrytych w pytaniach
stawianych przez stronę polską". Co znamienne, Edmund Klich uznał również,
iż pomimo upomnienia Donalda Tuska, aby był bardziej powściągliwy w
kontaktach z mediami, nie widzi w swoim zachowaniu niczego złego. Uważa, że
jego wcześniejsze wypowiedzi były powodowane chęcią uspokojenia "oszołomskich"
– według niego – teorii związanych z zamachami i winą pilotów.

PJ

drukuj