Nie widzę sojusznika w prokuraturze

Z Zuzanną Kurtyką, wdową po prof. Januszu Kurtyce, prezesie Instytutu
Pamięci Narodowej, rozmawia Marcin Austyn

Dostrzega Pani postęp w śledztwie smoleńskim?
– To śledztwo to jeden wielki dramat. Ze strony rosyjskiej brak jest
jakiejkolwiek chęci intensyfikacji i prowadzenia śledztwa, podobnie jest po
stronie polskiej. W mojej ocenie, wygląda to bardzo źle.

Rodziny zgłaszały uwagi co do jakości współpracy z polską prokuraturą
wojskową. Uległa ona poprawie?

– Na ostatnim spotkaniu z rodzinami prokuratura powiedziała, że widzi w nas
sojusznika. Ja, niestety, nie widzę sojusznika w polskiej prokuraturze
wojskowej, a bardzo bym chciała.

Rodziny ofiar katastrofy miały zostać objęte specjalną pomocą. Jak ona
wygląda?

– To, co państwo obiecało na samym początku, tuż po katastrofie, zostało
wypłacone i na tym pomoc się skończyła.

Macie Państwo zapewnioną pomoc specjalistów?
– Rodziny same zorganizowały sobie pomoc psychologów. Jeśli się nie mylę, to w
Warszawie korzystano z pomocy Instytutu Psychologii UW. A w Krakowie radzimy
sobie na własną rękę.

W dniu urodzin Pani męża przyjaciele postanowili w siedzibie IPN w Wieliczce
upamiętnić jego dorobek i zasługi dla Instytutu.

– To dla mnie chwila bardzo ważna. Ta tablica upamiętnia mojego męża, który
mnóstwo swojego czasu poświęcił, by stworzyć krakowski oddział Instytutu.
Pamiętam, jak remontowano ten budynek, pamiętam moment, kiedy otwierano tu
archiwum IPN. Pamiętam też całe dni walki o siedzibę dla krakowskiego oddziału
Instytutu. Dziś Pałac Konopków w Wieliczce jest niezwykle urokliwy. Może dobrze
się stało, że to właśnie Wieliczka została wybrana, bo wydaje się, że tutejsza
społeczność w sposób szczególny potrafi docenić piękno tego pałacu oraz fakt, że
funkcjonuje w nim krakowski oddział IPN.

Jesteśmy świadkami gorącej dyskusji na temat sposobu upamiętnienia ofiar
katastrofy smoleńskiej. Jak, Pani zdaniem, należałoby uczcić pamięć tych osób?

– Pamięć buduje się latami i to nie są tylko tablice. To tworzenie przez lata
pewnego zbioru wartości materialnych, ale również emocjonalnych i duchowych.
Ludzie, którzy zginęli, jadąc do Katynia razem z prezydentem RP, zasłużyli na
to, aby ich upamiętnić, i to jest nasze zadanie. Wzięłam na siebie ten obowiązek
i dopóki będę mogła, będę to czynić.

W jaki sposób wyrażać się będzie ta pamięć?
– Będziemy o tych ludziach pisać, publikować ich dorobek, prace, upowszechniać
idee, które nie zostały zrealizowane. Będziemy walczyć o to, by szczególnie
młode pokolenie nie zostało zdeprawowane przez panującą modę na znieważanie
pamięci narodowej, na znieważanie polskości. Powinniśmy być dumni z naszej
historii, z naszego Narodu. Mamy do tego pełne prawo. O tę Polskę walczyliśmy
przez wieki. Jeśli to zrozumiemy, będziemy w stanie przetrwać. Owszem, pomniki
są ważne, ale budowanie pamięci narodowej to coś więcej. To – jak wspomniałam –
proces długofalowy, wymagający wielkiego wysiłku i ogromnego zrozumienia tego,
co się robi i co się chce osiągnąć.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj