Wniebowzięcie Maryi

„Niepokalana Matka Boża zawsze Dziewica Maryja, ukończywszy swoje
ziemskie życie, została wzięta do chwały z duszą i ciałem” – to fragment
z konstytucji apostolskiej „Munificentissimus Deus” ogłoszonej przez
Piusa XII w 1950 roku. Na mocy tego orzeczenia prawda o Wniebowzięciu
Matki Chrystusa stała się dogmatem Kościoła.

Dlaczego jednak
święto zostało formalnie ustanowione dopiero po dwudziestu wiekach?
Gdzie są świadkowie wydarzenia? Skoro milczy o nim Pismo Święte, skąd
pewność, że taki fakt miał miejsce? I wreszcie: dlaczego dogmat?
Wystarczy
wpisać w wyszukiwarkę internetową słowa „dogmat” i „Matka Boża”, by
przekonać się, że fora internetowe aż kipią od takich i innych (znacznie
ostrzejszych, przepełnionych ironią) pytań. Najwięcej wątpliwości budzi
prawda o Niepokalanym Poczęciu i Wniebowzięciu Maryi. Kwestionuje się
sens wydarzeń, które w żaden sposób nie są weryfikowalne pod względem
historycznym. Podstawowym błędem jest tu stosowanie kryteriów
adekwatnych do badań empirycznych, natomiast zupełnie nieprzydatnych w
procesie dowodzenia teologicznego, a taką naturę ma wydarzenie
Wniebowzięcia Maryi. Jego akceptacja opiera się na doświadczeniu wiary
wypływającej z rozumienia roli Matki Jezusa w historii zbawienia, jak
też obecności Ducha Świętego, który stopniowo objawia Kościołowi prawdę o
nim samym. Trzeba było prawie dwóch tysięcy lat, by w pełni odkryć to w
Kościele. Ktoś powie: To długo. Czymże jednak jest dwadzieścia wieków
wobec wieczności? Ile jeszcze przed nami takich momentów?
Dogmat o
Wniebowzięciu Maryi dopiero wtedy staje się czytelny, gdy jest widziany z
perspektywy drogi. Nie spadł z nieba, nie jest wymysłem Papieża czy
biskupów, lecz jedynie formalnym potwierdzeniem tego, czym żył i żyje
Kościół. Innymi słowy: orzeczenie z 1950 r. stało się z jednej strony
uwieńczeniem pewnego procesu samorozumienia się Kościoła, a z drugiej –
początkiem czegoś nowego. Wspomniana konstytucja apostolska Piusa XII
wyraża nadzieję, że „wiara w cielesne Wniebowzięcie Maryi umocni i
uaktywni naszą wiarę we własne zmartwychwstanie”, stanie się światłem
dla wierzących. Dzięki niemu będziemy mogli lepiej zrozumieć, ku czemu
zmierzamy. Jest to niezwykle ważne, ponieważ takie spojrzenie chroni nas
przed traktowaniem dogmatu jako spetryfikowanego, statycznego „kawałka”
prawdy (którego nie wolno tknąć, a kto by się odważył to uczynić –
anatema sit! – niech będzie wyklęty!), ale pozwala spoglądać nań jako na
swego rodzaju zaczyn, dzięki któremu może rozwinąć się nowa jakość
wiary, umacnia się wolny duch Ewangelii.
I jeszcze jedno: konieczne
jest, by zawsze pamiętać o centralnej, zbawczej roli Jezusa Chrystusa.
To podstawa właściwego rozumienia roli Maryi. Dogmatyzując prawdę o Jej
wywyższeniu, Kościół nie czyni z Niej bogini, nie absolutyzuje jej, lecz
wskazuje na ścisły związek z Synem. Skoro Matka ma udział w walce
Jezusa Chrystusa ze złem, ma również udział w Jego zwycięstwie nad
śmiercią, a to oznacza cielesne przemienienie, które dopełniło się w
wydarzeniu Wniebowzięcia.

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj