Tysiąc bajek na tysiąc dni rządu
Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem ds. polityki w Instytucie Sobieskiego,
rozmawia Paulina Jarosińska
Mija tysiąc dni rządów Donalda Tuska. Jak ocenia Pan bilans trzech lat władzy
Platformy?
– Bilans będzie zależał od tego, czy oceniamy marketing polityczny rządu, czy
realizację programu. Bez wątpienia ocenę celującą premier Tusk może sobie
wystawić za PR. To jest pierwszy rząd, który potrafi doskonale lawirować, a Tusk
stał się mistrzem uników. PO doskonale rozgrywa dziennikarzy. Komorowski rzucił
hasło zabrania krzyża, a w mediach wykreowano spór o krzyż. Fakty pokazują, w
jaki sposób działa Platforma: w dniu, w którym miało nastąpić przeniesienie
krzyża, odbyło się posiedzenie, na którym przyjęto podniesienie podatków. To
jest działanie mające na celu odwracanie uwagi. Kolejną cechą rządu jest
specyficzna metoda rządzenia. Otóż najpierw pada hasło, najczęściej od ministra
Boniego, potem rząd czeka na reakcję mediów i na to, co pokażą sondaże. To jest
właśnie rząd sondażowy, który patrzy przede wszystkim na to, jak zareaguje
opinia publiczna, i według tej reakcji ewentualnie podejmuje decyzje. To jest
skuteczne działanie, ponieważ z punktu widzenia czysto politologicznego, każda
władza dąży do tego, aby się utrzymać przy sterze. Jednak konsekwentnie – jeśli
chcemy domagać się realizacji programu – możemy mówić o poważnych problemach
rządu Tuska. Mamy podwyżkę podatku VAT, i nawet najwięksi zwolennicy Platformy
mogą być zawiedzeni, ponieważ rząd, który miał być liberalny gospodarczo,
okazuje się populistyczny. Gdyby zapytać, jakie reformy były wprowadzone przez
te tysiąc dni w zakresie gospodarczym, to na tej płaszczyźnie rząd poległ i nie
zasługuje nawet na ocenę mierną. Premier Tusk zawiódł przedsiębiorców, bo ani
nie uprościł podatków, ani procedur. Do tej pory wiele haseł wyborczych
pozostaje tylko sloganami. Kolejną cechą trzech lat rządów Platformy było
przyjęcie taktyki: nie mówię, więc nie kłamię. Mam tu na myśli dwa przypadki.
Pierwszy – to sytuacja przed wyborami do europarlamentu, gdy pewien inwestor
katarski miał uratować stocznię, a okazało się to wielką fikcją. Drugi – to czas
wyborów prezydenckich, kiedy zarówno Tusk, jak i Komorowski dobrze wiedzieli,
jaki jest stan finansów publicznych, a po prostu to przemilczeli. Zagrali
statystykami, zapewnianiem, że Polska jest "zieloną wyspą", co okazuje się
nieprawdą.
Gdyby miał Pan wyróżnić determinantę polityki zagranicznej charakterystyczną
dla tego gabinetu, co by nią było?
– Premier w takich kwestiach, jak np. pozycja Polski jako lidera wobec byłych
państw Związku Sowieckiego, robi wszystko, aby Polska wypadła z tej pozycji.
Dowodem tego jest fakt, że to polski rząd teraz optuje za zniesieniem wiz dla
mieszkańców obwodu kaliningradzkiego w ramach małego ruchu granicznego,
zapominając, że nie ma w zakresie prawa międzynarodowego takiego podmiotu jak
obwód kaliningradzki. Jest Federacja Rosyjska. Takie państwa, jak: Litwa, Łotwa
i Estonia, z racji ogromnej liczby mniejszości rosyjskiej borykają się z
własnymi problemami. Choćby w przypadku Litwy są to problemy w zakresie tranzytu
wojsk, ludności i towarów do obwodu. Zostały pomylone pewne cele i zapomniano o
istocie racji stanu. Dalej, premier w zakresie polityki zagranicznej bał się
podejmować decyzji; kierował się zasadą chowania się w sytuacjach problemowych.
W momencie napaści Rosji na Gruzję, a dokładnie w momencie blokady granicy
wschodniej, Tusk zniknął, przez tydzień w ogóle go nie było, a media na to nie
zwróciły uwagi. Gdyby taka sytuacja zdarzyła się za rządów PiS czy jakiejś innej
partii, pierwsze, co zrobiliby dziennikarze, to "roznieśliby" takiego premiera
na mikrofonach. Premier Tusk nie istniał, nie było problemu. Decyzje prezydenta
Kaczyńskiego w tamtym czasie były bardzo odważne, my ich nawet dziś jeszcze nie
doceniamy. Ostatnio miałem okazję spotkać się z kilkoma osobami ze środowisk
ukraińskich i to, co mnie uderzyło, to słowa, które padły z ich strony, a
mianowicie, że teraz pod rządami PO Polska zapomni o Ukrainie. Tusk nie robi
nic, by Polska była ważnym zawodnikiem na arenie Europy Środkowo-Wschodniej. Ta
pozycja jest oddawana obecnie Niemcom, a nawet Rosji. To dokonuje się również ze
szkodą dla naszych sojuszników. Jedynym "sukcesem" jest to, że Tusk bryluje,
jeśli chodzi o opinię w Europie Zachodniej. Tylko pytanie: czy ma to realne
przełożenie na interesy Polski? Mam co do tego duże wątpliwości…
Jak Pan ocenia stan państwa w zakresie struktur administracyjnych i
zarządzania kryzysowego przede wszystkim w kontekście powodzi?
– Na żywioł nie ma siły. Ostatnie wydarzenia pokazują słabość człowieka wobec
potęgi natury. Jednak zarządzanie kryzysowe, szybkie reagowanie w takich
dramatycznych sytuacjach jest bolączką naszego państwa. Nie ma działań
prewencyjnych, są tylko działania ad hoc. Niemcy budują wały, gdy powodzi nie
ma, poza tym mają rozbudowany system ostrzegawczy. U nas ciągle są przestarzałe
konstrukcje, i trudno wymagać, żeby wytrzymywały napór wody przez tyle lat.
Brakuje systematycznej pracy i przejrzystości w zakresie poszczególnych
struktur. Państwo miało być uproszczone, odbiurokratyzowane, ale niestety, do
czegoś takiego nie doszło. Premier otoczył się dworem, ma mnóstwo doradców,
podsekretarzy itd., ale to nie przekłada się na efektywność.
Którą ze swoich obietnic przedwyborczych zrealizował rząd?
– Gdybym był wyborcą Platformy, byłbym bardzo rozczarowany i czułbym się
oszukany. Nie będzie ani okręgów jednomandatowych, ani podatku liniowego, ani
likwidacji Senatu, ani zmian w Konstytucji związanych z przejściem na system
kancelarski i marginalizacją funkcji prezydenta. Premier szybko wycofał się z
tych pomysłów, a po katastrofie smoleńskiej zdał sobie pewnie sprawę, jak ważną
osobą dla Polski jest prezydent i jak dużo on znaczy dla Narodu. Najsmutniejszy
w czasie rządów Platformy stał się jednak fakt, że to był pierwszy premier i
pierwszy rząd, któremu udało się całkowicie zdyskredytować polskiego prezydenta.
Żaden rząd nie uczynił tyle, aby w polityce zagranicznej i wewnętrznej poniżyć,
umniejszyć własnego prezydenta. Nawet czasy rządów AWS przy jednoczesnej
prezydenturze Kwaśniewskiego nie były tak obfite (pomimo licznych napięć, wet i
różnic) w tak agresywną nagonkę na najwyższy urząd w państwie. Takie zachowanie
stało się normą, jakąś świecką tradycją. Życzyłbym PiS, aby nie wchodziło w taką
retorykę, by okazało się mądrzejsze od polityków PO i oceniało prezydenta
merytorycznie, nie przyjmowało tonu, który nadała partia rządząca. Jeśli chodzi
o realizację obietnic, to PO robi dokładnie odwrotnie, niż zapowiadała, choćby
podnosi podatki, a zamiast mówić o tym, co najważniejsze, czyli o kryzysie, jaki
czeka nasz kraj, eskaluje konflikty. Polska wyprzedaje swój majątek narodowy,
przejada oszczędności, ludzie na popegeerowskich wsiach zarabiają 800 złotych –
i to są problemy, których nikt nie podejmuje. Media nie rozliczają rządzących z
obietnic. Polska to więcej niż Warszawa. Ludzie, którzy tracą majątek w wyniku
powodzi, nie myślą o tym, jaki tym razem żart rzuci Palikot, czy o tym, jaki
wyraz twarzy ma Jarosław Kaczyński. Premier nie wykazuje zainteresowania
obywatelami.
Jak, Pana zdaniem, zachowają się wyborcy Platformy w najbliższych wyborach
samorządowych?
– Jak już powiedziałem, część wyborców może być na tyle rozczarowana, że w
wyborach samorządowych wybierze PiS albo SLD. Platforma może sromotnie przegrać,
właśnie z powodu niewywiązywania się z obietnic. Trzy lata to dużo czasu, by
ludzie mogli doświadczyć na własnej skórze skutków rządu Donalda Tuska. To, co
jednak najbardziej uderza mnie w kwestii dzisiejszej sytuacji politycznej w
kraju, to fakt, że w Polsce nie ma mężów stanu. Brakuje ludzi odważnych, którzy
potrafią zaryzykować nawet utratą popularności w sondażach albo stanąć ponad
partyjne układy i po prostu efektywnie rządzić. Tusk jako premier okazał się
tylko zręcznym graczem perfekcyjnie wykorzystującym techniki PR.
Dziękuję za rozmowę.
———————————————————–
1. Tusk jest mistrzem uników. PO doskonale rozgrywa dziennikarzy. Komorowski
rzucił hasło zabrania krzyża, a w mediach wykreowano spór o krzyż. W dniu, w
którym miało nastąpić przeniesienie krzyża, odbyło się posiedzenie rządu, na
którym przyjęto podniesienie podatków.
2. Mamy podwyżkę podatku VAT, i nawet najwięksi zwolennicy Platformy mogą być
zawiedzeni. Rząd, który miał być liberalny gospodarczo, okazuje się
populistyczny.
3. Rząd robi wszystko, by wypaść z roli lidera państw Europy
Środkowo-Wschodniej.
4. Premier boi się podejmować trudne decyzje, kierując się kunktatorstwem w
sytuacjach problemowych. W momencie napaści Rosji na Gruzję Tusk zniknął, przez
tydzień w ogóle go nie było. Media nawet nie zwróciły na to uwagi.
