IPN pod polityczną kuratelą

Z prof. dr. hab. Piotrem Franaszkiem, historykiem z Uniwersytetu
Jagiellońskiego, rozmawia Bogusław Rąpała

Czym spowodowane są opóźnienia w wyborze nowych władz IPN? To przypadek czy
może przedłużanie tej procedury leży w czyimś interesie?

– Ciężko jednoznacznie cokolwiek na ten temat powiedzieć. Uniwersytet
Jagielloński wskazał swojego elektora, którym jest prof. Tomasz Gąsowski. Sprawa
wyboru elektorów przez ośrodki uniwersyteckie, a co za tym idzie – również wybór
samych władz instytutu opóźnia się, wydłuża i nic nie wskazuje na to, że szybko
zostanie rozwiązana. Tak naprawdę dopiero kilka spośród 24 wyznaczonych
uniwersytetów wybrało już swoich przedstawicieli. To bardzo niedobra sytuacja.
Myślę, że opóźnienie jest spowodowane brakiem jednoznacznej informacji, która
powinna była zostać skierowana przez rząd do środowisk uniwersyteckich zaraz po
ogłoszeniu zmian w ustawie o IPN. Tak się jednak nie stało, w ślad za decyzją o
zmianach nie poszły żadne konkretne rozporządzenia wykonawcze, o których
poinformowano by władze uniwersyteckie.

Niedoinformowanie środowisk uniwersyteckich przez rząd nie jest raczej
przypadkowym zaniedbaniem.

– Mamy do czynienia z zaniedbaniami, na skutek których uczelnie wyższe nie były
pewne, w jaki sposób podejść do tej sprawy. Przypuszczam, że żadna z nich nie
chciała wychodzić przed szereg. Władze niektórych uczelni, w tym również naszej,
mimo braku konkretnego sygnału ze strony rządowej doszły jednak do wniosku, że
skoro oczekuje się od nich pewnych działań, to podejmą określone decyzje.
Pozostałe uczelnie być może doszły do całkiem odmiennego wniosku, iż wobec tak
niepewnej sytuacji trzeba po prostu zaczekać. Potem rozpoczęły się wakacje,
które wymusiły przełożenie wyboru elektorów najwcześniej na wrzesień. Choć
osobiście nie wierzę w to, że w miesiącu tym zostaną wskazani wszyscy elektorzy,
a spodziewam się wręcz, że nastąpi to dopiero pod koniec roku. Nie mówiąc już,
że dopiero później rozpoczną się prace związane z wyborem Rady IPN. Trzeba
jeszcze wziąć pod uwagę, że w Polsce było ostatnio wiele innych ważnych spraw,
które całkowicie zagospodarowały przestrzeń debaty publicznej. To jednak nie
powinno tłumaczyć zaniedbań instytucji odpowiedzialnych za prace nad nowym
kształtem IPN.

Rząd Donalda Tuska cały czas mówi o odpolitycznieniu Instytutu. Co to jednak
w rzeczywistości oznacza? Kto będzie miał większy wpływ na IPN: środowiska
uniwersyteckie czy politycy?

– Wpływ na funkcjonowanie Instytutu z władzami będą mieli przede wszystkim
politycy. Można sobie co prawda wyobrazić, że środowiska akademickie wybiorą
takich ludzi, którzy rzeczywiście zasługują na zasiadanie we władzach IPN.
Będzie to jednak trudne do zrealizowania, bo – o ile mi wiadomo – w nowelizacji
ustawy nie wspomina się o tym, że elektorzy, jak również członkowie rady,
powinni złożyć oświadczenia lustracyjne. Tak więc łatwo można przewidzieć, że
wśród elektorów znajdą się ludzie – łagodnie mówiąc – niechętni niektórym
działaniom IPN, do których Instytut został powołany. I niekoniecznie muszą to
być osoby, które kiedyś współpracowały ze służbami PRL, aczkolwiek takie
niebezpieczeństwo również istnieje. To pierwsza sprawa. Druga natomiast dotyczy
tego, że jeśli w grupie elektorów znajdą się zwolennicy i przeciwnicy
dotychczasowego – tak bezlitośnie krytykowanego – sposobu funkcjonowania
Instytutu pod kierunkiem śp. dr. Janusza Kurtyki, to w sytuacji braku wzajemnego
porozumienia właśnie politycy będą mieli zdanie decydujące. A wtedy już w ogóle
nie będziemy mieli gwarancji, że wybiorą oni osoby godne zasiadania we władzach
Instytutu. Twierdzenie, że odtąd polityka nie będzie miała żadnego wpływu na
jego funkcjonowanie, jest nieprawdziwe, i chyba nikt w nie do końca nie wierzy.
Rzekłbym wręcz, że obecnie obserwujemy dokładnie odwrotne działania prowadzące
do jeszcze większego upolitycznienia Instytutu. Przejawiać się ono będzie nie
tyle w wydawaniu głośnych publikacji, ile raczej w wykonywaniu przez członków
rady zleceń takiej czy innej partii.

Pozostaje jeszcze sprawa swobody prowadzenia badań historycznych, zwłaszcza
dotyczących historii PRL. Czy historycy IPN, nauczeni przykrymi doświadczeniami
z niedalekiej przeszłości, będą się starali lub musieli tych tematów unikać?

– Ciężko jest mi wyobrazić sobie przyszłość Instytutu. Może być różnie.
Zobaczymy, kto zostanie prezesem. Przypuszczam jednak, że nowy prezes będzie
miał bardziej skrępowane ręce i ograniczone kompetencje niż jego poprzednik. A
prawda jest taka, że to od jego postawy i inicjatywy będzie zależało bardzo
dużo, o wiele więcej niż od samej rady. W każdym razie jestem pewien, że elektor
wybrany przez naszą uczelnię, pan prof. Gąsowski, będzie stał po stronie prawdy
i otwartości w IPN. Jeśli inne uczelnie wybrałyby ludzi o podobnych poglądach
dotyczących sposobu prowadzenia badań nad historią, również najnowszą, wtedy
moglibyśmy być spokojni o przyszłość tej instytucji, a politycy staliby się
zakładnikami własnych pomysłów. Jeśli jednak zwycięży inna opcja polegająca na
wybiórczym traktowaniu wydarzeń historycznych i przemilczaniu pewnych faktów, to
– według mnie – dla Instytutu nadchodzą nie najlepsze czasy. Ale jak będzie
naprawdę, tego nie wie nikt.

A jak wygląda obecnie sprawa lustracji w środowiskach akademickich?
– W tym względzie nie dzieje się nic i można powiedzieć, że sprawa ta została
zamieciona pod dywan. I moim zdaniem, w najbliższym czasie to się nie zmieni.
Pozostają nam jedynie badania historyczne, które są cały czas prowadzone.
Niedawno IPN wydał pod moją redakcją dwie publikacje dotyczące inwigilacji przez
SB szkolnictwa wyższego i instytucji naukowych. Natomiast jeśli chodzi o
działania ściśle lustracyjne, z punktu widzenia administracyjnego, to w tej
chwili w ogóle się o tym nie mówi. Odnoszę wręcz wrażenie, że wykładowcy, którzy
wcześniej byli zwolennikami lustracji środowisk uniwersyteckich, w momencie
obejmowania stanowisk kierowniczych na uczelniach zmieniają swoją orientację i
mówią, że najchętniej niczego by nie ujawniali. Z taką opinią się spotkałem.
Niestety, tak to wygląda, a wokół tego tematu panuje cisza.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj