Rozdział państwa od Kościoła a krzyż w życiu publicznym

Przypadek zdjęcia krzyża w lokalu obwodowej komisji wyborczej w Zamościu
na czas głosowania jednego wyborcy, opisywany na łamach "Naszego Dziennika" 13
lipca br., każe się zastanowić nie tylko nad uprawnieniami komisji wyborczych,
ale nade wszystko nad tematem jeszcze ważniejszym, który leży u źródeł problemu:
tzw. neutralnością światopoglądową państwa. Ta ostatnia w gruncie rzeczy jest po
prostu utopią, a co gorsza – bywa niestety utożsamiana z rozdziałem państwa od
Kościołów i innych związków wyznaniowych. Powoduje przez to ograniczenie
przysługującej każdemu człowiekowi wolności sumienia i wyznania.

1. Uprawnienia obwodowych komisji wyborczych

W każdych wyborach i w każdym referendum kluczowe znaczenie dla prawidłowego
przebiegu elekcji ma działanie organów przeprowadzających tę procedurę. W
wyborach prezydenckich organami tymi są: Państwowa Komisja Wyborcza, Okręgowe
Komisje Wyborcze i Obwodowe Komisje Wyborcze. Ich zadania i kompetencje
określone są precyzyjnie w ustawach, w tym konkretnym przypadku w ustawie o
wyborze prezydenta RP. Zadania pierwszych dwóch organów, w skład których wchodzą
fachowcy – sędziowie, sprowadzają się przede wszystkim do czuwania nad
przestrzeganiem prawa wyborczego oraz do ustalania i ogłaszania wyników wyborów.

Okręgowa Komisja Wyborcza, której siedziba znajdowała się w ostatnich wyborach
prezydenckich przecież także w Zamościu, miała za zadanie m.in. sprawowanie
nadzoru nad przestrzeganiem przepisów prawa wyborczego przez obwodowe komisje
wyborcze, a także rozpatrywanie skarg na działalność obwodowych komisji
wyborczych. Po to właśnie są sędziowie, by rozstrzygać takie przypadki, jak
skarga jednego z wyborców na to, że nie zapewniono mu warunków do głosowania,
bo… na ścianie wisi krzyż. Gdyby wyborca zwrócił się z taką skargą do sędziów
z OKW albo gdyby sam przewodniczący komisji poprosił OKW o rozstrzygnięcie tego
przypadku – a do tego akurat miał prawo – to jesteśmy przekonani, że sędziowie
stwierdziliby, iż przez fakt, że na ścianie lokalu wyborczego wisi krzyż, do
żadnego naruszenia prawa wyborczego nie doszło. Bo niby z jakiej przyczyny
miałoby dojść?
Prawa wyborcze bezpośrednio dotyczące obywateli są dwa, zresztą w Konstytucji
wyraźnie podkreślone. Po pierwsze – prawo do udziału w wyborach, a po drugie –
prawo do oddania głosu w sposób tajny, czyli anonimowy i nieskrępowany
(indywidualny, odosobniony). Trzeba wyjątkowo złej woli i niewiarygodnej
wyobraźni, by stwierdzić, że którekolwiek z tych praw zostało naruszone przez
to, że na ścianie lokalu wyborczego znajduje się symbol religijny – zresztą
umieszczony tam nie przez członków komisji, tylko znajdujący się na wyposażeniu
sali straży pożarnej, w której mieścił się lokal wyborczy.
Niestety, zamiast skargi wyborcy do OKW lub pytania ze strony przewodniczącego
obwodowej komisji wyborczej mieliśmy do czynienia z samowolnym i nieuprawnionym
działaniem członków komisji, którzy przegłosowali zdjęcie krzyża ze ściany na
czas głosowania tego jednego wyborcy.
Dlaczego było to działanie nieuprawnione? Wystarczy spojrzeć na przepis art. 13
Ustawy o wyborze prezydenta RP precyzujący zadania i kompetencje obwodowych
komisji wyborczych. Do zadań tych należą: przeprowadzenie głosowania w obwodzie,
czuwanie w dniu wyborów nad przestrzeganiem przepisów prawa wyborczego w miejscu
i czasie głosowania oraz ustalanie wyników głosowania w obwodzie i przesłanie
ich właściwej okręgowej komisji wyborczej. Ani mniej, ani więcej.
Jak interpretować te zadania komisji? Zawsze przez pryzmat zasady państwa prawa
i wynikającego z niej legalizmu dodatkowo podkreślonego w art. 7 Konstytucji:
organy władzy publicznej (a takim jest również obwodowa komisja wyborcza)
działają wyłącznie na podstawie prawa i w granicach przez to prawo
przewidzianych. Krótko mówiąc, organ władzy publicznej może robić tylko to, na
co prawo mu wyraźnie pozwala. Nic więcej. Do organów tego rodzaju w państwie
prawa nie stosuje się bowiem obywatelskiej zasady: "to, co nie jest prawem
zabronione, jest dozwolone", tylko zasadę: "to, co nie jest prawem wyraźnie
dozwolone, jest zakazane". To zasadnicza różnica, bo w ten sposób właśnie
następuje związanie prawem działań organów władzy.
Spoglądając raz jeszcze na zadania i kompetencje obwodowych komisji wyborczych,
nie znajdziemy tam uprawnienia do rozstrzygania o tym, co jest, a co nie jest
naruszeniem prawa wyborczego w sytuacjach wątpliwych (a że do naruszenia tego
prawa przez fakt obecności krzyża na ścianie nie doszło, to już wykazaliśmy).
Stąd samodzielna decyzja o zdjęciu krzyża, bez konsultacji z Okręgową Komisją
Wyborczą, jawi się jednoznacznie jako przekroczenie uprawnień przez członków
Obwodowej Komisji Wyborczej nr 13 w Zamościu.

2. Tak zwany rozdział państwa od Kościoła

Ale nie to w tym wszystkim jest najważniejsze. Dużo groźniejsza jest faktyczna
przyczyna tego rodzaju decyzji komisji. Przyczyna, jaką jest przedostający się
gdzieś do świadomości obywateli naszego państwa fałsz. Widać to wyraźnie w
sondzie ulicznej przeprowadzonej przez Katolickie Radio Zamość – kilku
mieszkańców Zamościa pytanych o ocenę zdarzenia w Obwodowej Komisji Wyborczej nr
13 w Zamościu stwierdziło, że decyzja komisji była słuszna, bo przecież "mamy
rozdział państwa od Kościoła i dlatego krzyże nie powinny wisieć na ścianach
urzędów". Należy w tym miejscu stwierdzić z całą mocą, że to jest karygodne
pomieszanie pojęć.
Po pierwsze, ów "rozdział" państwa od Kościołów i innych związków wyznaniowych
określony został w art. 25 Konstytucji jako "autonomia oraz wzajemna
niezależność każdego w swoim zakresie, jak również współdziałanie dla dobra
człowieka i dobra wspólnego". Przepis ten wyraźnie wskazuje na separację
skoordynowaną, a nie wrogą (jak to miało miejsce w PRL, ZSRS czy w innych
państwach komunistycznych), separację, w której oba podmioty – państwo i Kościół
– są autonomiczne we wzajemnych relacjach wewnętrznych i niezależne w swych
stosunkach na zewnątrz. Jej przestrzeganie sprowadza się przede wszystkim do
gwarancji wzajemnej nieingerencji państwa i Kościoła w sprawy, które należą do
ich odrębnych zakresów działania. Autonomia i niezależność tych podmiotów nie ma
jednak charakteru absolutnego, lecz przysługuje każdemu w jego zakresie
działania. Zarówno państwo, jak i Kościoły tworzą swoje odrębne systemy prawa –
system prawa państwowego i system prawa kościelnego (kanonicznego), które są od
siebie odrębne i w stosunku do siebie niezależne. Działania oparte na normach
prawa kanonicznego nie wywołują automatycznie skutków prawnych w prawie
państwowym i odwrotnie. Poza tym urzędnik państwowy nie jest jednocześnie
hierarchą kościelnym i odwrotnie.
Co ma z tym wszystkim wspólnego krzyż na ścianie obwodowej komisji wyborczej?
Nic, bo przecież nie został tam zawieszony przez przedstawicieli żadnego z
Kościołów, ani też prawo żadnego z Kościołów nie nakazuje (bo przecież nawet nie
może, co wykazaliśmy) zawieszania symboli religijnych w urzędach państwowych i
samorządowych. Ten krzyż zawiesili tam sami urzędnicy – jako wolni obywatele
suwerennego państwa. Czy mieli do tego prawo? Oczywiście, że tak, bo na tym w
istocie polega wolność człowieka. Co na tę wolność się składa? Ano składa się na
nią także nieskrępowana niczym możliwość swobodnego wyznawania religii i
uzewnętrzniania tej wiary, czyli zadeklarowana w art. 53 Konstytucji wolność
sumienia i wyznania.

3. Czym jest wolność religijna

Każdy człowiek ma prawo do postępowania zgodnego z własnym sumieniem,
ukształtowanym przecież także przez religię, którą wyznaje, o ile postępowanie
to nie jest zakazane prawem powszechnie obowiązującym. Każdy człowiek ma też
swobodę do wyznawania religii i uzewnętrzniania swojej wiary. I jest to wolność,
która nie podlega absolutnie żadnym ograniczeniom. Krótko mówiąc, nie jest zatem
tak, że człowiek prywatnie może chodzić do kościoła i modlić się, ale gdy już
wchodzi jako urzędnik czy funkcjonariusz publiczny do urzędu, Sejmu czy Senatu,
to musi porzucić swoje przekonania, wyrzec się symboli swojej religii w imię…
no właśnie, w imię czego? Taki wymóg jawiłby się przecież jako pogwałcenie
wolności sumienia i wyznania!
Oznacza to, że urzędnik, nauczyciel ma prawo również do umieszczania na ścianach
swojego gabinetu służbowego czy sali, w której pracuje, symboli religii, którą
wyznaje. Religii, która przecież w swej doktrynie nie odwołuje się do praktyk
działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, nie zakłada ani nie dopuszcza
nienawiści rasowej i narodowościowej (a przecież żaden z wielkich systemów
religijnych – chrześcijaństwo, islam, judaizm czy buddyzm tego rodzaju działań
nie popiera, co więcej – odrzuca je; czym innym natomiast jest przedmiotowe
wykorzystywanie religii do tego rodzaju działań). Takie działanie byłoby
sprzeczne choćby z zakazem z art. 13 Konstytucji.
W konsekwencji chrześcijanin ma prawo umieszczenia na ścianie swojego gabinetu
krzyża, muzułmanin półksiężyca czy wizerunku Mahometa, wyznawca judaizmu gwiazdy
Dawida, ateista – swojego symbolu (jeśli taki występuje) itd. I nikomu to nie
powinno przeszkadzać. Bo przecież czy nam, chrześcijanom, może przeszkadzać np.
gwiazda Dawida czy jakikolwiek symbol ateizmu, który nie ma dla nas żadnego
przekazu (ani pozytywnego, ani negatywnego)? Nie, jest dla nas po prostu
obojętny. Tak samo wyznawcom innych religii czy ateistom lub agnostykom nie może
przeszkadzać krzyż na ścianie. Krzyż, który dodatkowo trwale wpisuje się również
w tradycję naszej państwowości. Na tym polega poszanowanie wolności religijnej
drugiego człowieka i faktyczna tolerancja.

4. Neutralność światopoglądowa państwa jako szkodliwy mit

W tym kontekście raz jeszcze należy się odnieść do przepisu art. 25 Konstytucji
RP, tym razem do ust. 2: "Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują
bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych (…),
zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym". Jeżeli zatem
bezstronność, w myśl Konstytucji, oznacza umożliwienie każdemu wyrażania,
uzewnętrzniania jego wiary i przekonań, również w życiu publicznym, to przecież
w żadnym wypadku nie może ona oznaczać nakazu ukrywania symboli religijnych,
które są wyrazem tej wiary i przekonań. Gdyby tak było, to nie byłaby to w
gruncie rzeczy żadna bezstronność, tylko wręcz stronniczość, opowiadanie się po
stronie konkretnego światopoglądu, jakim jest przecież ateizm czy agnostycyzm.
Czy przypadkiem nie z tym właśnie zaczynamy mieć do czynienia obecnie w Polsce?
Czy przypadkiem zdarzenie w obwodowej komisji wyborczej, a także głośna sprawa
zakazu, na szczęście już nieobowiązującego (m.in. po interwencjach
interpelacyjnych współautora niniejszego opracowania), uczestniczenia żołnierzy
Wojska Polskiego w kościelnych uroczystościach pogrzebowych czy
patriotyczno-religijnych nie są pokłosiem takiego właśnie myślenia
ukształtowanego przez modę lansowaną w wielu liberalnych środkach masowego
przekazu?
Trzeba w końcu zrozumieć, że państwo to nie bliżej nieokreślona magma, jakiś
komputer czy inne urządzenie. Państwo to ludzie, to podmioty wolności oraz praw
człowieka i obywatela, w tym m.in. bezwzględnie istniejącej i chronionej
wolności religijnej. Stąd neutralność państwa w rozumieniu zakazu
uzewnętrzniania wiary i przekonań religijnych przez osoby piastujące urzędy
państwowe czy samorządowe to szkodliwy mit, który z niezwykłą precyzją, a
jednocześnie prostotą obnaża dr Marek Dobrowolski w artykule opublikowanym w
pracy zbiorowej pt. "Podstawy regulacji stosunków Państwo – Kościół w
Rzeczpospolitej Polskiej i Republice Włoskiej". Autor wskazuje w nim m.in.
następujący przykład: "Szczególnie interesujące wnioski płyną z analizy różnych
dyskusji nad umieszczeniem invocatio Dei w aktach o randze konstytucyjnej. Jest
to z jednej strony kwestia światopoglądowa w czystej postaci, z drugiej symbol
szerszej problematyki dotyczącej zasadności jakiegokolwiek odnoszenia się przez
organy władzy publicznej do faktu istnienia Boga, a jeszcze szerzej obecności
religii w życiu publicznym. Istnieje całe spektrum indywidualnych (…) postaw
wobec problemu istnienia Boga; najbardziej popularne to oczywiście: teizm,
deizm, ateizm, agnostycyzm. Formalnie rzecz ujmując, każda z nich jest w pewnym
sensie równa, gdyż każda udziela odpowiedzi na pytanie o istnienie Boga. Jak
wobec tych postaw mają zachować się organy władzy publicznej? Przy czym w tym
miejscu warto powtórzyć, iż nie chodzi o ustalenie, które stanowisko będzie
najwłaściwsze (najlepsze), tylko jaka postawa owych organów będzie bezstronna.
Najczęstszą odpowiedzią udzielaną w kontekście tak postawionego pytania jest
stwierdzenie, iż państwo nie powinno w ogóle zajmować się tą kwestią, gdyż boska
egzystencja wymyka się naukowemu poznaniu. Jednak w moim przekonaniu taka
postawa wyraża w istocie pogląd agnostyczny; nie wiadomo, czy Bóg istnieje, więc
się tym nie zajmujmy. Jeśli takie zdefiniowanie zagadnienia jest trafne, to
wskazana postawa nie wyraża stanowiska bezstronnego światopoglądowo, ale
angażuje organy władzy publicznej po stronie jednego z wielu istniejących w
społeczeństwie światopoglądów. Nieco na marginesie warto zauważyć, że zwolennicy
neutralności światopoglądowej zauważają problem możliwości angażowania się
państwa po stronie światopoglądu teistycznego oraz ateistycznego, natomiast
umyka im możliwość propagowania przez państwo agnostycyzmu".

Konkluzje

Na kanwie tych wszystkich rozważań zastanówmy się zatem poważnie nad tym, kto
komu właściwie ogranicza wolność sumienia i wyznania. Czy tą osobą jest ktoś,
kto uzewnętrznia swoje przekonania poprzez umieszczenie krzyża na ścianie
urzędu, w którym pracuje, czy może jednak tym, kto łamie wolność sumienia i
religii drugiego człowieka, jest ten, kto żąda, w imię fałszywego mitu
neutralności, zdjęcia tego krzyża ze ściany? Czy przypadkiem to właśnie ta druga
osoba nie zachowuje się agresywnie i za pomocą fałszywych ideologii nie próbuje
wymusić na innych przestrzegania swojego światopoglądu ateistycznego czy
agnostycznego? Przecież taka postawa nie ma nic wspólnego z neutralnością i
tolerancją.
Poza tym skończmy wreszcie z mieszaniem zagadnienia autonomii państwa i
Kościołów oraz innych związków wyznaniowych (potocznie nazywanej rozdziałem
państwa i Kościoła) z kwestią obecności krzyża w życiu publicznym, który jest
przejawem faktycznej wolności religijnej, przysługującej każdemu człowiekowi. W
interesie wszystkich – wierzących i niewierzących, jest domaganie się
przestrzegania tej wolności. Powinniśmy to rozumieć zwłaszcza my, Polacy,
doświadczeni przecież brakiem tej wolności w czasach PRL.

 

Dr Przemysław Czarnek, Sławomir Zawiślak
 

Dr Przemysław Czarnek jest konstytucjonalistą, pracownikiem Katolickiego
Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.
Sławomir Zawiślak jest posłem na Sejm RP, członkiem Klubu Parlamentarnego Prawa
i Sprawiedliwości. Pracuje w sejmowej Komisji ds. Unii Europejskiej.

drukuj