Europa kłóci się z USA

Światowi liderzy zgromadzeni w Toronto w ramach szczytu państw G20
ustalili wspólny cel: powrót globalnej gospodarki do równowagi,
zabezpieczenie jej i wprowadzenie na drogę stabilnego rozwoju. Niestety,
koncepcji wyjścia z kryzysu jest niemal tyle, ilu liderów przyjechało
do Kanady. Kraje UE postulują wprowadzanie budżetowych oszczędności,
czemu przeciwne są USA, bo prezydent Barack Obama twierdzi, że bez
pomocy publicznej gospodarka światowa nie wyjdzie z kryzysu.

Jeszcze
przed rozpoczęciem szczytu pojawiły się zdecydowane różnice w podejściu
do tego problemu, zwłaszcza pomiędzy Unią Europejską a Stanami
Zjednoczonymi. Przedstawiciele Waszyngtonu i państw unijnych starali się
jednak bagatelizować te rozbieżności, podkreślając, że chodzi jedynie o
to, jak szybko przestawić gospodarki z trybu „zwalczania kryzysu” na
tryb „zaciskania pasa”. – Są to delikatne kwestie, które postaramy się
przezwyciężyć w ciągu nadchodzącego weekendu – powiedział gospodarz
obrad, kanadyjski minister finansów Jim Flaherty. Jego amerykański
odpowiednik Timothy Geithner stwierdził, że każdy z krajów musi się
zastanowić, jaka mieszanina polityczna będzie miała sens, tak by
jednocześnie zapewnić krajowi rozwój i prowadzić odpowiedzialna politykę
finansową. – Naszym zadaniem jest upewnić się, że wszyscy tutaj
jesteśmy skupieni na osiągnięciu celu, jakim jest rozwój i zaufanie,
ponieważ one są obecnie najważniejsze – mówił Geithner.
Grupa G20,
czyli klub najbogatszych i najszybciej rozwijających się gospodarek
świata, już po raz kolejny stara się zjednoczyć swoje siły, aby świat
poradził sobie z największym od dziesięcioleci kryzysem finansowym. Jak
do tej pory kraje G20 przeznaczyły wspólnie ponad 5 bln USD na
różnorodne pakiety stymulujące, pożyczki czy gwarancje bankowe mające na
celu wydobycie globalnej gospodarki z recesji. Jak zauważają eksperci,
jest jeszcze wiele do zrobienia. G20 musi przede wszystkim wypracować
międzynarodowe porozumienie na temat nowych zasad dotyczących kwestii
kapitałowych narodowych banków centralnych oraz zapewnienia, że ścisłe
regulacje finansowe w poszczególnych państwach nie przyczynią się do
wybuchu nowych problemów gospodarczych.
Takim przypadkiem jest
Grecja, której kłopoty finansowe postawiły w stan gotowości całą Europę.
Jak podkreślają zebrani na szczycie liderzy, nie wolno dopuścić do
powtórzenia „scenariusza greckiej tragedii”. Przewodniczący Komisji
Europejskiej José Manuel Barroso podkreślił, że „Europy nie stać dłużej
na to, aby pożyczać i wydawać”. W jego opinii, członkowie UE powinni
obecnie się skupić na naprawie swoich budżetów w taki sposób, aby
zapewnić Staremu Kontynentowi możliwość rozwoju. – Nie odnotujemy zmiany
w ciągu jednej nocy, ale musimy wiedzieć, że nie ma już miejsca na
dodatkowe wydatki budżetowe – stwierdził Barroso. Z takim podejściem nie
zgadzają się Stany Zjednoczone. Biały Dom chce, aby niektóre gospodarki
europejskie, np. niemiecka, nie rezygnowały zbyt szybko z rządowego
wsparcia, gdyż może to, zdaniem Amerykanów, doprowadzić do udaremnienia
wszystkich wysiłków zmierzających do uzdrowienia światowej ekonomii.
Prezydent Barack Obama, gorący zwolennik stymulowania gospodarki z
pieniędzy budżetu państwa, naciskał, aby takie kraje, jak Niemcy i
Chiny, znalazły sposób na dalsze „stymulowanie rozwoju”. – Nie każdy
kraj musi odpowiedzieć w ten sam sposób, lecz wszyscy musimy wziąć na
siebie odpowiedzialność za zrównoważenie sposobów, które pozwolą nam na
długoterminowy, stabilny rozwój gospodarczy – stwierdził Obama.
Jak
podkreślają inni przedstawiciele amerykańskiej administracji, to właśnie
rozwój będzie kluczową kwestią rozpoczynającego się szczytu G20. A
Lawrence Summers, doradca ekonomiczny Białego Domu, mówi: – To
oczywiście bardzo ważne, by mieć strategię rozwojową, lecz myślę, że
dziś zbyt łatwo redukuje się myślenie o tej strategii jako wyborze
pomiędzy cięciem deficytu budżetowego a drukowaniem pieniędzy.
Twierdzenia
Obamy, że ograniczanie wydatków budżetowych może storpedować kruchy
wzrost, odrzuca także prezes Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude
Trichet. Również kanclerz Niemiec Angela Merkel nie chce zrezygnować z
planu oszczędności budżetowych, twierdząc, że stabilny rozwój może być
zapewniony tylko przy poradzeniu sobie z deficytem i zadłużeniami. – Ja,
a także Unia Europejska będziemy bronić tej pozycji – powiedziała
Merkel.
Kwestie polityki ekonomicznej to nie jedyne sprawy mocno
dzielące uczestników szczytu. Jedności nie wykazują oni też w sprawie
reform sektora bankowego. Europejskim propozycjom o nałożeniu światowych
podatków na banki i transakcje finansowe sprzeciwiają się takie kraje,
jak Kanada, gdzie banki – pomimo kryzysu – są w dobrej kondycji.

Łukasz
Sianożęcki

drukuj