Nie znaleźli prochu na ubraniach ofiar
Jak ustalili biegli z Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii w
Warszawie, na próbkach przedmiotów należących do ofiar katastrofy
samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem nie stwierdzono obecności środków
bojowych, wybuchowych, trujących. Nie są one także źródłem
promieniowania. Tymczasem pełnomocnik rodzin ofiar katastrofy zapowiada
złożenie kilku wniosków dowodowych, m.in. w sprawie przekazania Polsce
wraku tupolewa.
Eksperci badali fragmenty ubrań pochodzących z
ciał ofiar tragedii i przedmiotów należących do nich, które w momencie
katastrofy znajdowały się na pokładzie samolotu. – Z opinii biegłych
wynika, że w analizowanych próbkach nie stwierdzono obecności bojowych
środków trujących oraz produktów ich rozkładu. W analizowanych próbkach
nie stwierdzono również obecności materiałów wybuchowych. Jak ustalili
biegli, badane próbki materiałów i przedmiotów nie są źródłem
promieniowania – poinformował Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury
Generalnej.
Rzecznik dodał, iż prowadząca śledztwo Wojskowa
Prokuratura Okręgowa w Warszawie część rzeczy należących do ofiar, które
zostały zidentyfikowane, wydała już członkom lub pełnomocnikom rodzin, a
inne przeznaczyła do dalszych badań. – Część przedmiotów, głównie
niewielkie fragmenty ubrań, Główny Inspektorat Sanitarny Wojska
Polskiego uznał za potencjalnie zakaźne odpady medyczne – powiedział
Martyniuk. Dodał, że w posiadaniu Żandarmerii Wojskowej nadal pozostają
fragmenty ubrań i inne przedmioty już zidentyfikowane przez członków
rodzin ofiar, jednak te nie wyraziły zgody na ich odebranie.
Tymczasem
mecenas Rafał Rogalski, pełnomocnik rodzin ofiar katastrofy, twierdzi,
że należy wyjaśnić, w jaki sposób zapadła decyzja o zastosowaniu takiej,
a nie innej procedury w sprawie badania przyczyn rozbicia się
prezydenckiego samolotu. I zapowiada w tej kwestii złożenie niebawem
kilku wniosków dowodowych – najpewniej w przyszłym tygodniu. Rogalski
zastrzega jednocześnie, że o ich szczegółowej treści poinformuje z
chwilą skierowania pism do prokuratury.
Na razie w prokuraturze
znalazł się jego wniosek, w którym mowa jest o przekazaniu wraku
prezydenckiego samolotu polskiej prokuraturze. Gdyby strona rosyjska
tego nie zaakceptowała, zawiera on także alternatywne żądania – o
wypożyczenie szczątków na okres 90 dni lub umożliwienie zbadania ich
przez grupę polskich ekspertów na smoleńskim lotnisku.
Rogalski
podkreśla, że wniosek ten wynika z ostrożności procesowej, ponieważ
pojawiły się niepokojące informacje dotyczące przyszłości wraku. –
Jeżeli rzeczywiście miałoby dojść do tego, że dowód w sprawie zostałby
zniszczony, to dla mnie taka sytuacja jest niedorzeczna i budząca
głębokie zdziwienie – ocenił. Podkreślił, że wrak jest własnością
Polski.
Rzecznik wojskowej prokuratury płk Zbigniew Rzepa zapewnił,
że szczątkom samolotu nic nie grozi. Są one obecnie w dyspozycji komisji
MAK. Następnie mają zostać przekazane prokuratorze rosyjskiej, która
prowadzi odrębne śledztwo w sprawie katastrofy. – Wrakiem dysponuje MAK,
następnie zbada go prokuratura rosyjska – mówił Rzepa. Dodał, że polska
prokuratura doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny materiał
dowodowy stanowią szczątki rozbitego samolotu, i będzie się starała
wykorzystać dostępne procedury, aby poddać je badaniom. – Należy tak to
rozegrać, żeby każda prokuratura mogła je zbadać – ocenił.
Zbigniew
Rzepa poinformował także, że biegli rozpoczęli już tłumaczenie 1300
stron dokumentów ze śledztwa rosyjskiego, które ostatnio trafiły do
Polski. Wśród nich znajdują się zeznania świadków, protokoły i
dokumentacja fotograficzna z oględzin miejsca katastrofy oraz protokoły z
identyfikacji ciał ofiar. Mecenas Rogalski już wcześniej podkreślał, że
ze względu na ilość tych dokumentów należy ustanowić kilku biegłych,
tak żeby długotrwałe tłumaczenie akt nie miało wpływu na spowolnienie
polskiego śledztwa. Jednak Rzepa uchylił się od odpowiedzi, ilu tłumaczy
pracuje nad otrzymanymi dokumentami. Zapewnił, że prokuratura przyjęła
optymalną procedurę. Potwierdził wcześniejsze zapowiedzi, że tłumaczenie
tych akt potrwa około miesiąca.
Zenon Baranowski
