„Naród ginie, gdy brak mu męstwa”

W niedzielę, 17 stycznia 1982 roku, Ksiądz Jerzy Popiełuszko odprawia Mszę
Świętą "za Ojczyznę i tych, którzy dla niej cierpią" w kościele
św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu.

To była piąta niedziela od tamtej pamiętnej – 13 grudnia 1981 r., kiedy
sowieccy komuniści wprowadzili w Polsce stan wojenny, gwałcąc w ten sposób
nie tylko prawo Polaków do wolności, ale nawet ustanowione przez siebie prawo
peerelowskie.
Po tym 17 stycznia w każdą ostatnią niedzielę miesiąca do kościoła św.
Stanisława ściągały setki, potem tysiące ludzi – już nie tylko z parafii,
nie tylko z Warszawy, ale z całego kraju. Dla bezpieki i dla "Goebbelsa
stanu wojennego" – jak nazwała podziemna "Solidarność"
rzecznika rządu, Jerzego Urbana – Ksiądz Jerzy stawał się z dnia na dzień
wrogiem numer 1. Przeszkadzał w pacyfikacji kraju, przeszkadzał w operacji
"studzenia emocji", czyli odbierania Polakom nadziei wzbudzonej przez
sierpniową "Solidarność".
Rozpoczynała się męczeńska droga młodego Kapłana, której pełny sens
pozostaje dla nas do dziś jeszcze w pełni nierozpoznany.
Od roku 1974 proboszczem parafii św. Stanisław Kostki był ks. Teofil Bogucki,
który miał wielkie zasługi nie tylko dla Kościoła, ale i dla Ojczyzny, o
czym zawsze będziemy pamiętać. To On odprawiał pierwsze Msze św. za Ojczyznę
w żoliborskim kościele, to on uznał, że Ksiądz Jerzy ma szczególne duchowe
przygotowanie, by to dzieło kontynuować. Tak się stało od października 1980
roku. Jednak specjalnego znaczenia Msze św. za Ojczyznę nabrały w stanie
wojennym.
Z tego znaczenia najlepiej zdawała sobie sprawę bezpieka. W nocy z 13 na 14
grudnia 1982 r. "nieznani sprawcy" wrzucają do mieszkania Księdza
Jerzego materiał wybuchowy. To była pierwsza próba zamordowania Kapłana. Od
tego czasu jest On nieustannie nękany i inwigilowany przez SB i jej pomocników
z milicji. Wrogość do Księdza wśród pretorianów władzy narasta, tak jak
rośnie miłość do Niego wśród tych, którzy mogą Go słuchać.

Nauka o prawdzie
O czym mówi Ksiądz Jerzy w swoich homiliach? Podkreślmy to mocno: w
klasycznych homiliach, zanurzonych w Ewangelii, a nie w kazaniach czy
"przemówieniach", jak mówią Jego wrogowie. Myśl Księdza Jerzego
zawsze bowiem wywodzi się z nauki Chrystusowej, a nie z bieżącej sytuacji
politycznej.
Z perspektywy lat wydaje się, że największą złość komunistów wywoływało
szczególne traktowanie przez Księdza Jerzego pojęcia prawdy. Oni sami żyli
od lat w nieprawdzie, którą tłumaczyli sobie jakimiś specjalnymi potrzebami
wynikającymi z "położenia", "sojuszy" etc. To wszystko
miało usprawiedliwiać kłamstwo. A Ksiądz Jerzy przypominał, że musi być
"tak za tak – nie za nie", bo inaczej służymy złu. To wszystko, co
jest dekoracją zasłaniającą prawdę, jest samym złem. Trzeba nazywać dobro
dobrem, zło złem, kłamstwo kłamstwem, a prawdę prawdą. Prawda wyrasta z
Dobrej Nowiny Chrystusa, a nie z politycznych kalkulacji. Prawda jest źródłem
wiary, nadziei i miłości. I do tego druga ewangeliczna myśl tak dobitnie
wielokrotnie wynoszona przez Jana Pawła II: "Zło dobrem zwyciężaj!".
Bo Ksiądz Jerzy był wtedy najlepszym, najwierniejszym uczniem Sługi Bożego –
nigdy co do tego nie mogło być wątpliwości. Tak samo jak do tego, że Jego
najwierniejszym uczniem był młodszy brat w kapłaństwie, ks. Stanisław
Suchowolec, który poszedł tą samą męczeńską drogą.

"Ojców naszych śpiew"
Podczas Mszy św. 30 maja 1982 r. Ksiądz Jerzy zwracał się do Matki Bożej słowami
słynnego hymnu Juliusza Słowackiego napisanego w czasie Powstania
Listopadowego: "Bogarodzico, Dziewico! Słuchaj nas, Matko Boga!".
Chciałoby się dodać następne słowa z tego hymnu: "To ojców naszych śpiew!
Wolności błyszczy zorza"… Rozważania Księdza Jerzego zawsze były
zanurzone w polskiej historii. Chyba jak mało kto rozumiał On sens starej
rzymskiej sentencji o historii, która jest lux veritatis – światłem prawdy.
Może to jedna z tajemnic tego fenomenu – tego, że tak bardzo Go słuchano?
Czas był podły, a w podłych czasach Polacy zawsze słuchali "śpiewu ojców",
by z niego czerpać siłę i mądrość. "Ty stałaś pod krzyżem i tak
bardzo cierpiałaś, gdy Twój Syn, Jezus Chrystus, umierał na krzyżu. Tam,
pod krzyżem, Chrystus uczynił Cię naszą Matką, a nas Twoimi dziećmi. Jesteś
więc naszą Matką" – mówił dalej Ksiądz Jerzy, nawiązując
jednoznacznie do ślubów Jana Kazimierza i do tytułu Matki Boskiej Królowej
Korony Polskiej, nadanego Jej przez Sejm odrodzonej w roku 1918
Rzeczypospolitej. A potem przychodziła refleksja współczesna, której tak
bardzo bali się jego wrogowie: "Szczególnie na nowo wypadło cierpieć
Twoim dzieciom w miesiącu Tobie poświęconym, w maju. Najbardziej uwidoczniła
się nienawiść tych, którzy nie wiedzą, co czynią (por. Łk 23, 34), tych,
którzy czynią krzywdę i spustoszenie moralne w naszej Ojczyźnie –
najbardziej ich nienawiść uwidoczniła się w dniu Twojego święta jako Królowej
Polski, w dniu 3 maja".

"Proces nad Chrystusem trwa"
26 września 1982 r. tłumaczył Ksiądz Jerzy sens naszych ówczesnych cierpień
i załamań: "Nasze cierpienia, nasze krzyże możemy ciągle łączyć z
Chrystusem, bo proces nad Chrystusem trwa. Trwa proces nad Chrystusem w Jego
braciach. Bo aktorzy dramatu i procesu Chrystusa żyją nadal. Zmieniły się
tylko ich nazwiska i twarze, zmieniły się daty i miejsca ich urodzin. Zmieniają
się metody, ale sam proces nad Chrystusem trwa. Uczestniczą w nim ci wszyscy,
którzy zadają ból i cierpienie braciom swoim, ci, którzy walczą z tym, za
co Chrystus umierał na krzyżu. Uczestniczą w nim ci wszyscy, którzy usiłują
budować na kłamstwie, fałszu i półprawdach, którzy poniżają godność
ludzką, godność dziecka Bożego, którzy zabierają współrodakom wartość
tak bardzo szanowaną przez samego Boga, zabierają i ograniczają wolność".
Po takich słowach, głęboko poruszeni, wracaliśmy do domów umocnieni w
wierze i nadziei.

Prawda raz jeszcze
31 października 1982 r. przypominał nam raz jeszcze: "Aby pozostać człowiekiem
wolnym duchowo, trzeba żyć w prawdzie. Życie w prawdzie to dawanie świadectwa
na zewnątrz, to przyznawanie się do niej i upominanie się o nią w każdej
sytuacji. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną
decyzją, taką czy inną ustawą. Na tym polega w zasadzie nasza niewola, że
poddajemy się panowaniu kłamstwa, że go nie demaskujemy i nie protestujemy
przeciw niemu na co dzień. Nie prostujemy go, milczymy lub udajemy, że w nie
wierzymy. Żyjemy wtedy w zakłamaniu. Odważne świadczenie prawdy jest drogą
prowadzącą bezpośrednio do wolności. Człowiek, który daje świadectwo
prawdzie, jest człowiekiem wolnym nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia,
nawet w obozie czy w więzieniu. Gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji
wkroczyła na drogę prawdy, gdyby ta większość nie zapominała, co było dla
niej prawdą jeszcze przed niespełna rokiem, stalibyśmy się narodem wolnym
duchowo już teraz!".

Sami się zniewalamy
27 maja 1984 r. – w roku swojej śmierci – Ksiądz Jerzy tłumaczył nam, na
czym polega wewnętrzne zniewolenie, groźniejsze od tego zewnętrznego. Chyba
żadna z Jego nauk nie jest tak aktualna i ponadczasowa jak właśnie ta:
"Sami jesteśmy winni naszemu zniewoleniu, gdy ze strachu albo dla
wygodnictwa akceptujemy zło, a nawet głosujemy na mechanizm jego działania.
Jeśli z wygodnictwa czy lęku poprzemy mechanizm działania zła, nie mamy
wtedy prawa tego zła piętnować, bo my sami stajemy się jego twórcami i
pomagamy je zalegalizować. Egzamin z męstwa zdali robotnicy w sierpniu 1980
r., a wielu z nich zdaje go nadal. Okazali męstwo uczniowie szkoły w Miętnem,
którzy stanęli w obronie krzyża Chrystusowego. Egzamin z męstwa zdali w
ostatnim czasie nasi więzieni bracia, którzy nie wybrali wolności za cenę
zdrady swoich i naszych ideałów (…). Naród ginie, gdy brak mu męstwa, gdy
oszukuje siebie, mówiąc, że jest dobrze, gdy jest źle, gdy zadowala się
tylko półprawdami".

Piotr Szubarczyk, IPN Gdańsk

 

***************

W rozważaniach o naukach Księdza Jerzego podczas historycznych Mszy św. za
Ojczyznę nie potrafię i nie śmiem już nic więcej dodawać po tych słowach.
Bo to nie przeszłość, nie historia. On mówi to przecież do nas, ludzi roku
2010.

drukuj