Granic pluralizmu nie wyznaczają Lis z Żakowskim

Po burzliwej debacie Senat głosami Platformy Obywatelskiej odrzucił w ubiegły
piątek, 28 maja, sprawozdanie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji za rok 2009.
To pierwszy krok do przejęcia tej instytucji przez obecnie rządzące
ugrupowanie.

Na przyszły tydzień zapowiedziano odrzucenie sprawozdania przez Sejm. A pełniący
obowiązki głowy państwa Bronisław Komorowski już ogłosił, że przyłączy
się do decyzji o skróceniu kadencji KRRiT. W ten sposób, zgodnie z ustawą,
po czternastu dniach, w trakcie wyborów prezydenckich, przestanie istnieć
KRRiT w obecnym składzie. W ubiegłych latach ugrupowania polityczne nie mogły
rozwiązać Rady, ponieważ prezydent Lech Kaczyński sprawozdanie przyjmował.

Rządy jednej partii
Trudno o bardziej spektakularny dowód na dążenie Platformy i samego kandydata
Komorowskiego do podporządkowania sobie wszystkich najważniejszych organów państwa.
W zeszłym roku sprawozdanie rozpatrzone zostało ostatecznie we wrześniu.
Teraz nastąpiło nadzwyczajne przyspieszenie i mobilizacja polityczna.
Spośród pięcioosobowego składu, który wzbudził taką agresję polityczną
PO, trzej członkowie KRRiT zostali wybrani na początku 2006 roku w Sejmie i
Senacie poprzedniej kadencji, a dwoje (w tym pisząca te słowa) mianowani przez
Lecha Kaczyńskiego jesienią 2007 roku. Kadencja miała trwać do roku 2012. W
każdym przypadku kadencyjność ma służyć uniezależnieniu instytucji od bieżącej
walki politycznej. Także dlatego skrócenie kadencji obwarowane zostało
koniecznością zgodnego działania trzech organów władzy państwowej. Kto mógł
przypuszczać, że znajdzie się ugrupowanie, które nie cofnie się przed
wykorzystaniem tragedii narodowej do wyeliminowania pozostałości po
poprzednikach w takim trybie?
W wyniku podjętych działań to Bronisław Komorowski w trakcie kampanii
prezydenckiej, przed rozstrzygnięciem wyborów, wyznaczy do Rady dwóch swoich
przedstawicieli, a parlament skieruje tam osoby popierane przez Platformę. Nie
jest istotne, czy w Sejmie do uzyskania większości potrzebne będzie poparcie
PSL i czy ludowcy uzyskają coś w zamian. W KRRiT decyzje podejmuje się większością
czterech na pięć głosów, więc tak czy owak głównym decydującym będzie
PO.
Oczywiście, dopóki nie zapadną przyszłotygodniowe decyzje, wiele jeszcze może
się wydarzyć. Może wreszcie zacznie się poważna i partnerska rozmowa o
dobru wspólnym, jakim jest równy dostęp Polaków do mediów. Dotychczasowe
postępowanie i wypowiedzi działaczy PO nie wskazują jednak na porzucenie
przez nich polityki monopolizowania wszystkich instytucji.

Prawdziwe problemy – nierozwiązane
Decyzje o odrzuceniu sprawozdania Krajowej Rady nie mają nic wspólnego z jego
treścią. Posłów i senatorów PO ani Bronisława Komorowskiego nie interesują
najważniejsze problemy radiofonii i telewizji w Polsce. Dowodem jest
przyzwolenie na upadek finansowy TVP i Polskiego Radia, skazanie ich na
rozpaczliwe szukanie pieniędzy na rynku reklamowym, upadek realizacji misji, zwłaszcza
w zakresie nowych produkcji. Nawoływanie do niepłacenia abonamentu przez
polityków PO spowodowało spadek finansowania polskich mediów publicznych do
poziomu najniższego w Europie, co zagraża naszej suwerenności audiowizualnej.
Rządząca partia wykazuje się także wyjątkową nieudolnością w
przeprowadzaniu w Polsce procesu cyfryzacji telewizji. A to oznacza odcięcie
znacznej grupy polskich obywateli w perspektywie 2-3 lat od możliwości bezpłatnego
odbioru sygnału telewizyjnego. Około półtora miliona gospodarstw domowych
nie będzie mogło sprostać samodzielnie przystosowaniu się do nowej sytuacji.
Brak kampanii informacyjnej powoduje, że wiele zdezorientowanych osób płaci
niepotrzebny haracz tym, którzy żerują na ich niewiedzy. Mnóstwo osób kupiło
telewizory z niewłaściwym dekoderem MPEG-2, a na rynku pojawia się duża
liczba sprzedawców urządzeń technicznych, którzy przekonują, że są one
niezbędne do cyfryzacji. Zyskują platformy satelitarne i nadawcy komercyjni.
To, co miało być bezpłatne, dla wielu, w ich świadomości, staje się dostępne
po zapłaceniu prywatnej firmie za pakiet kablowy lub satelitarny.
Jakoś cicho także o problemach związanych z wprowadzeniem do polskiego prawa
nowej dyrektywy Unii Europejskiej o audiowizualnych usługach medialnych, która
m.in. ma objąć odpowiednim nadzorem dotyczącym ochrony małoletnich nowe usługi,
takie, jak telewizja internetowa czy wideo na żądanie. Polsce grożą poważne
kary finansowe za to, że mimo upływu dwóch lat na implementację dyrektywy,
już o pół roku przekroczyła ostateczny termin wprowadzenia ustawy w życie.
Projekt przepisu jeszcze w rządzie Donalda Tuska nie powstał.
Prawdziwym problemem, o którym nie mówi się przy okazji dyskusji nad
sprawozdaniem, jest także poziom świadomości społecznej w dziedzinie mediów
i słabość polskiego społeczeństwa, zwłaszcza jego uboższych ekonomicznie
grup, w zagospodarowaniu przestrzeni debaty w mediach elektronicznych. Tak zwana
edukacja medialna, przygotowująca Polaków do wykorzystania mediów XXI wieku i
obrony przed manipulacją, ciągle nie może doczekać się właściwego
wsparcia instytucji państwa polskiego. Działania KRRiT w tym zakresie spotkały
się z całkowitą obojętnością rządu. A problemy w równym dostępie do
kultury i udziału w życiu publicznym wszystkich grup społecznych są
dodatkowo potęgowane przez osłabianie ekonomiczne mediów publicznych.

Nieprawdziwe zarzuty wobec TVP
Głównym argumentem agresywnych wobec KRRiT polityków PO jest sytuacja w TVP.
Żądają oni wyeliminowania z oferty programów Jana Pospieszalskiego, Bronisława
Wildsteina, nie chcą, by Jacek Karnowski był szefem "Wiadomości".
Warto zatem przypomnieć, że ustawa o radiofonii i telewizji w słynnym
artykule 21. mówi, że: "Publiczna radiofonia i telewizja realizuje misję
publiczną, oferując, na zasadach określonych w ustawie, całemu społeczeństwu
i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w
zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące
się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz
innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu".
Czy zatem pluralizm ma polegać na tym, że spektrum poglądów prezentowanych w
mediach publicznych będzie różnica między Jackiem Żakowskim a Tomaszem
Lisem (notabene mającym swoje programy w TVP)? Czy kilkadziesiąt procent Polaków
(ile dokładnie, pokażą wybory) ma być pozbawionych dostępu do prezentowania
swych poglądów na antenie publicznych mediów? Czy na tym ma polegać równość
szans, dostęp do informacji i wolność słowa w wolnym kraju? Czy TVP po wiek
wieków ma być całkowitą własnością jednej tylko grupy
towarzysko-politycznej? I wara każdemu, kto nie należy do "salonu"?
Celem zobrazowania poziomu demagogii w dyskusji o rzekomym obecnym
upolitycznieniu mediów publicznych i rzekomym władaniu nimi przez PiS i SLD
przytoczę najnowsze dane z raportu obecności w polskiej telewizji wystąpień
przedstawicieli poszczególnych ugrupowań w kwietniu 2010 roku. Przedstawione
liczby to czas łącznych wypowiedzi zarówno w programach publicystycznych, jak
i informacyjnych.
TVP 1:
PO – 2 godz. 53 min,
PiS – 2 godz. 30 min,
SLD – 1 godz. 14 min,
PSL – 23 min.

TVP 2:
PO – 2 godz. 22 min,
PiS – 4 godz. 39 min,
SLD – 2 godz. 23 min,
PSL – 13 min.

TVP INFO:
PO – 10 godz. 46 min,
PiS – 5 godz. 52 min,
SLD – 6 godz. 46 min,
PSL – 1 godz. 54 min.
Dane z innych miesięcy są dostępne na stronie: www.krrit.gov.pl/bip/Kontrolanadawców.

Prawda jest więc taka, że PO nie chce pozwolić nawet na obecne minimum
pluralizmu. Chce wziąć TVP głodem, odcinając możliwości jej finansowania.
Co na to nadawcy komercyjni?
Pozbycie się KRRiT w obecnym składzie to także istotna zmiana dla całego
rynku radiowo-telewizyjnego. Rada była w ostatnich latach niezwykle mocno
atakowana przez "Gazetę Wyborczą". Jednak w wielu wypowiedziach, zwłaszcza
nieoficjalnych, przedstawiciele większości pozostałych nadawców komercyjnych
pozytywnie wypowiadali się o ważnych dla nich decyzjach podejmowanych przez
KRRiT. Warto przypomnieć, że rocznie przedmiotem uchwał Rady jest blisko sześćset
spraw. Rada rozstrzyga liczne postępowania koncesyjne, tylko w ubiegłym roku
przewodniczący Witold Kołodziejski opublikował 29 ogłoszeń o możliwości
uzyskania koncesji. Udzielono lub rozszerzono blisko 50 koncesji radiowych i
satelitarnych, a 22 stacje uzyskały możliwość nadawania na okres kolejnych
dziesięciu lat. Odbyło się dziesięć ważnych spotkań z nadawcami, dzięki
którym wyjaśnione i uporządkowane zostały liczne sprawy usprawniające
funkcjonowanie koncesji. Wobec bezczynności rządu w procesie cyfryzacji, KRRiT
w porozumieniu z Urzędem Komunikacji Elektronicznej mozolnie usiłowała
przeprowadzić ten proces przy pomocy aktualnych, niezwykle skomplikowanych i
niespójnych przepisów. Udało się znaleźć formułę prawną, dzięki której
multipleksy cyfrowe mogą rozpocząć funkcjonowanie jeszcze w tym roku, jeśli
rząd nie zablokuje tego procesu. KRRiT w czasie tej kadencji obejmowała szczególną
troską nadawców niezależnych i lokalnych, uznając za kwestię ważną ochronę
pluralizmu mediów. Na poparcie mogły też liczyć takie projekty, jak RMF
Classic oferujące muzykę klasyczną i filmową. Radio Zet uzyskało możliwość
przekształcenia całego pakietu swych koncesji w ambitniejszy muzycznie i
programowo projekt o nazwie Chilli Zet. Życzliwie traktowane były rozgłośnie
akademickie. Uproszczono postępowanie o uzyskanie nowych koncesji. Wszyscy
nadawcy, bez względu na swą siłę komercyjną i zabarwienie ideowe, mogli
liczyć na rzeczowe i rzetelne rozpatrzenie swych wniosków.

Głos widzów i słuchaczy
Podstawowym wyznacznikiem podejmowanych przez KRRiT działań było i jest
przede wszystkim dobro odbiorców. To dlatego pierwsze pytanie przy rozstrzygnięciach
koncesyjnych, jakie stawialiśmy, brzmiało: "A co teraz mają tam do
dyspozycji słuchacze i widzowie?". To dlatego, mimo że parlament zabrał
nam aż trzydzieści procent bardzo już ubogiego budżetu, kładliśmy szczególny
nacisk na dokładną kontrolę programów telewizyjnych i radiowych pod względem
ochrony dzieci i młodzieży. Rocznie kontrolowane było pod tym względem około
700 godzin emisji programu. Realizację innych zapisów koncesji radiowych i
telewizyjnych sprawdzaliśmy w blisko 7000 godzin emisji programu radiowego i
telewizyjnego. Kontrolą reklamy w stacjach radiowych i telewizyjnych tylko w
roku ubiegłym objętych zostało 25 programów radiofonii publicznej, 84
programy telewizji kablowej, blisko 250 prywatnych programów radiowych. W około
sześćdziesięciu przypadkach podejmowane były działania interwencyjne z
karami włącznie. Domagaliśmy się także, z dobrym skutkiem, realizacji przez
stacje radiowe i telewizyjne przepisów ustawy o włączaniu do programu
piosenki polskiej oraz polskich produkcji telewizyjnych.
Wszystkim krytykom Krajowej Rady warto też przypomnieć, że odrzucane jest
sprawozdanie, z którego wynika, iż KRRiT pozyskała w ubiegłym roku do budżetu
państwa dochody niemal dwukrotnie większe niż poniesione wydatki.
Na koniec trzeba oczywiście wspomnieć o niebezpieczeństwie, z jakim wiąże
się zmiana składu KRRiT w stosunku do nadawcy społecznego, jakim jest Radio
Maryja. Obecna Rada wolna była od nienawiści i uprzedzeń wobec tego ważnego
dla pluralizmu mediów nadawcy. Czy wymiana składu KRRiT na kolejne 6 lat nie
spowoduje, że obiektywna ocena zastąpiona zostanie podejściem sugerowanym
przez wiele środowisk, które wolałyby, aby toruńska rozgłośnia nie miała
prawa istnienia?
Nie mam wątpliwości: nastał czas, w którym waży się przyszłość wolności
mediów w Polsce. Jak będzie ta wolność wyglądać, zależy od postawy Polaków
wobec podejmowanych właśnie agresywnych decyzji politycznych. Katastrofa smoleńska
uświadomiła wielu z nas także i to, jakie znaczenie mają media.

Barbara Bubula



Autorka jest od 2007 roku członkiem KRRiT desygnowanym przez śp. prezydenta
Lecha Kaczyńskiego.

drukuj