Socrealizm dla dorosłych i dla dzieci
W końcu lat czterdziestych, po rozbiciu niepodległościowego podziemia, po
stworzeniu podstaw systemu komunistycznego w Polsce, po stopniowej likwidacji
własności prywatnej, po nacjonalizacji przemysłu, po "bitwie o handel" i niezbyt
udanej "bitwie o rolnictwo", przyszła pora na "bitwę o umysły i dusze",
kształtowanie "nowego człowieka" w duchu nowego systemu.
"Bitwa o kulturę" rozpoczęła się oczywiście wcześniej. Prezydent Bolesław Bierut
wskazywał drogę już w 1947 r. w przemówieniu na otwarcie rozgłośni Polskiego
Radia we Wrocławiu. Przekonywał tam w charakterystycznym dla późniejszej
propagandy stylu, że intelektualiści i artyści byli dotąd "oddzieleni
nieprzebytym murem od szerokich mas narodu, tworzących w pocie czoła materialne
podstawy ich wiedzy, kultury i sztuki, [a dziś] obowiązkiem twórcy,
kształtującego duchową dziedzinę życia narodu, jest wczuć się w tętno pracy mas
ludowych, w ich tęsknotę i potrzeby, z ich wzruszeń i przeżyć czerpać
natchnienie twórcze do własnego wysiłku, którego celem głównym i podstawowym
winno być podniesienie i uszlachetnienie poziomu życia tych mas".
Wkrótce pojawiły się również pierwsze krytyczne sygnały wobec środowisk
intelektualnych. Na plenum KC PPR w połowie 1948 r., gdy usunięto Władysława
Gomułkę ze stanowiska sekretarza za "odchylenie narodowosocjalistyczne", w
rezolucji zarzucono pismu "Kuźnica" "długotrwałe tolerowanie zamętu
ideologicznego wśród inteligencji partyjnej i niewypracowanie właściwych metod
pracy wśród inteligencji, zaniedbanie marksistowskiego oświetlenia zagadnień
literatury, sztuki, nauki".
Zaraz po zjednoczeniowym zjeździe PPR – PPS i powstaniu PZPR odbyły się zjazdy
wszystkich środowisk twórczych. (Maria Dąbrowska zanotowała w swym "Dzienniku"
dowcip krążący wtedy po Warszawie: dlaczego tej zimy było tak ślisko? Bo zlały
się PPR z PPS). Na Zjeździe Pisarzy w Szczecinie na początku 1949 r.
proklamowano program socrealizmu obowiązujący dla całej literatury i
piśmiennictwa. Najpierw były to ogólnikowe i mgliste hasła, według których
polska literatura i sztuka powinny stać się socjalistyczne, kierować się
zasadami realizmu socjalistycznego i realizować zadania zlecone przez partię.
Wkrótce jednak program socrealizmu został rozbudowany i obejmował kilka
konkretnych zadań. Przede wszystkim polegał na stopniowym przeszczepianiu na
grunt polski sowieckich wzorców organizacyjnych, zasad propagandy i powszechnej
polityzacji kultury, nawet w konkretnych zestawach haseł, sloganów i schematów
językowych. Miał temu towarzyszyć bałwochwalczy kult Związku Sowieckiego i jego
rzeczywistych bądź wyimaginowanych osiągnięć. Kultura stała się jednym z
czynników sowietyzacji polskiego społeczeństwa.
Po uchwaleniu Planu Sześcioletniego w 1950 r. władze komunistyczne zaczęły
traktować kulturę, a literaturę w szczególności, jako propagandowe wsparcie
Planu i narzuciły jej tematykę związaną ściśle z wykonywaniem zadań
gospodarczych. W ten sposób powstała tzw. literatura produkcyjna. Wreszcie
piśmiennictwo socrealizmu miało spełniać funkcje czysto ideologiczne i
instrumentalne w walce politycznej, w piętnowaniu przeciwników politycznych,
rozmaitych "wrogów ludu", działaczy podziemia antykomunistycznego, "zwolenników
burżuazji i sanacji"; literatura miała tworzyć wokół nich atmosferę wrogości i
zagrożenia. W czasie zimnej wojny miała mobilizować społeczeństwo przeciw
Zachodowi, ale też budzić podejrzenia wobec postaw nie tylko opozycyjnych, ale i
zbyt neutralnych wobec wprowadzanego systemu.
Wcześniejsze programy socjalistyczne, jakie jeszcze w PPR formułowali Władysław
Bieńkowski i Stefan Żółkiewski – upowszechnianie kultury, oświata, tworzenie
placówek kulturalnych i ośrodków samokształcenia, amatorski ruch artystyczny –
zostały odsunięte w cień przez dogmatyczny i biurokratycznie sterowany program
socrealizmu. Przestał on być programem tworzenia i propagowania kultury, a
zaczął należeć do systemu władzy, stał się propagandowym instrumentem
zaszczepiania totalitarnego systemu komunistycznego w Polsce. Analogiczny do
niemieckiego Kulturkampfu był jednym z czynników sowietyzacji polskiego
społeczeństwa.
Socrealizm wasz i nasz
W artykule "Kanon literacki i pamięć zbiorowa" z 1996 r. Jan Prokop, badacz
współczesnej literatury, stawiał pytanie: "W jakiej mierze dzieła tego okresu,
zwłaszcza lat 1945-1955, należą do literatury ojczystej, a w jakiej są napisane
na zlecenie obcego dyspozytora polskojęzycznymi tekstami wielonarodowej (…)
literatury sowieckiego imperium od Łaby po Sachalin? Należy tedy studiować je
jako przykłady z zewnątrz sterowanych działań pisarskich adresowanych do
czytelnika nad Wisłą? Nie głos literatury, ale dokument literatury obcej w
PRL-owskiej wersji językowej, czasem zresztą literacko interesujący?". Pytania
sugerują odpowiedź twierdzącą, ale sytuacja całej literatury socrealistycznej w
Polsce wydaje się bardziej skomplikowana.
Rzeczywiście można poszukiwać początków socrealizmu jeszcze w czasie wojny w
literaturze, czy raczej publicystyce literackiej powstającej na terenach
okupacji sowieckiej. We Lwowie już na początku 1940 r. wokół czasopism "Czerwony
Sztandar" i "Nowe Widnokręgi" została zorganizowana ścisła grupa literatów,
której przedstawiciele staną się później głównymi propagandystami Polski
Ludowej. Prócz politycznych założycieli z sowieckiego nadania – Wandy
Wasilewskiej i Jerzego Borejszy – znaleźli się tu tak znani później pisarze,
jak: Julian Stryjkowski, Stanisław Jerzy Lec, Adam Ważyk, Mieczysław Jastrun,
Jerzy Putrament, Jan Kott, Aleksander Wat. To właśnie Wat w artykule programowym
określił tę grupę jako "polskich pisarzy sowieckich".
Już na początku 1940 r. Stanisław Jerzy Lec w "Wierszu noworocznym" tak
wspominał wrzesień 1939 r.:
"Gdy padła granica, padły więzień/ bramy/ W ten dzień wyzwolenia,/ Siedemnasty
września./ Patrz – wolna ziemia jednej/ Szóstej świata/ dymi kominami, szumi
falą/ zbóż (…)".
Leopold Lewin wykrzykiwał w zachwycie: "Ojczyzno mojej wiary,/ Kraino
radziecka!", a Elżbieta Szemplińska, jeden z głównych wtedy ideologów "polskich
pisarzy sowieckich", odpowiadała na niepokorne wówczas wiersze Władysława
Broniewskiego utworem "Prawdziwa ojczyzna":
"My/ Pełni wściekłości i rozpaczy,/ Myśmy myśleli:/ W naszej prawdziwej
ojczyźnie -/ Inaczej/ – w ojczyźnie/ – gdzie sierp i młot./ – Jak teraz mamy
płakać po/ Warszawie?/ Jak żałować kawiarń, kościołów,/ zamku? /kiedy dla nas
/tamta Polska /to Polska burżujów i drani, /oficerów, obszarników, /policjantów,
/kiedy dla nas Warszawa, /to stolica krzywdy,/ stolica terroru,/ stolica
bezprawia".
Po wojnie, gdy "ojczyzna radziecka" objęła także Polskę, "polscy pisarze
sowieccy" mieli tym większy powód do dumy i radości. Więcej, wyrażali swój
zachwyt graniczący z euforią. Niedoścignionym wzorcem pozostawała jednak nadal
"ojczyzna sowiecka":
"Jest szeroka kraina, gdzie wiatry północy/ są jak mknące po stepie rozwierzgane
konie, (…). Tam Newa srebrnołuska, tam Jenisiej płynie./ Ale posłuszne woli
prostego człowieka/ Te wiatry i te rzeki są podobne glinie, które człowiek ulepi
według swoich pragnień:/ rzeki skieruje wyżej, wiatry niżej nagnie (W. Słobodnik,
Komuna nie zginęła, 1952).
Niezliczone utwory doświadczonych już w nowych realiach mistrzów i ich uczniów,
często przerastających ich w gorliwości, układają się w wielką pieśń pochwalną o
budowie nowego świata:
"Woda w piachy się wdziera/ i Stalinowska Era/ wiek zmienia Amu-Darii. / Młode
błysną tu wody,/ żyzne staną się piachy,/ wkrótce stare narody/ wejdą w wonne
ogrody, wiatr przywieje zapachy (…)".
Trwa wielka budowa wszystkiego od nowa: domów, ludzi, ich świata:
"W naszych rękach pióro i łom,/ marzenia ciężar zawieszony u powiek/ z żelaza i
pieśni budujemy dom,/ by zamieszkał w nim człowiek" (A. Słucki, Chorągiew
światła, 1951).
"Na zgliszczach,/ na gruzów grudzie,/ budujemy wiosnę i miłość,/ budujemy domy i
ludzi" (A. Mandalian, Śpiewam pieśń o walce klasowej, 1951).
Budową kieruje partia. Czym kieruje się partia? Sercem. Czym jest serce partii:
"Jest źródłem czystym i podziemnym/ strumieniem i szerokim ujściem/ huczącym w
morze, i bezsennym/ krążeniem myśli, życiem klasy, ufnością klasy, pięknem
upartym -/ oto czym jest serce Partii" (T. Kubiak, Pieśń więźnia, w: Serce
Partii, 1951).
Kto jest sercem Partii? Lenin i Stalin. Poeci wzięli udział w budowie panteonu
nowej religii, tworzyli jej hagiografię. Wisława Szymborska opiewała w wierszu
"Lenin" ojca nie tylko rewolucji:
"grób w którym leży ten/ nowego człowieczeństwa Adam/ wieńczony będzie kwiatami/
z nieznanych dziś jeszcze planet".
Nadludzką już wielkość Stalina próbował ogarnąć Adam Ważyk:
"Mądrość Stalina/ rzeka szeroka/ w ciężkich turbinach/ przetacza wody, /płynąc
wysiewa/ pszenicę w tundrach, zalesia stepy, stawia ogrody. (…) Ty ich
opływasz (różne ludy),/ rzeko rozumna,/ ty wiejesz zdrowiem,/ wiatrem urody;/
przebijasz góry,/ rzeko podskórna, łączysz narody" (Rzeka, 1950).
Niezliczone są dowody tego, jak sowiecki wzór propagandowy został w Polsce
przyswojony przez poważną część ówczesnej elity intelektualnej. Ale ten wzorzec,
powielany monotonnie, natrętnie, nachalnie – wyczerpywał się. Były zresztą nowe
zadania. Wysyłano pisarzy do zakładów pracy, do hut i na place budowy, na wieś i
do zakładanych właśnie spółdzielni produkcyjnych, gdzie mieli bezpośrednio
wpływać na wysokość plonów z hektara, większy wytop surówki, coraz wyższe normy
budowlane, postępy stachanowskich górników. Pisarze też wykonywali 200 proc.
swojej normy. Znane są plony ich agitacji produkcyjnych. Trudno wyliczać te
niekończące się litanie podobnych tytułów. Po rozmaitych bałwochwalczych
strofach o Stalinie, wierszach o Bolesławie Bierucie, poematach o generale
Świerczewskim i "Wiecznych płomieniach" ("Wybór wierszy radzieckich i polskich o
Feliksie Dzierżyńskim", 1952) następują takie utwory, jak: "Traktory zdobędą
wiosnę", "Numer 16 produkuje", "Przy budowie", "Węgiel", "Jesteśmy z Nowej
Huty", "Listy z MDM", "Mirków ruszył", i dziesiątki innych, których nie warto
już wyliczać, podobnie jak ich autorów.
Donos na stonkę
Ta strona polskiego socrealizmu jest aż nadto znana. Mniej znana jest jego, by
tak rzec, skłonność pedagogiczna, obliczona na dalszą przyszłość. System
totalitarny, którego socrealizm miał być propagandowym instrumentem, starał się
zapanować nad całą rzeczywistością, miał, jak wiadomo, ukształtować "nowego
człowieka". Nie mógł pominąć najmłodszych pokoleń, musiał trafiać do dzieci i
młodzieży. W 1951 r. odbyło się plenum Związku Literatów Polskich w sprawie
literatury dla dzieci i młodzieży zakończone takimi m.in. wnioskami: "W każdym
zetknięciu z dziećmi (…) naczelnym zadaniem pisarza Polski Ludowej jest
wychowanie dziecka w miłości ojczyzny socjalistycznej, miłości pokoju, w
entuzjazmie dla romantyki budownictwa socjalistycznego. (…) W osiągnięciu tych
celów dopomoże nam zapoznanie się z literaturą Związku Radzieckiego, której
wysoki poziom ideologiczny i artystyczny powinien być dla nas wzorem". Jak ten
wzór wcielano w życie? Nawet tutaj panowała polityka pedagogiczna taka, jak
wszędzie. Zbigniew Jarosiński w książce "Nadwiślański socrealizm" prześledził
charakterystyczną "ewolucję światopoglądową" w piśmie dla dzieci "Płomyczek": "W
1947 roku 'Płomyczek’ obchodził Boże Narodzenie, pisząc o prezentach od św.
Mikołaja i zamieszczając wiersz Ewy Szelburg-Zarembiny o Dzieciątku w żłobie,
obchodził też Wielkanoc. W 1948 roku na Boże Narodzenie zamieszczono opowiadanie
o Wigilii obchodzonej w I Dywizji (z zupełnie świecką kolędą), w 1950 –
opowiadanie o radości, jaką sprawiło wigilijne drzewko dzieciom leżącym w
szpitalu. Tak więc o Wigilii pamiętano, ale była w coraz mniejszym stopniu
świętem religijnym i rodzinnym. W 1951 roku 'Płomyczek’ pominął milczeniem Boże
Narodzenie, była w nim za to przedstawiona noworoczna 'choinka w naszej
świetlicy’ – szkolnej, ale jeszcze bez Dziadka Mroza, który pojawi się, bardzo
spóźniony, dopiero w 1954 roku (zresztą tylko w wierszyku o panu Zdzichu
przebierającym się za Dziadka Mroza)".
Twórczość dla dzieci stała się wiernym odbiciem socrealistycznych planów i
programów. W kilku rocznikach tegoż "Płomyczka" znajduje się cała antologia
przykładów na to. Przykładów na każdy temat. Na temat "Gdy dorosnę" wiersz z
okazji Dnia Kobiet, przeznaczony dla matki, która jest nauczycielką-przodownicą:
"Gdy dorosnę, jak ty będę pierwsza/ w każdej pracy, przyrzekam to sobie./ A
dziś? Wiem już: nauczę się wiersza/ i starannie zadanie odrobię" (H. Bechler,
Moja mama, 1951/1952).
Na obowiązkowe święto 1 Maja także Jan Brzechwa napisał wiersz:
"Ludzie szlachetni we wszystkich krajach/ walczą o pokój, nie szczędząc sił./
Dzień rozśpiewany Pierwszego Maja/ niech do tej walki zapał podwaja/ i swoją
czerwień wlewa do żył".
W literaturze dziecięcej panował ten sam co w literaturze produkcyjnej zachwyt
nad budownictwem socjalistycznym, a także szczególny kult Warszawy jako jego
symbolu:
"Hutnik lubi swoją pracę/ hutnik silne ma ręce./ Umie normy wyrobić/ dwieście
procent i więcej.// Podjął apel górników/ podjął apel włókniarzy/ i zdwojony
wysiłek/ chce krajowi dać w darze" (Cz. Janczarski, Hutnik, 1949/1950).
"By węgiel ziemi wydrzeć z trzewi,/ podał nam rękę Czerwony Donbas,/ abyś
pracować mógł jak bolszewik,/ przyszedł na 'Annę’ radziecki kombajn" (A. Braun,
Kombajn węglowy "Donbas", 1954).
"Z dalekosiężnej/ myśli odważnej/ wzrasta potężne/ drzewo przyjaźni./ Rośnie po
wojnie,/ tężeje w mury,/ w przyjaźni pomnik/ Pałac Kultury" (M. Piechal, Na
budowę Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, 1954).
"Tu mieszka Bierut. Tu jest Żerań./ Mariensztat (Wisła pluszcze w dole)./ Tu już
trzydzieste dźwiga piętro/ Pałac Nauki i Kultury./ Tu się buduje wielkie metro./
Tu MDM-u lśnią marmury" (Cz. Janczarski, Wycieczka do Warszawy, 1953/1954).
Znalazło się jednak i coś dla dzieci, choć też z okazji otwarcia Powszechnego
Domu Towarowego:
"Wszystko, czego dusza chce,/ Można kupić w PDT/ Nieco dalej nowy dział – /
kotki, które robią 'miau’…/ Lalki, co umieją płakać,/ pajac, który lubi
skakać"
(K. Szpalski, M. Załucki, W Powszechnym Domu Towarowym, 1949/1950).
Idyllę mąci nieco ostrzeżenie niezapomnianego Brzechwy o wrogu, który nigdy nie
śpi i planuje zaszkodzić socjalistycznej ojczyźnie:
"Wyjdą znów szkodniki znane/ niszczyć pola ziemniaczane, a i wróg jest zawsze
gotów/ zrzucać stonki z samolotów" (J. Brzechwa, Stonka i Bronka, 1951/1952).
Socrealizm nie hańbi?
Kłopot z literaturą polskiego socrealizmu polega nie tylko na tym, że był on
prymitywną kopią sowieckiego pierwowzoru, ale i na tym, że była to produkcja
nazbyt gorliwa, nadmiernie zaangażowana, świadcząca o osobistym uwikłaniu jej
twórców w komunistyczną propagandę. Komplikacja z jej oceną polega też na tym,
że literatura nie powstawała pod przymusem, lecz dobrowolnie, nierzadko z
własnej inicjatywy autorów. Trudno sobie wyobrazić, by teksty o takim natężeniu
emocjonalnym powstawały bez osobistej inwencji, bez wiary w odkrywaną prawdę.
Nie sposób też wyjaśnić zjawiska socrealizmu okolicznościami zewnętrznymi.
Sytuacja nie zmuszała jednak do jego uprawiania. Za odmowę pisania wierszy o
Stalinie nie szło się do więzienia, a ryzykowało tylko gorszą pozycję społeczną
i materialną. Sprawą istotną w ocenie polskiego socrealizmu jest zatem własny i
dobrowolny udział w komunistycznej indoktrynacji całego społeczeństwa, a zatem i
udział w systemie władzy.
W ogólnej ocenie trudno też pominąć i tę okoliczność, że socrealizm nie pojawił
się w próżni historycznej i społecznej. Nie sposób sobie wyobrazić, by jego
twórcy nie wiedzieli o traktowaniu opozycji niepodległościowej, procesach
pokazowych, sądowych morderstwach i anonimowych grobach. Trudno więc w opisie
zjawiska socrealizmu zupełnie pominąć sprawę odpowiedzialności znacznej części
ówczesnych intelektualistów za udział we wprowadzaniu komunizmu w Polsce.
Jest ono niezrozumiałe i absurdalne zwłaszcza po upływie pół wieku. Niełatwo
odtworzyć psychologię, atmosferę powstawania dzieł socrealistycznych, i określić
przyczyny tak silnej wiary ówczesnych twórców. Nie wystarczą tu świadectwa
historyczne, same teksty czy choćby wspomnienia. Wielu autorów nawet po latach
nie umie (albo nie chce) wyjaśnić swego zaangażowania w socrealizm. Dlatego tak
cenne w jego trzeźwej ocenie są głosy niezależnej opinii, która w tym czasie
istniała tylko poza krajem, na emigracji. Była to oczywiście ocena bardzo
krytyczna, często szydercza lub ironiczna, nieprzejednana wśród emigracji
londyńskiej, ale równie ostra na początku w środowisku paryskiej "Kultury". To
Jerzy Giedroyc opublikował w 1955 r. w "Kulturze" artykuł Juliusza
Mieroszewskiego "Dramat polskich klerków", w którym znalazł się taki fragment:
"Współdziałanie z reżimem takich panów, jak Słonimski czy Iwaszkiewicz,
porównane być może wyłącznie do roli odegranej przez tych nielicznych Żydów,
którzy kolaborowali z Gestapo. Słonimscy i Iwaszkiewiczowie pracują nad tym, by
już nigdy w Polsce nie było ani Słonimskich, ani Iwaszkiewiczów. To jest
filozofia tych Żydów, którzy pomagali palić w krematoriach innych Żydów w
nadziei, że w ten sposób uratują się przed zagładą".
Z ironicznym sceptycyzmem przyjmowano też na emigracji krajową "odwilż" 1956 r.
w wykonaniu niedawnych socrealistów. Marian Pankowski w artykule "Spowiedź
dziecięcia… Polski Ludowej" zapytywał, dlaczego niedawni propagatorzy
socrealizmu występują teraz jako jego główni oskarżyciele, a Andrzej Bobkowski w
artykule "Po trzęsieniu spodniami" z 1956 r. nie przekonał się zupełnie do
przemiany socrealistów w reformatorów i odnowicieli: "Według ich pojęć
parsknięcie śmiechem w twarz tej komedii i elitce, tym pieszczochom
intelektualnym, jest kpiną z narodu, ba – z Polski całej. Nic taniej. Bo
przecież ONI to właśnie naród; ONI, kapłani sztuuuki, Almanzorowie bronionych
Grenad, którzy przecież tyle walki włożyli w tę naszą Polskę lodową teraz
odmrażaną. (…) Oskarżenie i wołanie o karę dla winnych? Co znowu – planowe
rozkładanie win, rozgrzeszanie wszystkich. Ci sami w pierwszych rzędach". Stale
tacy sami, chciałoby się dodać.
Przedruk z "Biuletynu IPN" 2001, nr 11.
Dr Marek Klecel
