Kilka godzin w Rzeczypospolitej

Wiec polityczny nie był polityczny, przemówienie kandydata na prezydenta
nie było przemówieniem kandydata na prezydenta, nawet koncert towarzyszący
mityngowi nie był koncertem. Tak najkrócej można opisać imprezę rozpoczynającą
kampanię dr. Jarosława Kaczyńskiego, która również nie była imprezą
rozpoczynającą kampanię. Wszystko było czymś więcej.

POlitykierzy, czyli starzy bokserzy w odświeżonych gatkach

Przeciwnicy Prawa i Sprawiedliwości spodziewali się czegoś innego. Zgodnie z
zasadą "oddałem pierwszy", rozpoczęli kilka dni temu kampanię: show z udziałem
byłych stalinowców przepoczwarzonych w liberałów, jurgieltników przebranych za
autorytety i Kutza w roli inteligenta. Z finezją, ale i inteligencją bokserów
zaatakowali Prawo i Sprawiedliwość panowie Wajda z Bartoszewskim. Czekali na
odpowiedź, pewnie sobie przygotowali następne ataki, może nawet ściągnęli z
internetu jakieś błyskotliwe dowcipasy – Jarosław Kaczyński zrobił unik.
Bokserzy z Platformy stoją zatem na środku politycznego ringu z wyciągniętymi
pięściami i wszyscy widzą, że miny mają coraz głupsze. W tym momencie Bronisław
Komorowski, gdyby miał maniery, o które bywa podejrzewany przez kilku
autentycznych chamów i cmokierów – powinien zakończyć swą kampanię. Lecz
widocznie brak mu lokaja i nie ma kto mu doradzić. A wiadomo: jaki lokaj, taki
hrabia.
Nie wiem, czy Kaczyński ma mądrych doradców, czy po prostu wszystkich
poprzednich pogonił i sam zaczął prowadzić swą kampanię – umysłem i sercem. W
sytuacji niezwykle trudnej – nad Polską stoją wciąż zabójcze mgły smoleńskie,
tysiące przeżywają żałobę, a już trzeba walczyć z żywiołem zalewającym domy,
niszczącym dorobek życia – przywódca Prawa i Sprawiedliwości wykazał się
genialną intuicją – i w rezultacie – skutecznością. (A czegóż oczekuje się od
polityków?!). Gdyby w Warszawie odbył się wiec z połajankami, dowcipasami i
przedwyborczymi obiecankami – byłby to tylko wiec. Reality show. Ale Kaczyński
zjawił się na placu Teatralnym i oświadczył oczekującym na niego tysiącom, że…
wiecu nie będzie. Przypomniał: "Najpierw musimy zwyciężyć powódź, to
nieszczęście, które nas w tej chwili dotknęło. Byłem niedawno na terenach
zalanych, widziałem, ilu ludzi utraciło swój dobytek, ilu ludzi cierpi, ilu
ludzi potrzebuje pomocy"… Zamiast wiecu Jarosław Kaczyński ogłosił imprezę
charytatywną. "Chcemy – powiedział – żeby dzisiaj wszyscy uczestnicy tego
spotkania, i ci, którzy tutaj już są, i ci, którzy być może tu przybędą, wzięli
udział w tej akcji. Wyrazili tak dzisiaj potrzebną solidarność".

"Pomagam"

To była polityka – ale i coś więcej: polityka w praktyce, idee państwa
solidarnego przełożone na działalność. Polityka na rzecz wspólnego dobra.
Jarosław Kaczyński pokazał, że polityka może i musi być czymś więcej niż
telewizyjnym spektaklem; niż średnią sztuką dla średnich ludzików. (Bo takich
jest najwięcej, a w demokracji liczy się liczba głosów!). "Polityka musi być
naprawdę, nie może być zabawą. I państwo musi być naprawdę". Na apel
Kaczyńskiego tysiące ludzi wyciągnęło telefony, zaczęło wysyłać przekazy z
pomocą. I nagle znaleźliśmy się w innej Polsce! Ludzie poczuli, że są potrzebni,
że są obywatelami i zarazem częścią wspólnoty, ich życie nabrało sensu.
Zrozumieli, że Polska to oni, że pomoc dla Polaków jest przede wszystkim
obowiązkiem samych Polaków. Udzielona przez innych będzie tylko jałmużną, tylko
pożyczką, która uzależnia i którą zawsze trzeba spłacać z procentem.
Przez kilka godzin żyliśmy w wymarzonej Rzeczypospolitej, nieważne, czy nazwiemy
ją III, czy już IV. Jest ona nadal niedokończonym projektem, jest wciąż naszym
zadaniem. Dowodzą tego nieukończone drogi, niszczejące (o ile nie wyprzedane)
fabryki i jeszcze bardziej zardzewiały aparat władzy. Te drogi prowadzące
donikąd to najlepszy symbol kilku ostatnich lat polityki zagranicznej i
wewnętrznej, ekonomicznej i kulturalnej Platformy.
Odpowiedzią na cyrkową w formie i zaiste błazeńską w treści kampanię "platformersów"
było pokazanie przez PiS polityki solidarności w praktyce, przełożenie idei na
czyn. (Piłsudski, potępiając demagogów, mówił, iż politykę wyznaje się czynem).
Niepolitycznym hasłem tego nie-wiecu stało się słowo "pomagam" wstukiwane z
klawiatury telefonów i wbijane w serca. Ale także tłumaczone z polskiego na
konkretną, wielotysięczną pomoc dla Polaków.
Wracając jeszcze na koniec do naszej sportowej metafory: jeżeli PO zaproponowała
politykę jako boksowanie innych polityków – PiS określiło politykę jako
podnoszenie ciężarów, ale nie bezsensowne, nie jako sztukę dla sztuki. Jeśli
Jarosław Kaczyński zrobił unik – był to on skierowany w górę. Zaproponował
wzniesienie polityki na taki poziom moralny, że Platformie trudno będzie mu
dorównać. Potrzebuje zbyt wiele czasu, by w ogóle zrozumieć, o co chodzi.
 

Bohdan Urbankowski

Bohdan Urbankowski – poeta, dramaturg i filozof, autor ponad 40 prac, m.in.
monografii Adama Mickiewicza, Józefa Piłsudskiego, Zbigniewa Herberta, oraz
głośnej książki "Czerwona msza, czyli uśmiech Stalina". Przewodniczący Rady
Programowej Związku Piłsudczyków.

drukuj