Handel kwotami zniszczy rybaków

Z posłem do Parlamentu Europejskiego Markiem Gróbarczykiem
(Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy) rozmawia Jacek Dytkowski

Rząd Donalda Tuska chce umożliwić wyprzedaż kwot
połowowych?
– Informację tę przekazała komisarz Maria Damanaki.
Niezwykle mnie to zaskoczyło. Nikt z europarlamentarzystów czegoś takiego się
nie spodziewał w obecnej sytuacji budowy wspólnej polityki rybackiej, zmian
Zielonej Księgi, kwestii reorganizacji i wsparcia drobnego rybołówstwa oraz
ogólnego sprzeciwu całej Europy wobec sprzedaży kwot połowowych.

Czym grozi wprowadzenie tego systemu?
– Na przykładzie
Islandii i Danii widać, że to rozwiązanie nie funkcjonuje. Jest ono niezwykle
szkodliwe i zabójcze dla drobnego rybołówstwa, a rozwija tylko wielkie
przetwórnie. Informacja, którą podała komisarz, że warto, aby taki pilotażowy
program wprowadzić na Bałtyku, gdyż ma zgodę m.in. rządu polskiego, po prostu
przyprawia o zawrót głowy. Jestem tym przerażony. Wszystkie organizacje, rybacy
i przetwórcy, którzy mają i mieli do czynienia z rybołówstwem, wskazują na
brzemienne w skutkach decyzje, gdyby takie powstały w zakresie kwot połowowych.
Ich wprowadzenie oznacza w istocie prywatyzację Bałtyku – w ten sposób określają
to Portugalczycy. Nie wolno nam dopuścić do sprzedaży kwot połowowych, bo stanie
się to samo, co w Islandii. Mianowicie rybacy zbankrutowali, obciążyli się
pożyczkami po to tylko, żeby przetrwać. Ale i tak nic to nie pomogło – kwoty
połowowe odebrał im bank, który je po prostu spieniężył tym, którzy mają
pieniądze, czyli dużym przedsiębiorstwom lub przetwórniom. Na Bałtyku na
przykład są to paszowcy, producenci mączki rybnej, bo oni generują największe
obroty i zyski na rynku.

Nie przeszkadza to jednak polskim władzom…
– Ogólnie
polityka, która jest teraz prowadzona, oznacza podejście klienckie. Innymi
słowy, przychodzi minister i otrzymuje dyspozycje od Komisji Europejskiej – bo
podejrzewam, że tak właśnie się to odbywa. Jeżeli bowiem wszyscy w Polsce są
przeciwni wprowadzeniu zbywalnych kwot połowowych, a polski urzędnik jedzie i
wyraża na nie zgodę, to nie można inaczej tego wytłumaczyć. Gdy przegrywaliśmy
wiele spraw w UE w zakresie rybołówstwa, było oczywiste, że świadczy to o
realizowanej od lat polityce mającej na celu wyrugowanie nas z Bałtyku. Tę
opinię potwierdza również ostatnio budowany fałszywy pogląd o Polakach jako
złodziejach, kłusownikach etc. Teraz natomiast nikt się z nami nie będzie
liczył, jeżeli reprezentuje nas taki człowiek. Dlatego mamy niezwykle słabą
pozycję na Bałtyku. Rządy takich krajów, jak: Wielka Brytania, Francja, Włochy,
Grecja, nigdy nie wyraziłyby zgody na coś takiego. Pani komisarz nie czuje się w
tej sprawie za nic odpowiedzialna, gdyż powiedziała, że tej regulacji nie można
wprowadzić na zasadzie dyrektywy. Taką decyzję może natomiast podjąć rząd – a
żaden się do tego nie kwapi oprócz polskiego. To jest niestety przerażające.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj