BOR do końca przy prezydencie
BOR potwierdza: oficerowie Biura Ochrony Rządu rozpoznali i
zabezpieczyli ciało prezydenta tuż po katastrofie Tu-154M na lotnisku w
Smoleńsku. Byli na miejscu jako „jedni z pierwszych”. Wszystko wskazuje na to,
że tylko dzięki determinacji tych mężczyzn ciało Lecha Kaczyńskiego nie zostało
wywiezione do Moskwy. – Słyszałem od naszych pracowników, którzy tam byli, że
dwóch oficerów BOR stało nad ciałem prezydenta i nie pozwalało go nikomu tknąć –
mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Andrzej Duda, minister w Kancelarii
Prezydenta.
Oficerowie Biura Ochrony Rządu na lotnisku w Smoleńsku nie użyli broni,
funkcjonariusze BOR nie zostali zawieszeni w pełnieniu obowiązków służbowych –
deklarował wczoraj gen. bryg. Marian Janicki, szef BOR. Biuro Ochrony Rządu
ograniczyło się do stwierdzenia, że zabezpieczono ciało prezydenta. Tymczasem
szef MSWiA Jerzy Miller jeszcze przed konferencją gen. Janickiego mówił o
zabezpieczeniu trzech ciał, które nie miały być przewożone do Moskwy. Czyje to
były ciała i dlaczego ostatecznie nie przetransportowano ich bezpośrednio do
Polski, nie wiadomo. – Funkcjonariusze BOR we wszystkich operacjach ochronnych,
w których my uczestniczymy, wykonują pracę z pełnym zaangażowaniem i
determinacją. (….) Dementuję informację o użyciu broni na lotnisku w Smoleńsku
przez funkcjonariuszy BOR – mówił wczoraj wyraźnie zdenerwowany gen.
Janicki.
I chociaż generał Janicki zapewnił, że oficerowie BOR „nie użyli
broni”, to jednak dziennikarze nie mieli szansy zadać mu pytania, czy
funkcjonariusze oddali strzały ostrzegawcze. Rozporządzenie w sprawie
szczegółowych warunków i sposobu postępowania przy użyciu broni palnej określa
bowiem oddanie strzałów ostrzegawczych jako czynność „przed użyciem
broni”.
Twierdził również, że współpraca z Rosjanami funkcjonariuszy BOR
układała się dobrze. Oficerowie pracowali na lotnisku do późnych godzin nocnych,
do czasu wywiezienia stamtąd ostatniego ciała. Janicki tłumaczył, że zachowanie
oficerów BOR, które wykazali bezpośrednio po tej tragedii, zyskało wielkie
uznanie wśród funkcjonariuszy i kierownictwa. – Funkcjonariusze ci nadal są w
czynnej służbie – mówi mjr Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik BOR.
Zaznacza, że
chodzi tu o ogół czynności, które funkcjonariusze podejmowali na miejscu
katastrofy. – Nic więcej nie mogę powiedzieć – dodaje rzecznik BOR.
Tuż po
lakonicznym oświadczeniu gen. Janicki zastrzegł, że nie będzie odpowiadał na
żadne pytania ze strony dziennikarzy, ponieważ – jak zapewniał – ma to związek z
toczącym się postępowaniem, które ma na celu wyjaśnienie przyczyn
katastrofy.
W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mjr Aleksandrowicz tłumaczył,
że na miejsce tragedii na lotnisku Siewiernyj 10 kwietnia, oprócz dwóch oficerów
BOR, którzy czekali na płycie lotniska na prezydenta, przybyli potem kolejni
funkcjonariusze. Rzecznik BOR nie potrafił jednak sprecyzować, ilu ich
było.
BOR odmówiło „Naszemu Dziennikowi” kontaktu z oficerami, którzy byli na
miejscu katastrofy. – Oficerowie ci udzielają szczegółowych wyjaśnień organom
prowadzącym śledztwo, a nie prasie – stwierdził Aleksandrowicz.
Odpowiadając
na pytanie, czy istnieją jakieś procedury określające postępowanie oficerów BOR
w przypadku katastrofy, w której ginie głowa państwa, mjr Aleksandrowicz
skwitował, że takich nie ma. Tłumaczył, że byłby problem z ich osobnym
ustaleniem w przypadku każdego rodzaju katastrofy. – Gdyby to nie była śmierć w
wypadku lotniczym, tylko np. samochodowym, to te procedury musiałyby być inne.
Tych możliwości jest zbyt wiele, by określał je jeden dokument. Funkcjonariusze
BOR zrobili wszystko, co uważali za najbardziej istotne i co trzeba było w takim
wypadku zrobić – zastrzegł rzecznik BOR. Podkreślił, że oficerowie kierowali się
doświadczeniem zawodowym i byli w stałym kontakcie z kierownictwem. Na pytanie,
jak zostało zabezpieczone ciało prezydenta, rzecznik BOR odpowiada tylko, że
„ciało prezydenta na pewno było zabezpieczone”.
Aleksandrowicz ostrożnie
odniósł się do oceny samego artykułu „Naszego Dziennika” poświęconego akcji BOR
w Smoleńsku. – Biuro Ochrony Rządu dementuje tylko i wyłącznie pewne
nieścisłości zawarte w artykule – powiedział. Pytań związanych z katastrofą z 10
kwietnia nasuwa się coraz więcej. Otóż szef MSWiA Jerzy Miller stojący na czele
polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy prezydenckiego samolotu
pod Smoleńskiem potwierdził wczoraj, że oficerowie byli na smoleńskim lotnisku
oraz że rozpoznano i zabezpieczono ciała trzech osób. Wedle komentarza Millera,
funkcjonariusze przekazali Rosjanom wolę strony polskiej, by ciał trzech
zidentyfikowanych ofiar nie wywozić ze Smoleńska do momentu, aż na miejsce
dotrze premier Donald Tusk. Tej kwestii BOR nie chce komentować. – Wiem, że oni
[funkcjonariusze BOR] byli przy ciele prezydenta do momentu przybycia polskiej
delegacji z bratem pana prezydenta i premierem Donaldem Tuskiem – mówi
Aleksandrowicz.
Jak podkreśliła Małgorzata Woźniak, rzecznik Ministerstwa
Spraw Wewnętrznych i Administracji, minister był „bardzo poruszony artykułem”.
Praktycznie nie dając nam dojść do słowa, Woźniak nie odpowiedziała na pytania o
to, czyje ciała miały nie zostać przetransportowane do Moskwy i dlaczego
ostatecznie nie przewieziono ich bezpośrednio do Polski.
Wczoraj, tuż przed
lakonicznym oświadczeniem szefa BOR, gen. Janicki spotkał się z szefem MSWiA
Jerzym Millerem. Nie wiadomo, co było przedmiotem spotkania. BOR i resort
milczą. – Dziwię się, że sprawa zachowania się oficerów BOR jest otoczona taką
tajemnicą. Trudno od każdego z nas wymagać, byśmy nie interesowali się tym, co
stało się z prezydentem Rzeczypospolitej i najwyższymi dostojnikami państwowymi.
Jestem zbulwersowany stanowiskiem rządu, który postępuje tak, jakby nie chciał,
by obywatele wiedzieli o katastrofie. Utrzymywanie tajemnicy tylko wzmaga
nieufność do rządu – ocenia Antoni Macierewicz, były wiceszef
MON.
Anna Ambroziak
