Platforma sięgnie po pozorowany konflikt

Z dr. Krzysztofem Pietrowiczem, socjologiem, adiunktem w Zakładzie
Interesów Grupowych, zastępcą dyrektora Instytutu Socjologii Uniwersytetu
Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawia Paweł Tunia

Niespodziewana katastrofa pozbawiająca Polskę wielu ważnych
urzędników pełniących kierownicze role w państwie i wymuszająca przyspieszone
wybory prezydenckie może wpłynąć na wyborcze zachowania Polaków. Czy można
przewidzieć, jaki będzie ten wpływ?

– Tragedia miała kontekst
polityczny i dlatego nie może dziwić, że na politykę będzie miała i ma wpływ.
Wpływ ten do końca nie jest przesądzony i wydarzenia polityczne mogą potoczyć
się w kilku kierunkach. Punkt wyjścia jest taki – jeśli w katastrofie ginie
prezydent i wysocy urzędnicy państwowi, w związku z czym muszą się odbyć
przyspieszone wybory, to zdarzenie to definiuje to, co dzieje się potem. Kiedy
patrzy się na sondaże, które z różnych względów należy oceniać krytycznie, to
widać jednak, że jest wyraźny trend zmiany, czyli z jednej strony malejące
notowania Bronisława Komorowskiego, a z drugiej – rosnące notowania Jarosława
Kaczyńskiego. Jednak jedną sprawą jest to, w jaki sposób pojawia się tu
bezpośrednie przełożenie samej tragedii na sondaże, a drugą, w jaki sposób ma to
związek z innymi elementami, które się pojawiają, czyli dynamiką toczącej się
kampanii wyborczej, publicznymi wystąpieniami Bronisława Komorowskiego,
publicznymi wystąpieniami Jarosława Kaczyńskiego czy innych kandydatów. Na pewno
nie jest tak, że jedynym źródłem dynamiki sondażowej jest samo zdarzenie, czyli
katastrofa pod Smoleńskiem.

Wciąż nie mamy wiedzy na temat przyczyn czy przebiegu tragicznego
zdarzenia. Czy fakt niedoinformowania społeczeństwa może być czynnikiem
wpływającym na decyzje wyborców?

– Tak, może tak być. W tej sytuacji
także można rozpatrzyć kilka kierunków rozwoju zdarzeń. Początkowo silnie
artykułowana była teza, że być może mieliśmy do czynienia z bezpośrednimi
naciskami prezydenta Lecha Kaczyńskiego, aby samolot lądował. Ewentualne
pojawienie się danych potwierdzających ten stan rzeczy byłoby czynnikiem
zwiększającym szanse kandydata PO na elekcję. Ponieważ jednak temat zniknął,
przypuszczalnie nie ma więc żadnych danych dających się podciągnąć pod taką
wersję i ją uzasadniających. Taka natomiast sytuacja, że dostajemy strzępy
informacji, rodzi pytanie, na ile uległość czy nieporadność strony polskiej w
kontekście prowadzenia całego postępowania jest czynnikiem wpływającym na
decyzje wyborcze. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że to było
jednym z kluczowych elementów, czynnikiem, który przesądzi o zachowaniu
elektoratu niezdecydowanego. Mamy po stronach głównych kandydatów elektorat
zdecydowany, którego zachowanie nie ulegnie zmianie, natomiast obserwujemy, że
jest także duży odsetek badanych osób, które nie do końca są przekonane, na kogo
głosować. Opieszałość w prowadzeniu śledztwa, fragmentaryczność danych,
sprzeczne informacje nastawiają negatywnie względem strony polskiej, która
kontroluje, a przynajmniej powinna kontrolować prace śledcze wyjaśniające
katastrofę. Przedłużający się brak wyraźnych konkluzji zwiększa wrażenie
nieporadności strony polskiej i dlatego właśnie fakt ten może zniechęcić tych,
którzy są niezdecydowani, do szeroko rozumianej strony rządowej. To
niekoniecznie musi oznaczać przerzucenie głosów na kandydata niezwiązanego ze
stroną rządową, ale może np. oznaczać rezygnację z uczestnictwa w wyborach
niektórych wyborców.

Sposób prowadzenia śledztwa może przesądzić o wyniku
wyborów?
– Jestem w stanie wyobrazić sobie taką sytuację. Pełną
wiedzę na ten temat będziemy posiadać dopiero po wyborach. Natomiast to jest ten
element, którego potencjał może zmienić wynik wyborów. Można sobie także
wyobrazić pojawienie się w śledztwie takiego zaskakującego zwrotu, który
spowodowałby zasadniczą zmianę wyniku wyborów na korzyść jednej albo drugiej
strony. Gdyby na przykład okazało się, że strona polska w którymś momencie
„postawiła się” stronie rosyjskiej i gdyby zostało to publicznie nagłośnione i
wygrane „piarowsko” przez stronę rządową, to mógłby to być czynnik zwiększający
atrakcyjność kandydata strony rządowej. Nie chodzi tu wcale o jakieś realne
działania czy odkrycia, ale o sprawienie wrażenia, że nie jest się tą stroną
nieporadną, czekającą na to, co przyjdzie z Moskwy, tylko stawiającą warunki. W
tej chwili nic nie wskazuje na to, że tak będzie, ale nie zdziwiłbym się, gdyby
taki manewr został zastosowany – manewr upozorowanego konfliktu, który
pokazałby, że strona polska walczy. Z kolei takie sytuacje, jak brak
zabezpieczenia miejsca katastrofy, są strzałem w stopę dla strony rządowej.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj