„…śmierć nad Nim nie ma już władzy” (Rz 6, 9)

Homilia ks. bp. Stanisława Stefanka TChr wygłoszona w czasie pogrzebu
śp. Krzysztofa Jakuba Putry, wicemarszałka Sejmu, który zginął w katastrofie
samolotowej pod Katyniem; Białystok, 20 kwietnia 2010 roku

Czytamy najpierw fragment Ewangelii wg św. Jana: „To bowiem jest wolą Ojca
mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne” (J 6, 40).
Tę prawdę objaśnia św. Paweł. Mówi, że przez Chrzest św. weszliśmy w Bożą
rzeczywistość, do której Chrystus pierwszy wszedł, a śmierć nad Nim nie ma
władzy. Abyśmy nasze rozważania, naszą wielkanocną radość – dzisiaj trudną,
bolesną, ale pełną nadziei, abyśmy opierali na Słowie natchnionym, ukazuje nam
św. Jan pełnię szczęścia w wizji apokaliptycznej – „Nowe Jeruzalem”, a tam już
nie ma ani płaczu, ani bólu, wszystko nowe, śmierci nie ma! (por. Ap 21, 1
n.).
Najdrożsi i Dostojni! Nasz Metropolito Arcybiskupie Edwardzie, Księże
Arcybiskupie Jakubie ze wspólnoty braci prawosławnych, której przewodzisz,
Bracia w posłudze biskupiej i kapłańskiej, Alumni i Siostry Zakonne. Bracia i
Siostry, Mieszkańcy Podlasia, Białegostoku i wspaniałej okolicy ziemi
augustowskiej, suwalskiej, łomżyńskiej! Dostojni Goście, Uczestnicy rozmodlonej
wspólnoty w bazylice archikatedralnej w Białymstoku! Przedstawiciele najwyższych
władz i Najbliżsi Zmarłych w tej pielgrzymce, którą Pan Prezydent wiódł na pole
katyńskie. A nade wszystko Najdroższa Rodzino śp. Marszałka Krzysztofa i nam
Najdroższa Rodzino: Pani Elżbieto, a z Panią razem Wasze wspaniałe Dzieci:
Rafał, Sebastian, Katarzyna, Agnieszka, Kamil, Karol, Krzysztof i Paweł –
najmłodszy. Chcemy mówić Pawełek, ale nie wiem, czy mamy takie zezwolenie.
Rodzino białostocka! Nasza podlaska Rodzino Polska!

1. Czas modlitwy wpisany w liturgię pogrzebów
Jest czas
modlitwy, jest czas liturgii, która towarzyszy pogrzebom. Ceremoniał wojskowy i
bardzo bogata oprawa zespołów artystycznych harmonizuje idealnie z tym, co przez
modlitwę ustanawia i porządkuje Kościół Święty, czytając słowa natchnione,
zachęcając do medytacji i przewodząc obrzędom. A wszystko to w najbliższej
łączności – chcemy mówić – w kontekście Ofiary Jezusa. To On dopełnia i uobecnia
wszystko. To nad Nim śmierć nie ma już władzy, to On pełni wolę Ojca, On, Który
dba, by niczego nie stracić, co Ojciec Mu darował. To On ostatecznie wyjaśnia
to, co jest trudne do wyjaśnienia, wręcz nie do pojęcia naszym ograniczonym
pojmowaniem.
Już dziesięć dni tak trwamy na modlitwie w całej Polsce.
Najpierw Warszawa, a potem rozeszliśmy się na wszystkie strony tak, jak
rozwieziono owoce tej wielkiej ofiary – Pielgrzymów do Katynia. Na wszystkie
strony. Cała Polska trwa na modlitwie, na rozważaniu. Dzisiaj tu obecny śp.
Marszałek Krzysztof Putra i osoby, które włączył przewodniczący liturgii, nasz
Metropolita, we wspólną modlitwę, Synowie i Córki tej ziemi. Jesteśmy wdzięczni
organizatorom za to, że ten procesyjny szlak – mam na myśli drogę Marszałka
Krzysztofa – powtórzył jego częste wędrówki między Warszawą a Białymstokiem;
bardzo się śpieszył – bo rodzina; a równocześnie miał możliwość zatrzymania się
po drodze – bo obowiązki dla Ojczyzny i dla służby społecznej. Jesteśmy
wdzięczni za te stacje. Wdzięczna jest Łomża za wizytę w katedrze. Wdzięczne są
miasta, które znały z częstych wizyt osobę Marszałka Krzysztofa Putry. Wdzięczna
jest cała Polska tym 96 osobom, które tak obficie usługują jako natchnienie,
jako nauka, jako przewodnictwo dla nas, którym dzisiejsza liturgia i następne
dni zlecają odpowiedzialne myślenie o wspólnym domu ojczyźnianym.

2. Mówią słowa Pisma Świętego
Zastanówmy się więc
najpierw, czego uczą nas słowa natchnione, słowa Pisma Świętego. Ja czynię wolę
Ojca, a wszystko od Ojca pochodzi (por. J 6, 37 n.). Również ostateczne życie
Ojciec we Mnie zabezpiecza. Jaka to przejrzysta i jakże fantastycznie
uproszczona wizja świata i przez to niezwykle prawdziwa. Wola Ojca. Wszyscy tą
jedną Ojcowską, szczodrobliwą wolą przekazani Synowi. A On zidentyfikowany z tą
wolą czyni wszystko, a przede wszystkim troszczy się, byśmy życie mieli.
Ten
Boski, przejrzysty obraz świata dotyka każdego z nas według wyjaśnienia, które
niesie tekst św. Pawła. Mówi Apostoł, że każdy z nas zaczyna życie od zanurzenia
w śmierci. Jakże to bardzo odważne powiedzieć matce, która szczęśliwa niesie
swoje dzieciątko do chrzcielnicy, że zanurza go w śmierć. Żaden z kapłanów,
posługując znakiem sakramentalnym, nie ma odwagi tak jasno powiedzieć matce,
ojcu, jak powiedział św. Paweł. A dlaczego ma odwagę? Bo mówi następne zdanie:
to jest śmierć Jezusa, nie nasza. Ja się urodziłem do życia. To jest śmierć,
która jest pokonana, to jest śmierć, która nie ma już władzy, to jest nowe
życie, to jest nowe Niebieskie Jeruzalem. To jest ta wiadomość globalna, dla
całej historii ludzkości. W takim kontekście mówienie o śmierci jest motywem
dynamizującym, uruchamiającym w człowieku wszystkie możliwe marzenia i plany.
Pracuję w porządku śmiertelnym, wiem, że mam taki „wyrok” od dnia urodzenia, a
równocześnie pracuję w rzeczywistości Zmartwychwstania. Jestem pewny wieczności,
bo pewność tę zabezpiecza Ojciec przez Syna, którego posłał i którego wskrzesił
z martwych.
Na takim bardzo prostym katechizmie budowały pierwsze gminy swoją
wspólnotę, bo konsekwencją Chrztu Świętego jest wspólnota braci. Do tego stopnia
wspólnota zorganizowana, że nikt z ochrzczonych nie odchodził głodny. Tam, gdzie
mówiono o śmierci, tam zabezpieczano chleb na pokarm, tam cały dorobek składano
w ręce Apostołów po to, by wszyscy mogli z niego korzystać i by życie już
zmartwychwstałe, bo ochrzczone, by to życie zabezpieczyć. Taka jest nauka słowa
natchnionego, taki jest Kościół, takie są gminy kościelne, od jerozolimskiej
począwszy, aż do dzisiaj.

3. Spojrzenie na dramat w świetle wiary
W takich
światłach patrzymy również na tragedię, na katastrofę, na wielką stratę, jaką
poniosła Polska 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem. Milczenie. Modlitwa.
Kilometry podróżowania i godziny oczekiwania po to, by zewnętrznym znakiem
powiedzieć: jestem we wspólnocie dotkniętego cierpieniem Narodu i dotkniętego
cierpieniem każdego domu rodzinnego. Równocześnie jest to czas, kiedy nasze
otwarte oczy i obudzona świadomość mają przejąć w szczegółach odpowiedzialność
za jutro, za nas nawzajem, za Ojczyznę.
Co możemy do tych dziesięciu dni
dopowiedzieć dzisiaj? O czym możemy mówić przy trumnie śp. Marszałka Krzysztofa
Putry, przy trumnie Arcybiskupa, Duszpasterza Wojskowego ze wspólnoty Kościoła
prawosławnego i innych osób, z tą najmłodszą mieszkanką białostockiej ziemi? Co
możemy powiedzieć? To są męczennicy, którzy szli za wezwaniem historii po to, by
tę historię dopełnić, bo ona została przerwana, bo ona jest zakryta. Pan
Prezydent i przedstawiciele Narodu poszli, by tę historię dopisać. Tak starannie
dobrał Bóg reprezentantów z wszystkich środowisk. I wszystkich zaprosił do
siebie, oni stamtąd, od Jego tronu, wszyscy – już z pewnością odpadły wszelkie
różnice i wszelkie uprzedzenia – oni wszyscy świadczą o Ojcu, który włada każdym
i który nam zlecił dopisanie historii.
Jakie zdania mieli dopisać i dopisali
do historii?

4. Trzeba oddać hołd pomordowanym
Przede wszystkim
chcieli oddać hołd pomordowanym, tym, którym nie urządzano pogrzebów, nie
modlono się nad ich mogiłą wtedy, gdy padali w piach; tym, którzy zostali
pomordowani według moralności posthumanistycznej – tak się nazywa, językiem
dziwnym, ta nieludzka, uwolniona od elementarnych zasad ludzkiego postępowania
moralność. Zostały przekreślone wszelkie prawa żołnierskie, wszelkie prawa
honoru, międzynarodowe konwencje i prawa wojny. Według tej moralności miał się
rozpocząć nowy świat. Dlatego po drodze tyle ofiar, dlatego Katyń, dlatego
wywózki, dlatego Sybir, dlatego obozy koncentracyjne, dlatego numery, a nie
nazwiska, dlatego fabryka śmierci i najnowocześniejsza technika zastosowana w
ludobójczym, masowym niszczeniu wszystkiego, co ma jakikolwiek wymiar ludzkiego
postępowania. Przecież tak postępowano nie tylko w czasie wojny, przecież
przedłużył się ten czas o niespotykane wymiary tych samych agresji i tych samych
krzywd.
Tu niedaleko, na Augustowszczyźnie, dwa miesiące po wojnie, w wolnej
Polsce, wielka obława augustowska. Aresztowano dwa tysiące ludzi, przede
wszystkim mężczyzn, a potem selekcja: ci nie nadają się do tworzenia nowego
porządku, z nich nie będziemy mieli pożytku. Ta sama decyzja, która otworzyła
zbrodnię katyńską. Ta sama logika. Wyselekcjonowano 600 osób. Gdzie oni są?
Gdzie ich pogrzeby, groby? Owszem, dzisiaj pamiętamy o nich zbiorowo, ale nawet
nie mamy takiego odniesienia jak w Katyniu, nawet jednego śladu, gdzie zginęli
ci ojcowie rodzin z Augustowszczyzny. Oni też należą do tej niezapisanej
historii; AK-owcy – przeciwnicy polityczni, aż na końcu ks. Jerzy Popiełuszko.
Przecież był przeznaczony, by zapadł się w głębię Wisły pod Włocławkiem i nie
miał mieć swojego imienia w historii. Przecież był taki plan. Odebrano godność
ludzką, odebrano wszystko i przeznaczono na niepamięć. Ksiądz Jerzy idzie ku
beatyfikacji w najbliższym czasie. 108 Męczenników obozów hitlerowskich już na
ołtarzach. Z Golgoty Wschodu otwarliśmy nową księgę.
Panie Marszałku,
Krzysztofie drogi, Naród Polski czeka na beatyfikację. To Ty poszedłeś, by ich
pozdrowić, to Ty jesteś między nimi, to Twoi najbliżsi, którzy razem z Tobą w
jednej sekundzie zostali zabrani z tego świata – powtarzam – tak starannie
dobrani, by była reprezentacja całego Narodu Polskiego i całego społeczeństwa
polskiego. To Wy idziecie do tych poniżonych, pogardzonych, porzuconych i
nadajecie im nową godność: ku beatyfikacji. Padli na granicy, którą świat
sztucznie utworzył. Pod Katyniem, pod Smoleńskiem ta granica w sposób szczególny
się uwidoczniła. To Wy dołączyliście jako przewodnicy, bo Was mamy, bo imiona
Wasze mamy, bo możemy mówić o Waszej zaangażowanej pracy dla Ojczyzny, bo Naród
może się godzinami modlić za Was, z Wami i z tymi wszystkimi, których do tej
pory sponiewierano.

5. Granica rozumienia świata
A cóż to za granica? O co
walczy ten nowoczesny świat? Na czym polega przedmiot sporu? Dlaczego tyle krwi?
Prosta odpowiedź. Autonomię człowieka zabezpiecza wolny Naród. Suwerenność
Narodu daje szansę, by rozwinął się każdy człowiek w jego indywidualnej
godności.
Mówi się, że powinniśmy się troszczyć o jedność, i słusznie. To
jest wielki program. To jest program, do którego trzeba podejść z niezwykłą
troskliwością i wnikliwością umysłu. Cóż to za jedność? Czy jedność jednostek
ludzkich obliczonych numerami statystycznymi? Może jeszcze gorzej – jednostek
wartościowych produkcyjnie, sprawnych, z pominięciem tych, którym już się
pewnych praw – chociażby prawa do leczenia – nie przyznaje? Czy przeciwnie, jest
to wspólnota wolnych, autonomicznych osób zaproszona do budowania ojczyźnianych
zagród?
Na czym polega ta jedność, którą poznajemy, gdy zajrzymy do zapisków
tego posthumanistycznego świata? Tego świata, który tworzą według dziwnej wizji
konstruktorzy nowego ładu. Pytamy ich dzisiaj: i co osiągnęliście przez te
prawie sto lat? Przecież to się zaczęło na początku XX wieku. Co osiągnęliście
przez wasze rewolucje, przez mordy, przez podporządkowywanie wszystkich jednemu
myśleniu? Jedność? Mówicie tak, że to jest jedność. Jaka jedność? Dlatego trzeba
bardzo wnikliwie rozważyć, jak wypełnimy to zadanie budowania wspólnoty, które
jest absolutnie poważnym naszym obowiązkiem. Dzisiaj już się nie morduje,
chociaż skrytobójczych śmierci stale nie brak. Dzisiaj istnieje inny sposób na
to, ażeby doprowadzić do jedności, tej posthumanistycznej.
Jako młody
chłopiec cieszyłem się bardzo, gdy w domu rodzinnym powiesili głośnik i
powiedziano mi, że będę słuchał radia. Innego nie było. Potem nazywano te
głośniki kołchoźnikami. Ja nie wiedziałem, co to znaczy. A to było tak: sołtys
miał radio i wyznaczony program, który puszczał na całą wieś. Cieszyłem się, że
coś gra. Nie wiedziałem, że te głośniki w każdym domu to jest bardzo dobrze
zaplanowana praca nad jednością, nad myśleniem, nad programem, który otrzymał
sołtys do rozprowadzenia po gospodarstwach. Dzisiaj mamy własne odbiorniki,
kolorowe, kilkadziesiąt stacji. Kilka razy napadły mnie myśli o tych
kołchoźnikach z mojego chłopięcego wieku. Wiecie, Najdrożsi, kiedy? Przepraszam
przede wszystkim wysokie przedstawicielstwo naszej elity politycznej, bo oni
takich myśli prostych, wiejskich nie mają. Wiecie, kiedy mnie napadły
kołchoźniki? Próbowałem pilotem zmieniać stacje i stwierdziłem, że co stacja to
mówią to samo. Myślę: przecież to jest kołchoźnik, tylko kolorowy, i nie u
sołtysa, tylko jeszcze gdzieś dalej jest studio nadawcze.
Niech nam jeszcze
zniknie strumień mediów państwowych – mówimy ciągle w nadziei niezależnych
mediów – niech nam znikną, a łatwo je zniszczyć, niezależne media katolickie,
niech nam wejdzie komercja, to będę miał w głowie tylko jeden sygnał. A ktoś
powie: wreszcie nie będziesz się martwił, nie musisz się męczyć myśleniem, my za
ciebie myślimy, my wszystko wiemy, bądź posłuszny, chleba ci nie zabraknie. To
jest jedność, na którą nie możemy się zgodzić, za taką jedność nie padły te
najcenniejsze osoby w naszym kraju.

6. O czym powinniśmy mówić, pochylając się nad życiem Pana Marszałka?
Co on nam dzisiaj mówi?

Bądźmy chwilę z Panem Krzysztofem, bo on nas
tu zaprosił. On mówi do nas. Wypisałem kilka zdań, którymi spontaniczne opinie
omawiały jego sylwetkę. „Miał rzadką umiejętność przekonywania do siebie ludzi,
aby wspólnie z nim działać dla dobra Polski”. Dobro wspólne to polityka. To
dobrze, że on jest politykiem. I to jest prawdziwa jedność, to jest dobro
wspólne, to jest nasza przyszłość. Krzysztof miał rzadką umiejętność
przekonywania ludzi, aby wspólnie działać.
Osobiście wielokrotnie mogłem
doznać dotknięcia tej ciepłej – jak teraz chętnie mówimy o każdym (to słowo
zrobiło karierę w ostatnich dniach) z tragicznie zmarłych – dotknięcia ciepłej
osobowości. Umiejętność tworzenia wspólnoty. Na czym opierał tę umiejętność? Na
czymś, co może się wydawać niezbyt popularne jak dla męża zaangażowanego w
sprawy publiczne.
Stanął wobec problemu: rodzina czy polityka? Rodzina czy
awans zawodowy? Przecież to zdanie powtarza większość Polaków. Przecież takie
dylematy rozgrywają się zwłaszcza w sercach kobiet, w sercach matek. Jakie
odpowiedzi padają? Ile zdolnych, wykształconych kobiet, fantastycznych
wychowawczyń, serc, które mogłyby cudownie pomnożyć swoją mądrość, nowe
pokolenie, nową Polskę, ile takich mądrych ludzi idzie na emeryturę i tylko
zlicza, jakie procenty zarobku z czasu pracy zawodowej zostaną im na starość. A
potem będą wypełniać kawiarnie i dyskutować, jak to było, gdy byłam młoda. Matki
przez to, że nie trafiły na właściwą odpowiedź, zubożyły Naród, zubożyły całą
rzeczywistość polską. A ich mężowie? Nieraz bezradni, a nieraz oklaskujący
decyzję żony, bo też im wygodniej towarzyszyć pięknie wystrojonej damie, aniżeli
czuwać przy dziecku. Lepiej kilka razy w roku wyjechać na urlop, aniżeli pytać:
co z Jasiem? co ze Stasiem? co z Franią? co z Alinką?, przez telefon
komórkowy.
Marszałek Krzysztof rozstrzygał te sprawy bardzo jasno. Gdy
urodził się Pawełek, powiedziano: wycofał się z polityki na pięć lat. Nie
wycofał się z polityki. Pawełka przygotowuje do polityki, przygotowuje po kolei
synów i córki. Marszałek o tym często mówił. Co więcej, mówił, że z każdym z
synów dyskutuje sprawy ojczyźniane. Oni mają niezależny sąd i niekiedy nawet
trafniejszy aniżeli on, zawodowy polityk. Rodzina! Rodzina to jest dopiero
polityka. A gdy powiemy o postawach społecznych, a gdy powiemy o mądrości
życiowej, a gdy powiemy o szkole ofiarności i chętnym obdarowywaniu innych…
Wtedy okaże się, że nie ma dylematu: polityka czy rodzina? Polityka, która się w
rodzinie kształtuje, na niej się opiera i rodzinie służy. Wtedy okaże się, że
proporcje zaangażowania czasowego są do uzgodnienia. Jest tysiąc sposobów na to,
by matkę uratować przed tzw. domowym zamknięciem i dać jej szansę rozwoju; by
ojcu pozwolić służyć sprawom społecznym, nie wyprowadzając go z domu. Wystarczy
tylko akcenty odpowiednio przestawić. Pan Marszałek Krzysztof tego pilnował,
byłem tego wielokrotnym świadkiem. Mnie, duchownego, ciekawiło, co w salonach
warszawskich mówią, gdy wpadał na chwilę na herbatę, powiedział dwa słowa o
salonach politycznych, a potem mówił: „moi synowie”, „moi chłopacy”. Krzysztof
najpierw opowiadał o swojej żonie Elżbiecie i tej ósemce ich dzieci. Kochani, to
jest właściwa logika budowania wspólnoty Ojczyzny.
Na czym oparł tę swoją
mądrość? Na bardzo prostej – nie waham się powiedzieć – wiejskiej religijności.
Pochodził ze wsi. Do kościoła chodził tak, jak przystało, i do dzisiaj, to
znaczy do obecności teraz w bazylice archikatedralnej, zawsze jednakowo: był
oficjalnie i prywatnie, i w sprawach bardzo osobistych, i w sprawach
publicznych, synem Ojczyzny, synem Kościoła, synem Bożym, dzieckiem
Bożym.
Bardzo dziękujemy, Marszałku Krzysztofie, za Twoje chrześcijaństwo, za
Twoją prostą wiarę, która Ci pozwalała swobodnie poruszać się po wszystkich
środowiskach.
I jeszcze jedno. Powiedziano, a raczej napisano, że Marszałek
Krzysztof miał takie bardzo proste zalecenie: „Jeśli nie wiesz, jak się
zachować, to zachowaj się przyzwoicie”. Wydawałoby się, że to proste, a jednak
nie jest proste. Bo są różne rozstrzygnięcia. Co więcej, mogą nawet powiedzieć:
przyzwoitość obniży ci punkty elektorskie. Ludzie dzisiaj nie chcą takich
bezgrzesznych, każdy ma coś za uszami. Chętnie widzą słabości, a jak nie widzą,
bo ich nie ma, to zamówią u dziennikarzy. Dziennikarze mają całe zapasy słabości
i przypiszą, odpowiednio ozdobią. Kieruj się opinią, kieruj się elektoratem.
Nastawiaj anteny, wysłuchuj sondaży. Pilnuj się, bo przegrasz. Przyzwoitość?
Księża coś na ten temat mówią. Nieraz do konfesjonału trzeba iść. Ale mąż stanu?
Mąż stanu to jest przebiegły, doskonale funkcjonujący w nowoczesnych PR-owskich
rozstrzygnięciach profesjonalista. Nie takim był Marszałek Krzysztof. Chcesz być
człowiekiem, bądź przyzwoity. To jest słowo, w którym wszystko się mieści: od
chrześcijańskiej, uczciwej, bardzo konsekwentnej moralności, poprzez
obywatelską, a na końcu po prostu męską, zwykłą, męską odpowiedzialność. Mąż
stanu ma być przyzwoity. O to będziemy prosić męczenników spod Smoleńska.

7. Wola Ojca na kolanach i w duchu Ewangelii pełniona
Na
koniec wróćmy jeszcze do św. Jana Ewangelisty. Ojciec Niebieski zlecił nam
Ojczyznę; zlecił każdego, nie tylko tych odwołanych, za których się modlimy.
Owszem, pamięć o nich będziemy bardzo skwapliwie pielęgnować. Zlecił nam każdego
z naszych najbliższych, a zwłaszcza rodziny, które musiały podzielić się
najdroższym ze swoich skarbów z Ojczyzną, ze światem. Zlecił nam troskę o
miasto, o Ojczyznę. Miasto oddaje hołd, ale miasto też bierze odpowiedzialność.
Ojczyzna oddaje hołd, ale Ojczyzna też bierze odpowiedzialność. Mamy różne
systemy ubezpieczenia. Ale jak się okazuje, te systemy są niekiedy sztywne do
tego stopnia, że mogą nawet działać przeciw sprawiedliwości. Na szczęście w
naszej starej kulturze mamy klucz do odblokowania tych systemów, a tym kluczem
jest cnota solidarności. Cnota w jakiś sposób wcielona w społeczny ruch –
„Solidarność”. Mamy szansę i obowiązek odblokować wszystkie siły mieszkańców
naszego kraju, synów Narodu, aby budować Niebieskie Jeruzalem, tu, na ziemi
podlaskiej, i w całej Polsce. Amen.

 

drukuj