Obok krzyża Jezusa

Od jakiegoś czasu daje się zauważyć, że w rozmowach wielu Polaków
kryterium ważności święta jest nie wydarzenie, którego wspomnienie akurat
przypada, ale kombinacja układu dni, która decyduje o tym, czy mamy do czynienia
z krótkim, długim, ewentualnie superdługim weekendem. W swoim czasie rekordziści
(przy jedno- czy dwudniowym urlopie) potrafili świętować nawet 8 dni! W tym roku
mają pecha.

Szkoda, że coraz trudniej jest nam odnaleźć sens świętowania. Nie chodzi tu
tylko o niedzielę, święta państwowe, religijne. Nie potrafimy się zatrzymać,
wejść głębiej w historię zbawienia, dzieje naszego Narodu. Brakuje woli do tego,
by pomyśleć o swoim pochodzeniu, odnowić więzy, poszukać sensu teraźniejszości i
przyszłości. Żyjemy zbyt szybko i zbyt płytko, by skutecznie przebić się poza
„weekendowe” myślenie o dniach wolnych od pracy. Historia ma to do siebie, że
nie wystarczy się jej jedynie wyuczyć, poznać fakty, wyciągnąć wnioski, choć i
to jest ważne. Chodzi o coś więcej: o wewnętrzną więź z przeszłością,
identyfikację z jej bohaterami, wierność zasadom, poczucie odpowiedzialności za
los wspólnoty. Dzieje naszej Ojczyzny pokazują nam jeszcze jedną ważną prawdę:
tu wszystko się dokonało „obok krzyża Jezusa”. W ewangelicznym opisie z
uroczystości Najświętszej Marii Panny Królowej Polski to właśnie w tym miejscu
stała się z woli samego Chrystusa Matką wszystkich ludzi. Tutaj też została
pokonana śmierć, zniweczony grzech, zatrzymana została raz na zawsze obłędna
logika, której początków należałoby szukać w pragnieniu człowieka, by być jak
Bóg, decydować o dobru i złu, ustalać kryteria życia. Polska zyskała swoją
podmiotowość, gdy najpierw jej najwyżsi przedstawiciele, a potem cały Naród
przyjął chrześcijaństwo. Kolejne wieki prawdę tę ugruntowywały. Wszelkie próby
jej podważania zawsze kończyły się porażką. Mieli żal niektórzy, że uroczystości
pogrzebowe ofiar katastrofy pod Katyniem były tak silnie przesycone duchem
modlitwy, że ceremonie pożegnania sprawowane były w świątyniach, że
przewodniczyli im księża kardynałowie i biskupi. A jak miały przebiegać? Gdyby
zabrakło w nich tego ducha, stałyby się puste, jałowe i obce kulturze i tradycji
Narodu, który stał się jednością właśnie pod krzyżem Chrystusa.
Nie wolno nam
zapominać o obowiązku, który spoczywa na każdym z nas: o modlitwie za Ojczyznę.
Patriotyzm to nie tylko wieszanie flagi, śpiewanie hymnu narodowego na
stadionach, dbanie o jej dziedzictwo kulturowe, obrona dobrego imienia Polski za
granicą, płacenie podatków. To przede wszystkim troska o to, by była ona nie
tylko społecznością ludzi realizujących zbieżne cele, ale przede wszystkim
wspólnotą ducha. Komercja, ekonomia, rozwój gospodarki, poprawa warunków
bytowych nie są w stanie tego uczynić. Mogą jedynie podprowadzić do określonego
miejsca historii, dać poczucie bezpieczeństwa, spełnienia. Zapominamy, że IV
przykazanie Dekalogu – choć przecież dosłownie mówi o czci, jaka należy się
rodzicom, a zatem tym, którzy przekazali nam życie – to przecież zobowiązuje nas
także do analogicznej postawy wobec naszej Matki – Ojczyzny. To nie jest patos
ani ksenofobia. Tego domaga się sprawiedliwość. Brak troski o duchowe
dziedzictwo Narodu wcześniej czy później przynosi opłakane skutki. Wiele razy
mieliśmy okazję się o tym przekonać.

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj