Premier się asekuruje
Z dr. Krzysztofem Pietrowiczem, socjologiem, adiunktem w Zakładzie
Interesów Grupowych, zastępcą dyrektora Instytutu Socjologii Uniwersytetu
Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawia Paweł Tunia
Jak ocenia Pan wystąpienie premiera Donalda Tuska w
Sejmie?
– Można je ocenić bardzo dobrze jako wystąpienie PR-owskie.
Pod tym względem było prawie perfekcyjne. O wiele trudniej oceniać treść jego
wystąpienia, bo tej de facto nie było. To wypowiedź, która – jak można łatwo
odczytać – miała na celu uspokojenie opinii publicznej, pokazanie, że w pewnym
sensie rząd kontroluje sytuację związaną ze śledztwem w sprawie katastrofy z 10
kwietnia. Pojawia się podstawowa wątpliwość, mianowicie, gdyby do takiego
wystąpienia doszło tydzień temu lub jeszcze wcześniej, to uznałbym je za
normalne, bo chodzi w nim o pokazanie na gorąco, że wszystko jest pod kontrolą,
i chociaż wystąpienie byłoby pozbawione treści, to można by to wówczas
zrozumieć. Natomiast dziwi takie wystąpienie ponad dwa tygodnie po
katastrofie.
Premier przekonał Polaków, że panuje nad sytuacją?
–
Trudno ocenić, czy wystąpienie mogło uspokoić opinię publiczną. Powinny zostać
przekazane przynajmniej te szczegóły, które są w tej chwili znane i pewne. Bo co
tak naprawdę nowego usłyszeliśmy? Że godzina katastrofy to jednak nie 8.56,
tylko wcześniejsza? To było wiadome już od jakiegoś czasu. Te informacje
pojawiały się w mediach. Dowiedzieliśmy się, że najprawdopodobniej wykluczone
zostały pewne przyczyny dotyczące np. wybuchu, ale też nie ma co do tego
pewności. Brakowało podsumowania i przekazania wiedzy pewnej, która w ramach
śledztwa powinna się już pojawić. Tym bardziej że nie jest to śledztwo w jakiejś
drugorzędnej sprawie, ale dotyczy prezydenta państwa i ważnych osobistości życia
publicznego.
Jak premier budował sobie PR w tym przemówieniu?
– W
przemówieniu nie zostało co prawda wykluczone, że udział w śledztwie wezmą np.
eksperci z zewnątrz, ale nie zostało też powiedziane, że tak się stanie. I
właśnie w tym sensie mówię o wystąpieniu PR-owskim: nic nie zostało wykluczone i
nic nie zostało potwierdzone, został tylko wysłany przekaz, że mamy nad
wszystkim kontrolę i nie powinno się na ten temat spekulować. Nie stoi za tym
żadna konkretna treść.
Wielu Polaków ma pretensje do rządu o to, że zaniechał starań o
przejęcie tego śledztwa od Rosjan…
– Zabrakło w wystąpieniu
premiera pokazania, że państwo polskie jest podmiotem tego śledztwa, że nie jest
jedynie zdane na informacje, które pochodzą z zewnątrz, ale rzeczywiście
działanie państwa ma charakter podmiotowy. Wiadomo, że istnieje część
dokumentacji i dowodów, którą posiada strona polska, i czymś dobrym byłoby,
gdyby pojawiły się jakieś szczegółowe informacje o tym, co przekazuje strona
rosyjska, a co posiada strona polska, czy jest to ze sobą kompatybilne i czy
pojawiają się tutaj jakieś sprzeczności. Powiedzenie tego wprost pokazałoby, że
rzeczywiście strona polska posiada podmiotowość i potrafi sprawę kontrolować.
Takiego przekazu nie było. Nie zaprezentowano kilku węzłowych faktów, które są
już wiadome i niepodważalne, oraz próby konfrontacji tego, co dostaliśmy od
Rosjan, z tym, co wiemy sami. Nie pokazano, czy te informacje są spójne, czy
trzeba coś wyjaśniać.
Dlaczego premier zabrał głos dopiero po dwóch tygodniach od tragedii?
W środę spotkał się wreszcie z dziennikarzami, a w czwartek z
posłami…
– Te wystąpienia można interpretować jako próbę
wychodzenia z cienia. Po pobycie w Rosji zaraz po tragedii, także po
uroczystościach pogrzebowych premier właściwie nie wypowiadał się publicznie. W
tej chwili daje sygnał, że wraca, ale jako osoba sprawiająca wrażenie, iż
ewidentnie dystansuje się od bieżących sporów, z jednej strony – od kampanii
wyborczej, a z drugiej – od ręcznego sterowania śledztwem. Kojarzyłoby się to z
postawą asekuracyjną. Można tu spekulować, że w razie gdyby się okazało, że coś
jest nie tak ze śledztwem, premier chce mieć możliwość łatwego zdystansowania
się wobec toczących się wydarzeń. Pewne pytania nadal pozostają bez odpowiedzi:
Jaka była rola MON? Kto odpowiada za to, co się stało (premier, minister obrony
narodowej czy jeszcze ktoś)? – kwestia odpowiedzialności nie pojawiła się w
wypowiedzi premiera.
Dziękuję za rozmowę.
