Klich straci stołek

Minister obrony narodowej Bogdan Klich może stracić stanowisko po
wyborach prezydenckich – wynika z informacji, do których dotarł „Nasz Dziennik”.
Szefowi resortu obrony udawało się do tej pory bez większego uszczerbku omijać
polityczne rafy, ale teraz ma zapłacić rachunek za coraz gorszy stan naszych sił
zbrojnych. Klich skompromitował swój urząd, zwłaszcza za sprawą katastrofy
prezydenckiego Tu-154 pod Katyniem.

Jedna z osób z kierownictwa Platformy Obywatelskiej powiedziała „Naszemu
Dziennikowi”, że zarówno premier Donald Tusk, jak i inni liderzy partii nie mają
najlepszej opinii o zachowaniu ministra Klicha po tragicznej śmierci prezydenta
Lecha Kaczyńskiego i 95 innych pasażerów tupolewa. Minister jest źle oceniany
przez Polaków, którzy zdają sobie sprawę z faktu, że to właśnie on odpowiada za
to, iż wciąż nie mamy nowoczesnych samolotów do przewożenia VIP-ów. Wręcz
niestosownie zabrzmiały słowa Klicha po katastrofie 10 kwietnia, że teraz już
nic go nie powstrzyma przed zakupem lub leasingiem samolotów. – Na ministra
zewsząd spadają oskarżenia i od wojskowych, i od cywilnych ekspertów, że przez
dwa lata jego rządów znacznie pogorszył się poziom wyszkolenia pilotów i
sprawności naszego lotnictwa. Te zarzuty tak szybko nie ucichną. Premier ma tego
świadomość i jest gotów poświęcić Klicha, jeśli będzie to cena za uratowanie
własnej twarzy i rządu – twierdzi rozmówca „Naszego Dziennika”,
parlamentarzysta.
Sytuacja jest rzeczywiście poważna. PO nie ma złudzeń co do
możliwości szybkiego zneutralizowania oskarżeń przeciwko ministrowi obrony. Tym
bardziej że śledztwo w sprawie katastrofy prezydenckiego tupolewa będzie się
jeszcze ciągnęło. To oznacza, że raz po raz będą wracały pytania o stan naszych
sił powietrznych.
Eksperci podkreślają, że za rządów obecnego ministra obrony
doszło do kolejnych cięć w finansowaniu szkolenia pilotów i poza pilotami F-16
żadna formacja nie ma faktycznie do dyspozycji ani symulatorów, ani
wystarczających pieniędzy na paliwo, żeby wykonać minimalną liczbę godzin lotów
w roku, czego wymagają choćby standardy NATO. W wielu jednostkach piloci
spędzają w powietrzu średnio mniej niż godzinę tygodniowo, czyli mniej niż 50
godzin rocznie, podczas gdy w innych krajach NATO absolutne minimum to 100
godzin w ciągu roku (w większości państw wskaźnik ten sięga 200 godzin).
Najgorsze jest to, że cięcia odbijają się także na wyszkoleniu pilotów, którzy
biorą udział w misji w Afganistanie, a to rzutuje już bezpośrednio na
bezpieczeństwo ich oraz innych żołnierzy.
Zarówno byli, jak i obecni piloci
nie są zaskoczeni faktem, że akurat w ostatnich dwóch latach doszło do
największych katastrof lotniczych w wojsku po II wojnie światowej. Ich zdaniem,
to na ministrze obrony ciąży polityczna odpowiedzialność za wypadki. Zwłaszcza
za ten, do którego doszło 10 kwietnia. – Gdyby nie kampania prezydencka, to
prawdopodobnie minister zostałby przez premiera Tuska „poproszony” o złożenie
dymisji – zauważa inny z parlamentarzystów PO. Nie chce podawać nazwiska, bo jak
mówi, „premier nie lubi, gdy ktoś publicznie mu sugeruje, jakich zmian powinien
dokonać w rządzie”. – Ministra Klicha uratowała jednak najpierw żałoba narodowa,
a teraz bój o prezydenta. Po wyborach będzie można ogłosić jednak „nowe
otwarcie” i rząd nieco przewietrzyć. Zwłaszcza gdyby nasz kandydat Bronisław
Komorowski przegrał wybory – dodaje rozmówca „Naszego Dziennika”. W szeregach
Platformy istnieje duża obawa, że Klich może się stać „hamulcowym” kampanii
Bronisława Komorowskiego, jeśli media zainteresują się bardziej działalnością
szefa MON w momencie, kiedy do opinii publicznej zacznie docierać więcej
informacji dotyczących szczegółów katastrofy tupolewa, jak i stanu naszego
lotnictwa wojskowego.

Gromy na ministra
Według jednego z byłych wysokich
wojskowych na niekorzyść Bogdana Klicha działa też fakt, że przeciwko niemu
wystąpili tacy ludzie, jak m.in. twórca GROM gen. Sławomir Petelicki, którzy
wprost apelują do premiera o odwołanie nieudolnego ministra. Jeden z posłów
Platformy jest przekonany, że gen. Petelicki czy gen. Gromosław Czempiński
reprezentują środowisko, „z którym premier musi się liczyć”. W końcu to
Czempiński wygadał się, iż brał czynny udział w tworzeniu Platformy. Partia
potrzebuje poparcia tego środowiska, które ma choćby mocne wpływy w
mediach.
Ale ministra krytykują także ludzie niezwiązani ze środowiskiem
Petelickiego. Kilka dni temu pisaliśmy jako pierwsi o liście otwartym byłego
wiceministra obrony Romualda Szeremietiewa wytykającego błędy i zaniechania
Klicha, które doprowadziły nasze lotnictwo do katastrofalnego stanu. Minister –
jak podkreślał Romuald Szeremietiew – powinien za to politycznie
odpowiedzieć.
Poseł Ludwik Dorn, który na początku roku przygotowywał wniosek
o odwołanie ministra Klicha, wskazywał na kompromitujące zachowanie szefa
resortu obrony, który za wszystkie wcześniejsze wypadki w Siłach Powietrznych
obwiniał pilotów, ale sobie nie miał nic do zarzucenia. Dorn swoje zarzuty
powtórzył na wczorajszej konferencji prasowej, podczas której ponownie domagał
się dymisji szefa resortu obrony. – Minister Klich po katastrofie bryzy najpierw
mówił, że pilotom zabrakło szczęścia, potem, że wypadek to wina ich
nonszalancji. O nonszalancji mówił także w przypadku katastrofy CASY i śmigłowca
Mi-24 – podkreślał Dorn. Zarzucał ministrowi, że podtrzymywał fikcję o światowym
poziomie systemu szkolenia naszych pilotów.

Eksperci krytykują? Odwołać ekspertów
Klich jednak
wszelką krytykę odrzuca, a ekspertów, którzy ośmielili się podważać jego
działania na forum sejmowej Komisji Obrony Narodowej, kazał pozbawiać funkcji i
usuwać z parlamentu. Tak stało się choćby z mjr. Arkadiuszem Szczęsnym, który
jesienią ubiegłego roku domagał się, aby posłowie wystąpili do prokuratury z
doniesieniem o możliwości popełnienia przestępstwa przez ministra Klicha.
Chodziło o „świadome narażenie przez resort obrony narodowej naszych żołnierzy
na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia poprzez zaniedbania w planowaniu,
samym szkoleniu, zaopatrywaniu wojsk i zarządzaniu zasobami ludzkimi”. Była to
reakcja na raporty, jakie trafiły do posłów z jednostek lotniczych na temat
wyszkolenia pilotów. Koalicja odwołała majora z funkcji eksperta pod pretekstem
przekroczenia przez niego uprawnień. Wówczas Szczęsny sam złożył zawiadomienie
do prokuratury. Także Edmund Klich, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków
Lotniczych, nie krył w ostatnich dniach krytyki wobec działań szefa MON w
sprawie śledztwa dotyczącego przyczyn katastrofy Tu-154, zarzucając Klichowi
m.in. brak współpracy z komisją. Wobec ministra padają też coraz częściej
zarzuty o to, że zaniedbał choćby kwestie zabezpieczenia wraku rozbitego
tupolewa; że nie naciskał Rosjan, by przekazali nam śledztwo w sprawie
katastrofy wojskowego samolotu, choć w tym przypadku nie mniejsza wina leży
także po stronie premiera. Edmund Klich argumentował także, iż w śledztwie
jesteśmy petentami Rosjan, a mogliśmy wystąpić o oddanie nam postępowania.
Ponadto ujawnił, że minister obrony zmuszał go do współpracy z rosyjskimi
prokuratorami, gdy tymczasem komisja powinna działać niezależnie.
Nic
dziwnego, że coraz więcej polityków PO jest przekonanych, iż pozycja Bogdana
Klicha w dłuższej perspektywie jest nie do obronienia, bo oskarżenia na pewno
nie osłabną, gdyż po katastrofie pod Katyniem „masa krytyczna” została
przekroczona. – W dodatku niektóre osoby z kierownictwa partii już teraz
namawiają Donalda Tuska do zdymisjonowania Bogdana Klicha. Coraz więcej osób w
Platformie krytycznie ocenia jego działania. Klich po smoleńskiej katastrofie
niestety tylko się pogrąża, a i my po trosze razem z nim – mówi jeden z
posłów.

Sam nie zrezygnuje
Oficjalnie w PO temat „Dymisja
ministra obrony” nie istnieje. Andrzej Halicki, rzecznik prasowy klubu
parlamentarnego PO, pytany o los Bogdana Klicha mówi wprost, że ataki na
ministra są bezpodstawne i „mają polityczny, a nie merytoryczny charakter”. Tym
samym wskazuje, że minister może spać spokojnie. Klich nie ma zamiaru sam
rezygnować. Najwyraźniej szef resortu obrony liczy, iż za jakiś czas „sprawa
przyschnie”, i tak samo jak wcześniej, gdy wysuwano przeciwko niemu inne
zarzuty, po kilku tygodniach opinia publiczna da mu spokój, zajmując się innymi
kwestiami. Bogdan Klich kieruje MON, choć to za jego kadencji było wiele
zastrzeżeń także co do wyposażenia naszych żołnierzy w Afganistanie w sprzęt
bojowy. Gdy dowódca wojsk lądowych gen. Waldemar Skrzypczak poskarżył się
publicznie na „biurokratów z MON”, którzy odpowiadają za braki w uzbrojeniu,
zapłacił za to stanowiskiem w imię „cywilnej kontroli nad armią”, a ministrowi w
niczym to nie zaszkodziło. Klich przetrwał także oskarżenia w sprawie
nieprawidłowości przy przetargach ogłaszanych przez MON. Nie spadł mu też włos z
głowy w sytuacji, kiedy media ujawniły, że w instytucjach podległych
ministerstwu zatrudniani są jego bliscy znajomi (oczywiście w drodze konkursu).
Sprawę miała nawet badać minister ds. zwalczania korupcji Julia Pitera, ale
jakoś nic nie odkryła.
Ministrowi nic się nie stało również i wtedy, gdy
wyszło na jaw, iż założony przez Bogdana Klicha, a kierowany przez jego żonę
Instytut Studiów Strategicznych korzysta z hojnego wsparcia państwowych
przedsiębiorstw oraz zagranicznych producentów broni. W tym drugim przypadku
chodziło choćby o amerykański Lockheed Martin i włoską Agusta Westland
produkującą śmigłowce. Darczyńcami ISS były także niemieckie fundacje (np.
Fundacja Konrada Adenauera i Fundacja Friedricha Eberta), które są utrzymywane
przez rząd w Berlinie, co również stawiało ministra w co najmniej dwuznacznej
sytuacji. Nie tylko opozycja, ale także organizacje pozarządowe i eksperci od
korupcji wskazywali, że konflikt interesów był w tym przypadku aż nadto widoczny
i za mniejsze przewiny na Zachodzie ministrowie tracili stanowiska. Bogdan Klich
ma najwyraźniej specjalne fory u premiera. Przynajmniej do tej pory. Tusk na
pewno nie chce odwoływać ministra, ale niedługo może go do tego zmusić sytuacja
polityczna i troska o notowania rządu i PO. Czy to oznacza, że dobra passa
Klicha się kończy?

Krzysztof Losz

drukuj