Był dla ludzi, bronił życia

Pogrzeb senatora Stanisława Zająca przerodził się w manifestację
patriotyczną. Przewodniczącego klubu senackiego Prawa i Sprawiedliwości oraz
senackiej Komisji Obrony Narodowej żegnali wczoraj w Jaśle rodzina, znajomi,
samorządowcy, przedstawiciele szkół, zakładów pracy i tysiące mieszkańców
regionu. Po Mszy św. żałobnej w kościele farnym trumna z ciałem senatora Zająca
spoczęła na Nowym Cmentarzu w Jaśle.

Stanisław Zając miał 61 lat, był posłem na Sejm I, III, V i VI kadencji, a od
2008 r. senatorem RP wybranym w okręgu przemysko-krośnieńskim. Zajął miejsce w
wyższej izbie parlamentu po zmarłym nagle senatorze Andrzeju Mazurkiewiczu. W
III kadencji Sejmu w latach 1997-2001 piastował urząd wicemarszałka Sejmu. Z
wykształcenia prawnik, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego był człowiekiem
niezwykle popularnym i cenionym na Podkarpaciu, o czym świadczą jedne z
najlepszych wyników wyborczych w kraju. Tylko w wyborach uzupełniających do
Senatu w 2008 roku zdobył blisko połowę wszystkich oddanych głosów. Był
szanowanym i uznanym politykiem, którego postawę ceniła także Polonia.
To, że
mieszkańcy osiedla Gądki w Jaśle śpią dzisiaj spokojnie, bez obaw, że znowu
zaleje ich powódź, to także zasługa senatora Zająca, który przyczynił się do
budowy wałów przeciwpowodziowych dla miasta. Zabiegał skutecznie o utworzenie
Uniwersytetu Rzeszowskiego, powołanie Centrum Charytatywnego w Jaśle, a także o
środki na rozwój strefy przemysłowej i na ratowanie zabytków. – Był prawdziwym
przyjacielem „Solidarności” i ludzi pracy. W latach 80., kiedy nasi ludzie byli
sądzeni, Stanisław Zając był ich obrońcą. Kiedy później pojawiały się problemy w
zakładach pracy, zawsze zwracaliśmy się do niego o pomoc. Nigdy nie odmawiał –
wspomina Tadeusz Majchrowicz, przewodniczący Zarządu Regionu Podkarpacie NSZZ
„Solidarność” w Krośnie.
Jedną z ostatnich osób, które widziały senatora
Zająca przed wylotem do Katynia, był jego wieloletni przyjaciel senator Zdzisław
Pupa, od którego w piątek przed tragedią Stanisław Zając pożyczał krawat. – W
piątek podczas obrad Senatu Staszek wygłosił oświadczenie dotyczące mordu
katyńskiego. Później wróciliśmy do hotelu sejmowego. Choć miał wiele krawatów,
poszukiwał najbardziej odpowiedniego na uroczystość w Katyniu i znalazł go u
mnie. Miał do mnie jeszcze jedną prośbę – wspomina senator Pupa. – Choć nastawił
budzik, to dla pewności prosił, aby obudzić go rano. Nastawiłem budzik na godz.
5.15, bo sam chciałem zdążyć na samolot do Rzeszowa, ale kilka minut wcześniej
zadzwonił Staszek, że już się obudził. Spotkaliśmy się jeszcze w recepcji. On
pojechał na lotnisko samochodem z senator Krystyną Bochenek i senator Janiną
Fetlińską, a ja pojechałem z senatorem Władysławem Ortylem. Przed odlotem mojego
samolotu widziałem jeszcze, jak prezydencki tupolew wzbija się w powietrze… Po
kilku godzinach dowiedziałem się o katastrofie i o tym, że nikt nie przeżył –
mówi przyjaciel senatora Zająca. Jak dodaje, senator Zając potrafił być otwarty
dla wszystkich, zawsze można było do niego przyjść. – Szczególnie na sercu
leżały mu sprawy Ojczyzny, tradycji narodowej, Kościoła i poszczególnych ludzi.
Angażował się także w ochronę życia ludzkiego, głos w tej sprawie zabierał m.in.
w Organizacji Narodów Zjednoczonych – akcentuje senator Zdzisław Pupa.

Mariusz Kamieniecki

drukuj