Polska ma prawo do swojej tożsamości

Prof. Zdzisław Krasnodębski:

Przede wszystkim jestem bardzo wdzięczny tym, którzy tak tłumnie przyszli na
uroczystości żałobne na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego. W ich reakcjach
widać było żal z powodu utraty prezydenta i tylu znakomitych osób. Wielu
podchodziło do mnie, by porozmawiać. Przyznam, że trochę przywrócili mi wiarę w
Polaków, która czasami już chwiała się we mnie w tych najgorszych momentach
czasu marności, kiedy nastąpiła tabloidyzacja nie tylko mediów, ale także i dusz
Polaków. Ponadto odniosłem wrażenie, że Naród został osierocony, bo na początku
nikt nie trafiał ze słowem do ludzi. Po przemówieniu pełniącego obowiązki
prezydenta marszałka Bronisława Komorowskiego zapadła cisza. Myślę, że on jednak
nie zostanie wybrany na prezydenta. Przejmujące było natomiast wystąpienie
ministra Macieja Łopińskiego nagrodzone gromkimi brawami, które mówiły o
służbie, którą pełnił prezydent. Trafne i poruszające były też słowa
ewangelickiego pastora. Nabożeństwo to pokazało różnorodność
Rzeczypospolitej.

Otuchę w serca wlały też słowa ks. abp. Józefa Michalika o często wyśmiewanym
i lekceważonym prawie Polski do swojej tożsamości. Czekałem na nie. Gdyby nie
padły tam na placu, powiedziałbym, że zabrakło w tym miejscu i w tej chwili
przywództwa. Pomyślałem sobie wtedy o tym, jak zachowaliby się inni politycy,
gdyby Lech Kaczyński ocalał z tej katastrofy. A właśnie ten wyśmiewany prezydent
znalazłby odpowiednie słowa na taką okazję, bo to był przywódca na sytuacje
kryzysowe, na walkę, na żałobę. W takich sytuacjach ujawnia się małość,
niewystarczalność polityki nastawionej tylko na załatwianie doraźnych potrzeb.
Trzeba przyznać, że uroczystości na placu Piłsudskiego miały rzeczywiście
podniosły charakter.

not. BM

drukuj