Premier Rosji pominął sprawców mordu
Z dr. Witoldem Wasilewskim, historykiem z Instytutu Pamięci
Narodowej, rozmawia Łukasz Sianożęcki
Przemówienie premiera Rosji Władimira Putina podczas uroczystości w
Lesie Katyńskim spełniło pokładane w nim nadzieje?
– Przemówienie
premiera Putina nie spełniło nadziei na przełom w sprawie zbrodni katyńskiej.
Zabrakło nie tylko podkreślenia, ale właściwie stwierdzenia, kto był faktycznym
sprawcą mordu katyńskiego. Było to konsekwentnie omijane przez szefa rosyjskiego
rządu. Cały czas była mowa o ofiarach jakiegoś abstrakcyjnego totalitaryzmu, a w
gruncie rzeczy to nawet o ofiarach całej historii najnowszej. Słyszeliśmy
przecież odwołania do II wojny światowej. Nie zostało natomiast powiedziane to,
że decyzję o zbrodni podjęło biuro polityczne partii komunistycznej, że wykonało
ją NKWD i że była to po prostu zbrodnia Związku Sowieckiego. O Związku Sowieckim
nie było w przypadku premiera Putina w ogóle mowy. Nie padła też żadna
deklaracja odnośnie do oceny prawnej zbrodni katyńskiej, od czego się organy
władzy rosyjskiej ciągle uchylają. Co więcej, padło stwierdzenie zupełnie
fałszywe, jakoby dokonano w Rosji jednoznacznej oceny zbrodni stalinowskich.
Wiemy dokładnie, że tak nie jest, choćby sama zbrodnia w Katyniu nie została
oceniona, wręcz odwrotnie – ciągle odmawia się dokonania tej oceny. Nie można
więc uznać wczorajszych uroczystości za znaczący krok zmierzający w stronę
rozwiązania tej sprawy.
Część komentatorów twierdzi, że już obecność premiera Putina w
Katyniu jest sama w sobie przełomem…
– Nie mogę się z tym zgodzić.
To jest przyjmowanie z góry jakiegoś założenia, że samo spotkanie z premierem
rosyjskim kogoś nobilituje. Tak jednak nie jest. O sukcesie możemy mówić w
przypadku osiągnięcia konkretnych celów, a tu takim celem powinno być skłonienie
Rosji do wygłoszenia jednoznacznej oceny historycznej i prawnej zbrodni
katyńskiej. Oczywiście jeśli mamy do czynienia ze szczerymi gestami pojednania,
to również należy to docenić. Tu jednak nie wszystko wskazywało na szczere
chęci. Można było nawet odnieść wrażenie, że podejmowano próby instrumentalnego
wykorzystania niektórych ofiar zbrodni reżimu stalinowskiego do relatywizowania
czy rozmycia zbrodni katyńskiej jako takiej. Była ona przecież konkretnym aktem
ludobójstwa skierowanym przeciwko Narodowi Polskiemu, a w zasadzie przeciwko
kluczowej dla trwania państwa polskiego grupie społecznej.
Dlaczego te sygnały z Moskwy są niejednoznaczne?
–
Brakuje w Rosji jednoznacznego odcięcia się od sowieckiej spuścizny, która
sprawiłaby, że do słów i gestów władz Kremla moglibyśmy podchodzić z pełnym
przekonaniem. A przecież w trakcie uroczystości w rosyjskiej części cmentarza
usłyszeliśmy przywróconą melodię hymnu sowieckiego. To ma ogromne symboliczne
znaczenie. Aby Rosja była bardziej wiarygodna w naszych oczach w sprawach
historycznych, za niektórymi pozytywnymi gestami powinny pójść także konkrety, a
tych zabrakło.
A może Putin nie traktuje Polski poważnie? Na spotkanie z Donaldem
Tuskiem spóźnił się blisko godzinę.
– Ten gest także nie był zbyt
przyjazny. Ważniejsza jest jednak treść tego, co mówił Putin. A można
powiedzieć, że była ona bardzo wątła. Powtórzę, że z jego wypowiedzi nie
dowiedzieliśmy się przecież, kto tak naprawdę był sprawcą tej zbrodni. Gdzieś to
znikło w jego przemowie. A w przypadku zbrodni katyńskiej, która była
zakłamywana właśnie w ten sposób, że wskazywano jako jej sprawców Niemcy,
pokazanie, kto odpowiada za nią w rzeczywistości, jest szczególnie ważne.
Usłyszeliśmy wprawdzie o ofiarach, lecz słuchając uważnie premiera Putina, nadal
nie wiemy, czyje to były ofiary. Oceniam wystąpienie szefa rosyjskiego rządu w
lesie w Katyniu jednoznacznie negatywnie.
Dziękuję za rozmowę.
