Stateczny profesor do dziennikarza: Zjeżdżaj pan!

Wydawałoby się, że piastowanie wysokich stanowisk państwowych
zobowiązuje. Praktyka jednak weryfikuje tę teorię i coraz częściej widzimy
polityków czy urzędników, którzy przekraczają granice dobrego obyczaju. Do tego
niechlubnego grona dołączył właśnie prof. Jan Winiecki z Rady Polityki
Pieniężnej. Na trudne pytania dziennikarzy odpowiedział inwektywami pod adresem
TV Trwam oraz TVP.

Profesor Jan Winiecki pytany był przez dziennikarzy o informacje Tomasza
Wróblewskiego („Dziennik Gazeta Prawna”), który mówił w radiowej Trójce na temat
rzekomego zbierania od kandydatów na członków do Rady Polityki Pieniężnej z
ramienia PO deklaracji o głosowaniu za przekazaniem zysków NBP do budżetu
państwa. – To, co mówi redaktor z jakiegoś tam dziennika dla ubogich umysłowo,
to mnie rzeczywiście niewiele obchodzi – skomentował. Dopytywany przez
dziennikarzy, czy naciskano na niego, dodał: „Proszę pana, niech pan będzie
poważny, kto mógłby naciskać na mnie”. Do rozmowy wtrącił się też Andrzej
Bartkowski, członek RPP, m.in. pytając dociekliwego dziennikarza, kim jest.
Kiedy ten przedstawił się jako reporter TV Trwam, prof. Winiecki odrzekł: „Trwa
mać, tak? Zjeżdżaj Pan!”. Dostało się też obecnej przy rozmowie telewizji
publicznej. – Pan się zachowuje, jakby pan był z instytucji publicznej, ale
zupełnie innego rodzaju – mówił profesor, rzucając na koniec w stronę
dziennikarzy: „Mam pana i pańskie doniesienia w nosie”.
W ocenie prof.
Macieja Mrozowskiego z Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego,
prof. Winiecki z pewnością zachował się niewłaściwie. Jego zdaniem, trudno
ocenić, co sprowokowało profesora do takiej reakcji. – Jestem tu ostrożny w
wydawaniu sądów. Ludzie są przepracowani, zestresowani, mogą nie umieć
odpowiedzieć na insynuacje – ocenił. Profesor Mrozowski podkreślił, że takie
sytuacje wymagają wyjaśnienia, bo zachowanie Winieckiego mogło wynikać z
podejścia dziennikarzy, którzy często nie respektują praw
rozmówcy.
Usprawiedliwienia dla zachowania profesora nie znajduje dr Hanna
Karp, medioznawca z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. – Profesor
Winiecki dotychczas budował swój wizerunek jako statecznego profesora, eksperta
od spraw finansowych, poważnego i rozważnego publicysty. Nagle widzimy jego
drugie oblicze, bardzo nieprzyjemne, które przypomina zachowanie spod budki z
piwem – oceniła. Jej zdaniem, sam fakt, że Winiecki jest osobą publiczną i
reprezentuje poważną instytucję państwową, zobowiązuje go do rozmowy z
dziennikarzami. – Oni nie występują w swoim imieniu, ale opinii publicznej,
która chce poznać fakty dotyczące ważnych spraw finansowych – dodała. W ocenie
dr Karp, zachowanie profesora może świadczyć o tym, że miał fatalny dzień lub że
był czymś wyprowadzony z równowagi – ale to nie usprawiedliwia jego zachowania.
– To zachowanie wymaga refleksji. Jest pewien niepisany obyczaj, który został tu
złamany, i wypadałoby, aby z ust profesora padło słowo „przepraszam”. Ja
rozumiem, że media są często natarczywe, ale przecież nie można tym
usprawiedliwiać takiego zachowania – dodała.
Postawa profesora nie spodobała
się też red. Wojciechowi Reszczyńskiemu. – Tacy ludzie o takiej kulturze
awansują, zajmują stanowiska i przychodzi moment, kiedy okazuje się, kim
naprawdę są – zauważył. W ocenie Reszczyńskiego, degeneracja życia publicznego
jest coraz bardziej widoczna i jest to efekt kilku lat pracy ludzi, którzy
„dostali się do władzy, a którym wychodzi słoma z butów”. Jak zauważył
Reszczyński, z materiału telewizyjnego nie wynikało, że pytanie dziennikarza
było zbytnio natarczywe. – Nikt go nie osaczał, widać było nawet uśmiech z jego
strony, więc chyba te słowa sprawiały mu przyjemność – dodał.
Jak podkreślił
mec. Piotr Łukasz Andrzejewski, senator PiS, zachowanie profesora świadczy o nim
samym, ale też o pewnym obniżeniu kultury bycia w środkach przekazu i
komunikacji. – Za PRL byli „jedynie słuszni” dziennikarze i nie zadawało się
niewygodnych pytań. Teraz, kiedy takowe padają z ust „słusznego” dziennikarza,
to jeszcze można coś powiedzieć, ale kiedy jest to przedstawiciel innego medium,
to trzeba się zachować po chamsku – dodał.
W ocenie mecenas Krystyny
Kosińskiej, zachowanie Winieckiego było karygodne, a słowa wypowiedziane przez
profesora miały na celu poniżenie, znieważenie dziennikarza oraz instytucji,
którą reprezentował. – Całym swym zachowaniem, tonem głosu i wypowiedzianymi
słowami pan Winiecki dawał wyraz chęci obrażenia i poniżenia osoby, do której
mówił – dodała.

Marcin Austyn

drukuj