Sprzedawcy skarbu państwa

Rząd i Ministerstwo Skarbu Państwa kierowane przez Aleksandra Grada
(PO) chwalą się prywatyzacją i ogłaszają, że przychody z tego tytułu od początku
roku do końca marca wyniosły 5,4 mld zł, a od początku roku zakończono 42
projekty prywatyzacyjne, z czego 15 w marcu. – Minister Skarbu Państwa
zapomniał, że jego rolą jest rozwijanie i pomnażanie majątku państwa, a nie
wyprzedaż, bo gdyby tak było, to nazywalibyśmy ministra skarbu „sprzedawcą
skarbu państwa” – komentuje poseł Maks Kraczkowski (PiS), wiceprzewodniczący
sejmowej Komisji Gospodarki.

Dane o postępach prywatyzacji podał wczoraj wiceminister skarbu Adam
Leszkiewicz. Mimo dotychczasowych niepowodzeń prywatyzacyjnych – co według
opozycji jest zjawiskiem pozytywnym – rząd nie zamierza rezygnować z procederu i
w roku 2010 planuje prywatyzację m.in. pierwszej i drugiej grupy chemicznej,
kopalni węgla brunatnego Konin i Adamów, zakładów energetycznych Energa, a
poprzez giełdę chce sprzedać pakiet akcji Polskiej Grupy Energetycznej.
Sprzedany ma być także pakiet akcji koncernu energetycznego Tauron. PO nie
rezygnuje także ze sprzedaży akcji GPW w tym roku. – Na szczęście, nie udało się
sprywatyzować giełdy, bo doprowadziłoby do marginalizacji dobrego polskiego
rynku. Plany rządu są oczywiście ambitne, natomiast ważniejszym pytaniem jest,
czy są potrzebne. Czy ten kształt prywatyzacji, a więc bicia niechlubnych
rekordów Emila Wąsacza [minister skarbu w latach 1997-2000] wyprzedaży
wszystkiego w rekordowym tempie, jest właściwą drogą? Moim zdaniem, jest to
droga donikąd – uważa poseł Kraczkowski.
Zdaniem posła, nie wystarczy
powiedzieć, że wyniki finansowe spółek państwowych są niezadowalające i trzeba
je sprzedać. – Istnieje też problem niewystarczającego nadzoru nad spółkami
Skarbu Państwa, bo nie problem powiedzieć, że spółki są złe i trzeba je sprzedać
za przysłowiowy grosz, ale od tego jest minister skarbu, aby dbał o jakość
zarządzania – podkreśla wiceszef Komisji Gospodarki.
Posłowie PO w pełni
popierają poczynania rządu. – Kwota z prywatyzacji staje się znacząca, sytuacja
sprzyja, mamy niewielki wzrost indeksów na giełdzie – uważa poseł Antoni Mężydło
(PO), także wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Gospodarki. Poseł korzysta z
typowej dla środowisk liberalnych argumentacji uzasadniającej prywatyzację. –
Myślę, że warto to prywatyzować, bo w prywatnych rękach będzie to lepiej
zarządzane i będzie efektywniejsze. Gospodarka będzie bardziej konkurencyjna –
wyjaśnia.
Jednak skutki wyprzedaży majątku narodowego mogą być poważne dla
budżetu państwa. – Kiedy pan minister oznajmi już wszystkim Polakom, że
wyprzedał wszystko, co mógł, może okazać się, że Skarb Państwa będzie opierał
się nie na potencjale produkcyjnym firm czy środkach płynących z dywidendy od
państwowych przedsiębiorstw, tylko na pożyczkach w zagranicznych bankach,
ponieważ banki już zostały rozprzedane – ostrzega Kraczkowski. Jego zdaniem,
prywatyzacja powinna służyć celom rozwoju państwa i poszukiwaniom kapitału dla
przedsiębiorstw, które go potrzebują, natomiast w sytuacji spółek państwowych,
gdzie nie ma mowy o stagnacji czy regresie w ich działalności, a wręcz
przeciwnie – państwo pobiera duże dywidendy, prywatyzacja nie znajduje
uzasadnienia, a „łatanie dziury budżetowej pieniędzmi z tego procesu to polityka
na krótką metę”.

Paweł Tunia

 

——————————————–

 

Z Pawłem Szałamachą, wiceministrem Skarbu Państwa w latach 2006-2007,
rozmawia Paweł Tunia

Rząd PO – PSL przyjął w 2008 r. plan prywatyzacji na lata 2008-2011. Chciał
sprzedać około 800 spółek. Jak ocenia Pan dotychczasową realizację tego
planu?

– Moim zdaniem, bezzasadna jest prywatyzacja sektora elektroenergetycznego co do
istoty, a tym bardziej w obecnej sytuacji rynkowej, gdzie ceny transakcyjne mogą
być po prostu zaniżone. Jest to wadliwy kierunek, który ten rząd chce
zrealizować. Na razie mu się nie udało, ale chciał na przykład sprywatyzować
poznańską Eneę, jednak wycofał się z tego. Zupełnie niezrozumiała jest
prywatyzacja sektora chemicznego, zakładów wielkiej syntezy chemicznej, Polic,
Puław i Ciechu. W obecnych warunkach, kiedy wynegocjowano bardzo słabe
kontrakty dotyczące dostaw gazu, który jest podstawowym surowcem do produkcji
chemicznej w Policach i Puławach, wartość tych spółek spadła, a dodatkowo
Police poniosły stratę na skutek nieudanych transakcji walutowych w 2008 roku.
Kurs akcji spółki jest niski na giełdzie i za taką firmę można dostać
raczej niewielkie pieniądze.

Ma Pan zastrzeżenia do planów prywatyzacji Giełdy Papierów Wartościowych?
– Krytycznie odnoszę się do zamiarów prywatyzacji GPW i zapraszania inwestorów
strategicznych. Sprzedaż pakietu kontrolnego, co zamierzał zrobić minister
Aleksander Grad, to było ryzyko sprowadzenia Warszawy do roli peryferii na
mapie gospodarczo-finansowej Europy. Na szczęście to się nie udało. Nie
wiem, czy będzie kontynuowane, może jednak zostaną wyciągnięte jakieś
wnioski. Można prywatyzować drobne spółki, które nie mają charakteru
strategicznego, i jakiś polski inwestor mógłby je nabyć i rozwijać. To można
zaakceptować.

W planach prywatyzacyjnych rządu PO – PSL trudno dopatrzyć się jakiejś
wizji, która służyłaby polskiej gospodarce.

– Panuje chaos i są czynione nieprzemyślane kroki w kwestii np.
elektroenergetyki. Jeśli chodzi z kolei o działania prywatyzacyjne w
poprzednim roku, to mamy do czynienia z całkowitą klęską. Szczególnie w
sektorze stoczniowym, gdzie tak naprawdę nastąpiło rozparcelowanie i zaoranie
tego sektora. A przecież jest to bardzo ważna gałąź gospodarki. Platforma
kreuje taki miraż gospodarki, w której będziemy sobie sprzedawać polisy
ubezpieczeniowe i usługi finansowe, pracować w czystych biurach, a nikt nie będzie
wykonywał tradycyjnych zawodów, nie będzie spawał i produkował np. cementu
czy różnych innych urządzeń. To jest właśnie miraż nowoczesnej
gospodarki, którą próbują nam sprzedać. Kończy się to kapitulacją,
zaoraniem całych sektorów i spektakularną klęską.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj