– Tygodniowy przegląd mediów -Popielec, politycy i dziennikarze…
Zeznania Magdaleny Sobiesiak w sprawie afery hazardowej, prawybory w
Platformie Obywatelskiej, „haki” na Sikorskiego, szokująca nieporadność polityki
ministra spraw zagranicznych, afera seksualna w Samoobronie, donosy Romana
Giertycha na dawny rząd PiS – o tym nieustannie słyszymy. Warto jednak, choćby
na chwilę, na bieżącą politykę spuścić zasłonę milczenia i skupić się na dobrej
wiadomości: ks. Jerzy Popiełuszko zostanie wyniesiony na ołtarze 6 czerwca na
placu Piłsudskiego w Warszawie.
Zanim jednak doczekamy tej chwili, rozpoczynający się Wielki Post winien
sprzyjać refleksji nad tym, co stało się z nami od czasu śmierci ks. Jerzego. W
jakim znajdujemy się punkcie? Dokąd winniśmy podążać, by nie zatracić się w
swoich błędach? Bo prawda o nas, Polakach, jest nie najweselsza.
– „Polacy nie radzą sobie ze stresem” – ostrzega „Rzeczpospolita” (17
lutego). Według danych zespołu ds. walki z depresją działającego przy ministrze
zdrowia, na tę chorobę cierpi 10 procent Polaków. Tu zapewne mogliby pomóc nie
tylko psychiatrzy, ale też duchowni. Wielki Post stanowi więc doskonałą okazję
do pogłębionej refleksji nad sobą, życiem najbliższych, ale też wspólnot, w
których przychodzi nam żyć na co dzień. Sprawy nie przegapił „Gość Niedzielny”
(nr 6) i już na okładce sygnalizował temat numeru: „Smak postu”. Wewnątrz
znajdziemy obszerny tekst Marcina Jakimowicza pt. „Post. Z czym się to je?”.
„Dzięki postowi przekonamy się na własnej skórze, że nasze życie nie zależy
wyłącznie od stanu konta czy pełnej lodówki. Jesteśmy w rękach samego Boga” –
zauważa autor. Cały artykuł stanowi bardzo przystępnie napisaną zachętę do tak
trudnej dla współczesnego człowieka – nawet katolika – praktyki ascezy, postu,
modlitwy. „Klęknięcie jest gestem upokorzenia. Dziś nie rozumiemy podstawowych
gestów, trudno więc, byśmy prawidłowo ocenili praktyki ascetyczne. (…) Coraz
częściej zapominamy o jałmużnie. A jest ona duszą postu” – czytamy na łamach
„GN”. Warto zapoznać się z całym artykułem, a następnie coś uczynić, może podjąć
ścisły post w określonej intencji własnej czy na przykład osoby, która
przysparza nam najwięcej cierpień.
– Chciałoby się mieć wielką nadzieję, że również politycy zauważą kalendarz
liturgiczny. Wszak niemal wszyscy podczas ślubowania poselskiego wypowiadali
słowa: „Tak mi dopomóż Bóg”. Co prawda, „Polityka” (nr 8) w Środę Popielcową na
okładce umieściła zdjęcie marszałka Bronisława Komorowskiego we fraku i z
orderami na piersi, gotowego na prezydencki urząd, lecz nie podejrzewam
redaktorów pisma o jakąkolwiek wielkopostną aluzję. Choć nudna lektura
trzykolumnowego wywiadu pt. „Pretendent” z marszałkiem to… prawdziwa pokuta.
Świetnie z tym tekstem koresponduje wywiad z prof. Jadwigą Staniszkis w
przywołanym już „Gościu Niedzielnym”, zatytułowany „Nikt nie rządzi Polską”.
Profesor stawia diagnozy i ocenia świat polskich polityków: „Politycy zastygli w
wewnętrznej pustce (…), ilu tam ludzi cynicznych, nie wiadomo, skąd i dlaczego
przychodzących do polityki, niemających ani charyzmy, ani wizji czy
kompetencji”.
– List otwarty Tomasza Wołka, przyjaciela Jacka Żakowskiego, do Arkadiusza
Rybickiego, wydrukowany w Środę Popielcową w „Gazecie Wyborczej” pod
alarmistycznym tytułem: „Nie wchodźmy znowu do tego szamba”, stawia pod wielkim
znakiem zapytania szanse usłyszenia prawdy o środowisku polskich mediów. W
numerze 7. „Gazety Polskiej” przeczytać można było, że z dokumentów SB wynika,
iż Jacek Żakowski został zarejestrowany przez dep. III MSW pod dwoma numerami.
„Powszechny dostęp do zasobów bezpieki może oznaczać dziką lustrację do
kwadratu” – woła ogarnięty wręcz jakimś panicznym paroksyzmem Wołek – w latach
90. wpływowy dziennikarz, redaktor naczelny „Życia Warszawy” i „Życia”. Jego
zdaniem, ubeccy agenci „dwie dekady po upadku komunizmu ekscytują” już tylko
„obsesyjnych maniaków”. Środy Popielcowej, jak widać, tu nie będzie, choć i
Wołek, i Żakowski mają za sobą pracę w prasie katolickiej, a ten drugi zdążył
już ostatnio wrócić do publicznej TVP. Czy kiedykolwiek nastąpią pokuta i
zadośćuczynienie? Czy wciąż będziemy słyszeć o „biednych i pokrzywdzonych”
współpracownikach bezpieki, którzy przejawiają coraz większą arogancję i butę, w
związku z tym, że posiadają i pieniądze, i władzę? Wypada jednak, mimo wszystko,
wierzyć, że doczekamy sprawiedliwości. Dziś zostają nam najpotężniejsze środki
ubogie, jakie ma Kościół w swoim arsenale duchowych narzędzi: post i modlitwa. I
tego wypada się trzymać…
Hanna Karp
