Czy Polsce potrzebna jest doktryna prawna?

Wnoszone do polskich sądów pozwy o odszkodowania lub zwrot majątku
pozostawionego przez tzw. późnych przesiedleńców coraz częściej rozstrzygane są
na niekorzyść państwa polskiego. Potwierdza to przypadek Agnes Trawny, której
sąd nakazał zwrócić Skarbowi Państwa nieruchomość, mimo że już wcześniej był on
wpisany jako właściciel do księgi wieczystej. Tymczasem takie instytucje jak
Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa, Krajowa Rada Sądownictwa czy Ministerstwo
Sprawiedliwości albo nie są zainteresowane próbami załatwienia tego problemu,
albo nie czują się powołane do inicjowania jego rozwiązania.

Maria Twaróg, dyrektor Departamentu Zastępstwa Procesowego I Prokuratorii
Generalnej Skarbu Państwa, przyznaje, że zauważalny jest wzrost tego typu spraw
w polskich sądach. Potwierdza również, że dostrzega istniejące luki w polskim
prawie. Jednocześnie z rezerwą odnosi się do pomysłów trwałego rozwiązania
problemu np. w postaci stworzenia polskiej doktryny prawnej, która pomagałaby
sędziom w interpretowaniu przepisów i uwzględniała racje zainteresowanych stron,
a przede wszystkim interes państwa polskiego. – Jeśli chodzi o inicjatywy
zmierzające do uporządkowania stanu prawnego, nasza działalność jako PGSP jest
ograniczona. Występujemy tylko jako instytucjonalny zastępca procesowy –
tłumaczy dyrektor Twaróg.
Takimi inicjatywami nie jest też zainteresowane
Ministerstwo Sprawiedliwości. Dlaczego? – To byłoby wkraczanie w sferę
niezawisłości sędziowskiej – uważa Joanna Maciejowska, naczelnik Wydziału
Prawno-Traktatowego MS. Dlatego – jak mówi – resort ogranicza się do podsuwania
pewnych trudnych tematów, związanych np. z prawem międzynarodowym, szkole
sędziowskiej [Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury – red.]. – Ale takie
szkolenia sędziów powinny mieć charakter informacyjny, dlatego że nie można w
ten sposób narzucać im jednej interpretacji przepisów – zastrzega.
Opinię tę
podziela także Stanisław Dąbrowski, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa. –
Doktryna prawna zawsze ma wpływ na orzecznictwo, ale przy opracowywaniu doktryny
nie można zostawiać furtek dla pewnych grup – tłumaczy. Według niego, tworzenie
doktryny prawnej mogłoby spowodować zupełnie niepotrzebne nagłośnienie
wspomnianych problemów, niekoniecznie korzystne dla państwa polskiego. – Problem
jest trudny – zaznacza, zwracając uwagę, że w okresie PRL zbyt małą wagę
przywiązywano do uprawnień, uznawanych obecnie jako prawa człowieka, przy
uchwalaniu wielu ustaw i praw normatywnych. – Dlatego zastrzeżenie mogą budzić
takie rozstrzygnięcia nie tylko wobec tzw. późnych przesiedleńców. Sytuacja tych
osób jest zróżnicowana, bo różnie z nimi postępowano – podkreśla.
Jego
zdaniem, problem mógłby być teoretycznie rozwiązany także poprzez oddzielną
ustawę, np. reprywatyzacyjną, choć – jak przyznaje – tu również sprawa nie jest
łatwa. Dlaczego? – Ponieważ trudno byłoby wykluczyć z uprawnień do odszkodowań
niektóre grupy, którym z różnych powodów one nie powinny przysługiwać –
wyjaśnia. Chodzi np. o niemieckich przesiedleńców po II wojnie
światowej.
Prezes KRS nie widzi też powodów, by rada zajęła się
uszczelnianiem polskiego prawa. – Jako przewodniczący KRS nie mogę
autorytatywnie wypowiadać się na temat orzecznictwa sądowego, bo celem rady jest
ochrona niezależności sądów. Jednolitość orzecznictwa jest dużą wartością, ale
jej przestrzegania pilnuje raczej Sąd Najwyższy – tłumaczy.
Problem w tym, że
także jego orzeczenia nie były jednolite w sprawach roszczeń późnych
przesiedleńców. Kto w takim razie będzie stał na straży stabilności stosunków
własnościowych na Ziemiach Odzyskanych?
– Osobiście uważam, że nie ma co
dramatyzować – uważa Stanisław Dąbrowski. Z jednej strony przyznaje, że
potencjalnie problem dotyczy kilkuset tysięcy ludzi, którzy wyjechali do Niemiec
głównie w okresie gierkowskim. – Ale nie wszyscy będą żądali zwrotu majątku.
Ponadto jeśli nie Skarb Państwa, to osoby fizyczne nabyły już prawa rzeczowe –
tłumaczy, uważając, że będą one respektowane. Jednak co innego pokazuje
przypadek Agnes Trawny, której sąd nakazał Skarbowi Państwa zwrócić
nieruchomość, mimo że już wcześniej był on wpisany jako właściciel do księgi
wieczystej. Jak w takim razie zostanie w praktyce rozwiązany problem roszczeń
późnych przesiedleńców i składanych przez nich pozwów w polskich sądach? – Z
praktycznego punktu widzenia indywidualne sprawy najlepiej pozostawić
indywidualnemu orzecznictwu sądów, które biorą pod uwagę stan faktyczny w
konkretnej sprawie. Dlatego myślę, że jeśli kilka czy kilkadziesiąt osób uzyska
odszkodowania czy utracony majątek, to nie będzie z tego powodu tragedii
narodowej – uważa przewodniczący Dąbrowski. Wypowiedzi przedstawicieli
instytucji państwowych wskazują, że mają podobne opinie w tej sprawie.
– To
smutne, że instytucje publiczne nie chcą zająć się problemem roszczeń późnych
przesiedleńców – ocenia mecenas Lech Obara, prowadzący wiele spraw Polaków,
którym groziła eksmisja z mieszkań, których zwrotu domagają się Niemcy. – Wyroki
sądów mają przecież realizować w państwie prawa zasadę sprawiedliwości
społecznej – podkreśla. Dlatego nie należy pozostawiać pojedynczych sędziów
samym sobie, tylko trzeba pomóc im w interpretacji skomplikowanych przepisów w
takich często skomplikowanych sprawach.
Problem w tym, że już obecnie znamy
co najmniej kilka wyroków uznających zasadność roszczeń późnych przesiedleńców,
a zdaniem części prawników po dotychczasowych orzeczeniach polskich sądów takich
rozstrzygnięć może być znacznie więcej. Problem więc nie rozwiąże się sam, a my
możemy się już wkrótce o tym przekonać kosztem odszkodowań idących w miliony
złotych.

Mariusz Bober

drukuj