Sąsiad Ukraina

Dobrze wiedzieć, co słychać u naszego sąsiada. Dotyczy to zarówno osób mieszkających w mieście na jednej klatce w bloku czy na jednej ulicy w małym miasteczku, czy gdzieś na wsi. Z sąsiadami mogą nas łączyć różne relacje, ale zawsze powinni oni budzić nasze zainteresowanie. Marszałek Józef Piłsudski dzielił państwa graniczące z Rzecząpospolitą po roku 1918 na „sąsiedztwo dobre, poprawne, złe i wrogie” Polsce. Od tamtej epoki zmieniła się geopolityka, choć geografia zmianie nie uległa. Żyjemy w zupełnie innych czasach, w zupełnie innej Europie i w zupełnie innej Polsce, a na wschodzie po raz pierwszy w naszej historii mamy za sąsiada niepodległą Ukrainę. Warto przypomnieć, że tzw. plan prometejski Piłsudskiego miał na celu utworzenie niepodległego, przyjaznego Polsce państwa ukraińskiego, które oddzielałoby nas od imperialnej Rosji sowieckiej.

Wybory prezydenckie na Ukrainie wygrała Rosja, nie dlatego że Wiktor Janukowycz był i jest promoskiewski, a nawet mówi po rosyjsku lepiej niż po ukraińsku. Zwycięstwo Janukowycza w ukraińskich wyborach nie może nas cieszyć. Ale i wygrana jego konkurentki Julii Tymoszenko nie byłaby dla nas szczególnie korzystna. To jednak nie oznacza, że powinniśmy się odwrócić od Ukrainy. Wiktor Janukowycz nazywany jest politykiem prorosyjskim, ale kieruje nim przede wszystkim pragmatyzm. Jego wybór jeszcze niczego ostatecznie nie rozstrzyga. Można się raczej spodziewać na Ukrainie dalszych sporów, starć i waśni o sprawy najważniejsze. Tym bardziej musimy przekonywać Ukraińców, że korzystniejszy jest dla nich kierunek europejski, a Polska bez względu na to, kto w Kijowie jest u władzy, chce współpracować z Ukrainą. Na obustronnie korzystnych warunkach. Obustronnie! Od lat to Ukraina bowiem gra Polską i wyciąga z tego korzyści daleko większe niż Polska. Nie może być tak, że w Warszawie Ukraina traktowana jest jako strategiczny sąsiad, natomiast w Kijowie nie tylko nie ma symetrii w stosunku do polskiej polityki, ale od lat przymyka się oczy na banderowską, antypolską działalność. Przy okazji wyborów prezydenckich odsłonił swoje prawdziwe oblicze Wiktor Juszczenko – dotychczasowy prezydent. Juszczenko przez ostatnie pięć lat otrzymywał bardzo silne wsparcie z Polski, m.in. od prezydenta Lecha Kaczyńskiego. O powiązaniach przywódcy „pomarańczowych” z neoUPA było wiadomo od dawna, ale teraz Juszczenko określił sam siebie jako wielbiciela ludobójcy Stepana Bandery. Oszukiwał Polskę i Polaków przez cały okres swej nieudanej prezydentury. To powinno być dla polskiej polityki dobrym ostrzeżeniem, kiedy będziemy się układać z nowym prezydentem Ukrainy. Kijów bowiem wcale nie potrzebował i nie potrzebuje Warszawy jako adwokata czy pośrednika w Unii Europejskiej czy NATO. Właśnie z pominięciem Warszawy Ukraińcy pertraktują bezpośrednio z Berlinem, Paryżem, Brukselą, a nawet Waszyngtonem. Co więcej, na Ukrainie nie było i nadal nie ma zgodności co do zasadniczego kierunku, w jakim powinien zdążać ten kraj. Z Unią Europejską, która nie bardzo chce Ukrainy, czy z Rosją?

Niestety, od około 300 lat Ukraińcy nie mogą się zdecydować, czy mają być z Zachodem, w tym z Polską, czy z Moskwą, która dla Ukraińców też była „imperium zła”. Zarówno w polskiej, jak i w zachodniej prasie Wiktor Janukowycz jest określany jako polityk prorosyjski. A w Kijowie nawet jego przeciwnicy uznają taki pogląd za mit. Wiele zapowiadanych przez niego decyzji – choćby rezygnacja Ukrainy z przystąpienia do NATO – to rozstrzygnięcia korzystne dla Moskwy. Co więcej, w sprawach gospodarczych zaplecze biznesowe Janukowycza jest konkurentem Rosji i trudno oczekiwać polityki Kijowa prowadzonej po myśli Kremla. Za prorosyjskie nie można uznać również decyzji związanych ze statusem rosyjskiej floty czarnomorskiej na Krymie. Janukowycz będzie chciał zarobić na pobycie rosyjskich marynarzy na półwyspie. Przedłużenie umowy o stacjonowaniu floty w czarnomorskich portach dla Rosji będzie korzystne politycznie, ale na pewno nie będzie tanie. Ale dokładnie takie samo stanowisko ma obecna premier rządu, pokonana Julia Tymoszenko. Zresztą jej naprawdę minimalna przegrana w wyborach prezydenckich jest zapowiedzią destabilizacji politycznej na Ukrainie, ponieważ konflikt pomiędzy jej zwolennikami a nowym prezydentem wydaje się nieunikniony. Przy tym wszystkim należy pamiętać o sprawie zasadniczej: polityka rosyjska jest stała i Moskwa nigdy nie zrezygnuje z wasalizacji Ukrainy, a także Białorusi, Litwy, Łotwy, Estonii, a nawet Polski. Wydaje się też, iż zamiast zastanawiać się, czy dany sąsiad jest strategiczny, czy też nie, dużo lepiej byłoby oceniać go w kategoriach zaproponowanych przed laty przez Józefa Piłsudskiego.


prof. Józef Szaniawski
drukuj