Stare Haiti legło w gruzach

Tragiczne trzęsienie ziemi na Haiti zniszczyło nie tylko stolicę tego kraju. Wraz z budynkami legł w gruzach dotychczasowy niestabilny układ społeczno-polityczny, który nie był w stanie zapewnić społeczeństwu bezpieczeństwa. Wniwecz obróciły się też dotychczasowe wysiłki ONZ i zaangażowanych tam państw podejmowane w celu ustabilizowania sytuacji w tym kraju wyłącznie rękami polityków z Haiti. Co wyłoni się z powstałego chaosu? Czy żyjący niemal od 200 lat w permanentnych konfliktach mieszkańcy zaznają wreszcie stabilizacji?

Kraj o powierzchni mniejszej od województwa mazowieckiego przed trzęsieniem ziemi zamieszkiwało 9-10 mln ludzi. Trzęsienie ziemi pochłonęło co najmniej 170 tys. ofiar śmiertelnych – tyle osób do tej pory odnaleziono, ale ostateczna liczba na pewno wzrośnie. Zaraz po kataklizmie gwałtownie zaczęła się zwiększać liczba uchodźców. Większość Haitańczyków kierowała się do sąsiedniej Dominikany, która po pewnym czasie otworzyła granicę, ale napływu uchodźców spodziewają się też Stany Zjednoczone.

Można się domyślać, że uciekają nie tyle z powodu trzęsienia ziemi, które zniszczyło przede wszystkim stolicę kraju, Port-au-Prince, ile z racji braku perspektyw na przyszłość. Po 200 latach niepodległości pierwszej na świecie republiki murzyńskiej państwo Haiti jako zorganizowana struktura właściwie nie istnieje.


Murzyni pośród Indian


Republikę założyli po latach walk, w 1804 r., zbuntowani niewolnicy wykorzystywani przez francuskich kolonistów. To właśnie oni sprowadzili na wyspę Murzynów z Afryki. Rdzenni Indianie woleli zginąć, niż pracować jak niewolnicy. W okresie panowania Francuzów kolonia przynosiła niezwykłe dochody dzięki sprzedaży cukru trzcinowego, kawy, indygo, bawełny i innych produktów z „Nowego Świata”.

Gdy we Francji szalała rewolucja, Murzyni z Haiti też postanowili skorzystać z haseł „wolność, równość, braterstwo” i podjęli bunt przeciwko kolonizatorom. Po wieloletnich walkach z francuskimi siłami, w skład których weszły także Legiony Polskie, wywalczyli niepodległość. Ale szybko okazało się, że było to łatwiejsze niż budowa stabilnego państwa.

– Jest to wyjątkowe państwo w Ameryce Łacińskiej, które jako jedyne w tym regionie używa języka francuskiego, a nie hiszpańskiego. Dlatego mieszkańcom Haiti trudno jest się porozumieć nawet z sąsiadami w graniczącej z Haiti Dominikanie – wyjaśnia ks. Antoni Balcerzak SDB, który uczestnicząc w Kongresie Wychowania Katolickiego Szkół Ameryki, odbywającym się w stolicy Dominikany, odwiedził miejsce tragedii. – Haiti zawsze cierpiało z powodu tej izolacji – dodaje.


Na garnuszku świata


Ale to głównie niekończące się konflikty sprawiły, że po 200 latach niepodległości na Haiti nie funkcjonują praktycznie struktury państwowe w takim zakresie, jak to występuje choćby w pozostałych państwach regionu. Dopiero po interwencji ONZ i sił międzynarodowych od kilku lat kraj ma zarówno rząd, jak i prezydenta. Udało się też przeprowadzić wybory parlamentarne. Ogromnym problemem od lat są zorganizowane grupy przestępcze i paramilitarne, nad którymi nikt nie panuje. W takich warunkach trudno planować jakikolwiek rozwój gospodarczy kraju.

Problemy te sprawiają, że w XXI wieku ponad 80 proc. populacji żyje w skrajnej nędzy. Aż dwie trzecie ludności pracuje w sektorze rolniczym, a mimo to produkcja żywności na wyspie pokrywa tylko 60 proc. zapotrzebowania. Dlatego Haiti od lat uzależnione jest od zagranicznej pomocy humanitarnej. Niemal połowa ludności to analfabeci.


Natura dopełnia listę nieszczęść?


W tej sytuacji można byłoby pomyśleć, że natura dopełniła listę nieszczęść tego kraju. Gdy zatrzęsła się ziemia 12 stycznia, budynki w Port-au-Prince runęły jak domki z kart, grzebiąc pod gruzami ok. 170 tysięcy ludzi. Posypały się zarówno sklecone z byle czego chatki biedaków, jak i część dość solidnie zbudowanego pałacu prezydenckiego i siedziby sił ONZ. Eksperci zwracają jednak uwagę, że siła tego trzęsienia – ponad 7 stopni w skali Richtera – była bardzo duża. Czy nie dało się go przewidzieć?

– Do wyjątków należą te miejsca na świecie, w których można prognozować wystąpienie trzęsień ziemi – tłumaczy dr Paweł Wiejacz z Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk. Dlatego – jego zdaniem – z reguły nie można przewidzieć dokładnie terminu wystąpienia i siły trzęsień ziemi, nawet w takim kraju jak Haiti, który podobnie jak cała wyspa o tej samej nazwie leży niemal na styku aż trzech płyt tektonicznych: północnoamerykańskiej, południowoamerykańskiej i karaibskiej. Zdaniem dr. Wiejacza, może tam działać mechanizm, który wywołuje naprężenia płyt na uskoku i z czasem może to doprowadzić do kolejnego wstrząsu – ostrzega badacz.


Co robić?


Czy można się zabezpieczyć przed takim kataklizmem? – Można. Budynki odporne nawet na takie wstrząsy są wznoszone na świecie, ale wymagają ogromnych kosztów. Dlatego w taki sposób buduje się tylko obiekty specjalnego znaczenia, np. elektrownie jądrowe – wyjaśnia prof. inż. Janusz Kawecki, dyrektor Instytutu Mechaniki Budowli Politechniki Krakowskiej, ekspert badający od lat wpływy środowiskowe na budownictwo.

Co w takim razie robić? – Albo buduje się obiekty w taki sposób, by mogły przenieść prognozowane wstrząsy, albo trzeba wznosić budynki o lekkiej konstrukcji, które będą ulegały zniszczeniu, ale nie zagrożą życiu ludzi i nie będą powodować zbyt dużych strat. To drugie rozwiązanie stosowane jest w biedniejszych krajach, których nie stać na kosztowne zabezpieczenia – wyjaśnia.

Doktor Wiejacz zwraca natomiast uwagę, że właśnie dlatego zdecydowanie mniej ofiar było w budowanych zwykle z lekkich materiałów slumsach niż w centrum stolicy, gdzie wznoszono typowe murowane budynki. Te, waląc się, grzebały wszystkich, którzy nie zdołali z nich uciec.

W targanym ciągłymi konfliktami Haiti mało kto myśli jednak o długofalowej, przyjaznej dla ludzi polityce budowlanej, zwłaszcza że jak dotąd nie udawało się tam prowadzić dłużej niż kilka lat jakiejkolwiek polityki.


Na drodze cyklonów…


Na domiar złego kłopoty mieszkańcom Haiti sprawia też pogoda. Już w czerwcu zaczyna się tam sezon huraganów, który trwa aż do października. Żywioł niszczy zwłaszcza przybrzeżne tereny, tym łatwiej, że na Haiti wycięto niemal w pień prawie wszystkie lasy. Przez lata nikt nie pomyślał o zalesieniu terenów a niedawno okazało się, że zbyt uboga szata roślinna zapoczątkowała groźny proces erozji gleb i pojawiły się także problemy z zaopatrzeniem w czystą wodę. W dodatku podczas cyklonu nic nie wstrzymuje silnego wiatru, który pędzi przez puste przestrzenie wprost na często byle jak wznoszone domostwa.

Profesor Kawecki zwraca też uwagę, że brak lasów powoduje, iż wody opadowe szybko spływają, wywołując fale powodziowe.

Ta lista nieszczęść Haiti nie powinna mimo wszystko zaciemniać obrazu sytuacji tego kraju. Na trzęsienia ziemi i cyklony narażonych jest wiele państw na świecie, a jednak znajdują się one w znacznie lepszej sytuacji niż Haiti, choćby sąsiednia Dominikana. W ten sposób wracamy do podstawowego problemu słabości politycznej tego kraju.


Na skrzyżowaniu interesów


Słabość Haiti sprawia, że w praktyce ścierają się tam wpływy różnych państw, przede wszystkim Francji i znacznie bliżej leżących Stanów Zjednoczonych. USA już raz okupowały Haiti na początku XX wieku, oficjalnie pod pretekstem zabezpieczenia amerykańskich interesów w tym kraju. Także ostatnio kontrolowały w dużej mierze politykę tamtejszego rządu. Dlatego kiedy amerykańska armia tuż po tragicznych wydarzeniach zaczęła dostarczać i rozdzielać pomoc dla Haiti, posypały się słowa krytyki, m.in. ze strony włoskiego szefa obrony cywilnej, który zarzucił USA, że pomyliły akcję humanitarną z wojskową.

Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. W sytuacji klęski żywiołowej zaktywizowały działalność zorganizowane grupy przestępcze i luźne gangi, które nie tylko szabrowały mienie w zniszczonych budynkach, ale stanowiły też zagrożenie dla międzynarodowych organizacji humanitarnych. Pojawiły się nawet doniesienia, że atakowani byli ratownicy. Polscy ratownicy, którzy niedawno wrócili z Haiti, dementują jednak te doniesienia. – Nigdy nie czuliśmy się zagrożeni – zapewnia kpt. Karol Kierkowski z Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej Państwowej Straży Pożarnej „Mazowsze”. Przyznaje jednak, że ratownicy poruszali się niemal zawsze pod eskortą żołnierzy ONZ. Prócz tego towarzyszyli im dwaj ochroniarze z Polski.

Z zarzutów pod adresem USA zapewne zadowolona jest Francja, która od lat stara się o odbudowanie swoich wpływów w tym regionie zdominowanym przez USA. Mimo że Haiti jest jednym z najbiedniejszych krajów świata, w dodatku o niestabilnej sytuacji, to ma też pewne atuty. Przede wszystkim jest niemałym rynkiem zbytu. Potrzeba tam bowiem niemal wszystkiego – od żywności po środki medyczne. Kraj dysponuje też dotychczas nieeksploatowanymi złożami złota, miedzi i boksytu. Ma również korzystne warunki do rozwoju turystyki.


Góra wyzwań


Nagromadzone od lat problemy sprawiły, że dziś Haiti nie jest w stanie samodzielnie nadrobić wieloletnich zaległości w rozwoju. Dlatego ogromna solidarność, którą w wielu krajach świata obudziła ta tragedia, może być szansą na rozwiązanie tych problemów. Decyzje w tej sprawie zapadną na zaplanowanych już spotkaniach donatorów.

– Aby pomoc była skuteczna, trzeba jednak zacząć od zapewnienia bezpieczeństwa i stabilności politycznej – podkreśla gen. Roman Polko, były dowódca polskiej jednostki specjalnej GROM. – W 1994 r., m.in. przy pomocy GROM, siły USA obaliły rządy junty wojskowej, ale nie zaproponowały nic w zamian: nie powstała silna administracja, nie przekazano znaczącej pomocy regionalnej, nie dano „wędki”, choćby w postaci wsparcia rozwoju turystyki. Dlatego dwa tygodnie temu wraz z budynkami zawaliło się całe państwo. Rządy sprawują tam uzbrojone grupy rabujące co się da w ruinach zniszczonych domów – mówi były zastępca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Zdaniem gen. Polki, w polityce wobec Haiti popełniono taki sam błąd jak w Afganistanie. – W obu przypadkach brakuje zrozumienia, że w państwach upadłych administrację zdolną do zarządzania krajem trzeba zbudować odgórnie. Inaczej jej miejsce zajmie mafia, gangi, wzajemnie zwalczające się klany, kolejna junta czy jakakolwiek inna organizacja o charakterze przestępczym – uważa gen. Polko. Nie można liczyć na to, że biedne, nękane korupcją i innymi patologiami społeczeństwo nie tylko nagle samo się zmieni, ale jeszcze stworzy struktury państwa i odbuduje gospodarkę.

Dotychczasowa historia Haiti wydaje się potwierdzać tę smutną konstatację. Dlatego ważne jest, by kraje, które będą teraz decydować o kształcie i formach pomocy, wyciągnęły wnioski z dotychczasowych międzynarodowych interwencji i nie wykorzystały międzynarodowej akcji humanitarnej do zainstalowania swoich wpływów na Haiti. Wówczas bowiem planowana odbudowa może się okazać kolejną zmarnowaną szansą dla ludzi, którzy tracą już nadzieję na odmianę losu.


Mariusz Bober
drukuj