Mróz od wschodu

To musiało wreszcie nastąpić i było to do przewidzenia. Po latach łagodnych, stosunkowo ciepłych zim powiało od wschodu mrozem. Rosyjski wyż przyniósł do Polski syberyjskie mrozy, nawet do minus 35 st. C, z wszystkimi tego konsekwencjami dla ludzi, gospodarki, komunikacji i przyrody. Symptomy tej srogiej zimy były widoczne wcześniej nawet dla tych, którzy nie są profesjonalnymi meteorologami. Było oczywiste, że wcześniej czy później taka zima nadejdzie. Zbyt długo nie było w Polsce ostrych mrozów i śnieżnych opadów i oto nadeszły – tradycyjnie ze wschodu. Na ile Polska w ogóle, a polskie władze w szczególności są na taką zimę w styczniu przygotowane – widać jak na dłoni.

Również gołym okiem widać, jak wroga Polsce staje się polityka Kremla. W ciągu ostatniej dekady, w okresie rządów Władimira Putina jako prezydenta, a obecnie premiera, Rosja konsekwentnie odbudowuje swoją imperialną potęgę. Ta potęga od trzystu lat skierowana był przeciwko niepodległości i suwerenności Rzeczypospolitej. To nie kto inny tylko właśnie car Piotr I trzysta lat temu określił kierunek rosyjskiej ekspansji: „Polska dla Rosji to pomost do Europy, a Bałtyk to nasze okno na świat”. Konsekwencją tej carskiej doktryny był osławiony Sejm Niemy z 1 lutego 1717 r., kiedy to na wniosek i pod presją rosyjskiego ambasadora Polacy – posłowie na Sejm, sami zrezygnowali z suwerenności Rzeczypospolitej na rzecz Rosji. Później już były rozbiory i utrata państwowości. Rosja w XVIII w. nazywana była „kozackim imperium”, w wieku XIX „żandarmem Europy”, a w XX, w okresie sowieckim najdobitniej – „imperium zła”. Początek roku 2010 przyniósł nam nie tylko powiew zimy ze wschodu, ale także kolejne wyraźne symptomy polityczne, wskazujące, że dla obecnych władców w Moskwie carska doktryna o Polsce jako rosyjskim pomoście do Europy jest niesłychanie aktualna. Obecna Federacja Rosyjska w ramach kreowania neoimperium dąży do odzyskania wpływów w tych wszystkich państwach, którym udało się uzyskać niepodległość po rozpadzie Związku Sowieckiego. Polski i Polaków ta polityka Kremla dotyczy w pierwszej kolejności.

Mechanizmy rosyjskiej dyplomacji raz po raz głośno i jednoznacznie, bez ukrywania istoty problemu, ujawniają prezydent Miedwiediew, premier Putin, minister spraw zagranicznych Ławrow, a także dowódcy armii rosyjskiej. Według tych strategicznych planów Polskę należy najpierw uzależnić ekonomicznie poprzez objęcie panowania nad jej bezpieczeństwem energetycznym. Następnym krokiem ma być stopniowa izolacja Polski na arenie międzynarodowej, a szczególnie w NATO i Unii Europejskiej. Trzecim, ostatecznym elementem tej gry przeciwko Polsce będzie jej polityczne ubezwłasnowolnienie, czyli ponowne pozbawienie suwerenności przy zachowaniu pozorów niepodległości. Dla dyplomacji rosyjskiej jest oczywiste, że ani Niemcy, ani Francja, ani Wielka Brytania, ani tym bardziej UE jako taka nie zaangażują się jednoznacznie w jakąkolwiek obronę Polski, gdyż interesy z Rosją są dla tych państw ważniejsze. Dlatego też Rosjanie alergicznie reagują na wszelkie formy współpracy między Polską a Stanami Zjednoczonymi.

Decyzja, że w Morągu ma stacjonować jedna, zaledwie jedna bateria rakiet Patriot oraz grupa zaledwie stu żołnierzy amerykańskich, spowodowała tradycyjne rosyjskie wygrażanie pięścią. Patrioty są typowymi rakietami defensywnymi, służą wyłącznie do zestrzeliwania rakiet ofensywnych bądź samolotów na dużych wysokościach. Są pod tym względem bardzo skuteczne. I widać wyraźnie, że Rosjanom właśnie to przeszkadza. Dla nich dobra Polska to Polska bezbronna. Pogróżki, zgodnie z którymi na Bałtyku, tuż przy naszych wodach terytorialnych, miałyby się pojawić okręty wojenne i samoloty z bronią wymierzoną w Polskę, powinny być dla nas wystarczającym pretekstem, aby rozważyć ten problem na forum Sojuszu Północnoatlantyckiego. Nie należy tego lekceważyć pod żadnym pozorem. Być może trzeba też podnieść problem Królewca, który nigdy (!) do Rosji nie należał, a obecnie jako kaliningradzkaja obłast stanowi wysuniętą zmilitaryzowaną forpocztę militaryzmu postsowieckiego. To nie przypadek, że tą enklawą Moskwa posługuje się w pogróżkach wymierzonych nie tylko w Polskę, ale i w USA.

Jednocześnie nie jest też przypadkowe, że po pięciu latach „pomarańczowej rewolucji” Rosjanie odzyskują wpływy na Ukrainie. Nie jest przypadkowe, że moskiewska marionetka w Mińsku – prezydent Alaksandr Łukaszenka, wzmaga represje i szykany w stosunku do mniejszości polskiej na Białorusi. Nie jest też przypadkowe dyskretne podpuszczanie Litwinów, aby szykanowali Polaków na Wileńszczyźnie. To czytelne symptomy tego, jaka jest rosyjska dyplomacja wobec Warszawy. To polityczny test na to, co można jeszcze na Polakach wymusić, i na to, jak bardzo Polska jest już wyizolowana.


prof. Józef Szaniawski
drukuj