Wystawa „za życiem” przemawia w sądach
Z Jackiem Umlem z bielskiej rady lokalnej Rycerzy Kolumba, który wygrał proces o „zgorszenie publiczne” wytoczony przez dziennikarza „Gazety Wyborczej”
w związku z pokazywaniem wystawy „Wybierz życie”, rozmawia Maria S. Jasita
Z pokazującą bez retuszu ofiary aborcji wystawą „Wybierz życie”, którą Rycerze Kolumba współorganizowali w lipcu w Bielsku-Białej, od początku były problemy. Jak się przed nimi na przyszłość zabezpieczyć?
– Już w momencie uzyskiwania pozwolenia na ustawienie wystawy zaprzyjaźnieni samorządowcy doradzili nam, żebyśmy – chociaż nie ma takiego formalnego wymogu – powiadomili prezydenta miasta o chęci ustawienia wystawy i o jej przekazie, pokazali materiały. Wprawdzie teoretycznie wystarczyło tylko uzyskać zgodę administratora drogi na zajęcie pasa drogowego, to jednak ta rada była dobra, bo później miasto nie mogło powiedzieć, że o niczym nie wiedziało. Problemy zaczęły się pierwszego dnia po zainstalowaniu wystawy. Bardzo aktywna okazała się „Gazeta Wyborcza” – jak policzył to dziennikarz jednego z prawicowych portali, w ciągu tygodnia ukazało się 6 artykułów na ten temat. I to właśnie dziennikarze „Wyborczej” od początku stali się stroną w tej sprawie: byli sygnatariuszami protestu skierowanego do prezydenta miasta, w którym zażądali, aby wystawę skierować do pomieszczeń zamkniętych z ostrzeżeniem o jej treści, tak aby mogli ją oglądać ci, którzy chcą, koniecznie tylko dorośli. Symptomatyczne, że nikt z naszych adwersarzy nie kwestionował przekazu, natomiast wszyscy podpierali się „dobrem dzieci”. Ostatecznie wystawa została w centrum miasta, bo pełnomocnik prezydenta miasta Henryk Juszczyk stwierdził, że spełniliśmy wszystkie wymogi formalne, a miasto nie jest cenzorem.
W efekcie tych protestów do bielskiego sądu grodzkiego pozew o „zgorszenie publiczne” złożył właśnie jeden z dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. Jak dowiedział się Pan o oskarżeniu?
– 12 listopada 2009 r. niespodziewanie otrzymaliśmy wezwanie na policję, na przesłuchanie w sprawie. Oświadczenie złożyłem wtedy ja, ponieważ pełniłem wówczas obowiązki jednoosobowego zarządu naszej rady i z tego względu reprezentowałem nasze stowarzyszenie. Muszę tutaj podkreślić, że cały czas występowaliśmy jako osoba prawna – Stowarzyszenie Rycerze Kolumba. Ponieważ kodeks wykroczeń nie przewiduje oskarżania osób prawnych, na zasadach reprezentacji to właśnie ja zostałem oskarżony o wywołanie zgorszenia publicznego z art. 51 kodeksu wykroczeń.
Sąd Grodzki w Bielsku-Białej zasądził Panu grzywnę w wysokości 500 zł oraz obciążył kosztami postępowania sądowego.
– Mieliśmy świadomość, że wystawa „Wybierz życie” była już „wzywana do sądu”, i wiedzieliśmy, iż zapadały wyroki skazujące w pierwszej instancji, które jednak później wszystkie upadały. W związku z tym wydawało się nam, że takie doświadczenie naszych adwersarzy jest wystarczające. Natomiast okazuje się, że można u nich zaobserwować nową postawę: otóż nikt już nie kwestionuje tego, że aborcja jest złem – w tej chwili problemem jest przekaz, jego drastyczność. Byłem tym zdziwiony. Natomiast sam wyrok wydany w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej przyjąłem z pewnym rozżaleniem, zwłaszcza że znałem uzasadnienia wcześniejszych spraw odwołujące się do wolności konstytucyjnych.
Jak w ogóle mogło dojść do orzeczenia takiego wyroku?
– Od kilku naszych Braci Rycerzy zajmujących się bliżej prawem dowiedziałem się, że w przypadku oskarżeń o wykroczenie w praktyce wygląda to często w ten sposób, że w natłoku takich drobnych spraw – oskarżeń o chuligaństwo i inne podobne wykroczenia – sędziowie je grupują. I w imieniu Rzeczypospolitej „taśmowo” podpisują 30-40 wyroków, które są przygotowane przez asystentów. To oczywiście nie jest żadne oficjalne wyjaśnienie, ale zasadniczo przyjąłem do wiadomości, że prawdopodobnie mieliśmy do czynienia z taką właśnie sytuacją: ktoś po prostu nie przyjrzał się sprawie. Tym bardziej że to była tylko kara grzywny i nie wymagała długiego rozpatrywania – stąd ten wyrok nakazowy, bez rozprawy z udziałem stron. Ale oczywiście to jedynie moje odczucie w tej sprawie.
Nic dziwnego, że złożył Pan zażalenie…
– Postanowienia statutu Rycerzy Kolumba mówią wyraźnie o tym, że nasze stowarzyszenie pozostaje w jedności ze Stolicą Apostolską. W związku z tym po prostu nie mogliśmy inaczej zadziałać. Przecież ochrona życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci jest treścią Magisterium Kościoła.
Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej stwierdził, że żadnego zgorszenia nie było, a wystawa „Wybierz życie” stała w centrum miasta zgodnie z prawem.
– Za radą obrońcy na rozprawie nie byłem, w związku z tym mam świadomość uniewinnienia, ale uzasadnienia jeszcze nie otrzymaliśmy. Dlatego nie chciałbym kategorycznie mówić, że sąd stwierdził, iż nie było zgorszenia, natomiast z całą pewnością nie było przestępstwa. Już tłumaczę, co mam na myśli: ktoś może czuć się zgorszony, ale z tego tytułu wcale nie musi wynikać przestępstwo zgodnie z kodeksem wykroczeń. Stąd nie wiemy jeszcze, czy sąd uznał, że nie było zgorszenia, a jedynie to, że nie popełniliśmy przestępstwa. Moim zdaniem, ten wyrok wpisuje się w ciąg tych wcześniejszych orzeczeń korzystnych dla organizatorów wystawy i oznacza, że mamy prawo zabierać głos w sprawach najważniejszych dla człowieka – w sprawach jego życia.
Podobny proces toczy się obecnie w Rzeszowie – tam osobą „zgorszoną” jest poseł Lewicy Tomasz Kamiński. Dlaczego – Pana zdaniem – tego typu oskarżenia wytaczają ludzie z tego samego środowiska?
– To jest bardzo dobre pytanie. Mam wrażenie, że w tej chwili trwa w Polsce otwarty konflikt o wartości: jakie wartości w życiu publicznym będziemy respektować; co jest sferą prywatną, a co nią nie jest; w co można inwestować pieniądze podatników, którzy są chrześcijanami, ale i niechrześcijanami. To jest walka – nie boję się użyć tego słowa – ponieważ chociaż chrześcijaństwo jest „religią nadstawiania drugiego policzka”, to jednak chcielibyśmy zaznaczyć, że w sprawie nienaruszalności ludzkiego życia nie dopuszczamy kompromisów i chcielibyśmy, żeby ta postawa była szanowana, także w sferze publicznej.
Co może „gorszyć” w mówieniu prawdy o aborcji?
– W tej chwili większość osób chcących sprowadzić wystawę gdzieś do podziemia deklaruje, że są przeciwnikami aborcji. Natomiast nie godzą się na taki sposób informowania o tym, czym aborcja jest w istocie. W związku z tym, tak szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, czym te osoby są zgorszone. Z całą pewnością są – nazwijmy to „adwokatami dzieci w złej sprawie”. Ich stanowiska nie potwierdzają poważne opinie psychologiczne. A taką przedstawiliśmy w sądzie. Zawierała wynik badania wpływu wystawy „Wybierz życie” na siedmiolatka. Z kolei nasi adwersarze przedstawili opinię, o której wprost powiedzieli, że przygotowali ją… na trzy dni przed procesem, tzn. pół roku po wystawie. Wystawca ich opinii orzekł, że zachodzi prawdopodobieństwo szkodliwego wpływu na dzieci, podczas gdy nasza opinia stwierdzała, że z całą pewnością takiego negatywnego wpływu na dzieci nie ma. Dlatego chciałbym zapytać tych ludzi, czym byli zgorszeni. Czy prawdą? Ale prawdy przekazu też nie kwestionują, bo tak aborcja rzeczywiście wygląda. Co więc w takim razie jest zgorszeniem?
Proces wpłynie na dalsze działania bielskich Rycerzy Kolumba?
– Owszem. Planujemy na przełomie lutego i marca w bielskim kościele pw. św. Maksymiliana wystawę „Od poczęcia jestem człowiekiem”, znaną z katedry warszawsko-praskiej. Serdecznie na nią zapraszamy.
Dziękuję za rozmowę.
