Eliminowanie „niepokornych”

„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył”. (Rdz 1, 27)

Czy tego chcemy, czy nie, żyjemy w świecie nieustannego konfliktu pomiędzy tym, co podpowiada sumienie, a tym, co chcieliby wywrzeć na nas inni (media, moda, prądy filozoficzne itp.). Ostatnio australijski pseudofilozof pochodzenia żydowskiego Peter Singer, znany z postulatu zabijania kilkutygodniowych niemowląt, domagał się praw dla… sztucznej inteligencji.
To absurdalne na pozór żądanie ma swój dalekosiężny cel, gdyż rzecznicy utylitaryzmu (którego przedstawicielem jest właśnie m.in. Singer) powiadają, że „doktryny nie należy wprowadzać w życie społeczne od razu w całości, lecz stopniowo nasycać nią sferę moralności zdroworozsądkowej”. Tak jak w wielu przypadkach stopniowo przyzwyczajano społeczeństwo do akceptacji aborcji i eutanazji, traktowania zwierząt na równi z ludźmi (a niekiedy lepiej) i uczyniono z ochrony środowiska podstawowy cel globalny, tak w przyszłości może dojść do nadania praw robotom i ochrony ich… przed ludźmi.
Utylitaryzm, który najogólniej rzecz ujmując, głosi słuszność czynów przynoszących dobrobyt w sensie pożytku, zaspokojenia pragnień i przyjemności, ma chyba coraz więcej zwolenników zarówno wśród jednostek, jak i całych organizacji, a nawet struktur rządzących zbiorowością ludzką. Sprzeczności wewnętrzne w tezach głoszonych przez Singera widoczne są gołym okiem, a mimo to jest on bożyszczem obrońców „praw” zwierząt, mniejszości seksualnych, wyzwolonych feministek i pewnych poważnych gremiów naukowych oraz politycznych, które założenia filozofii utylitarnej powoli wprowadzają w życie.
Przykładem tego są choćby bulwersujące opinię publiczną wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (por. sprawa Alicji Tysiąc czy nakaz usunięcia krzyża ze szkoły we Włoszech). Peter Singer, który jest ateistą, uważa, że religia stanowi główną przeszkodę w uczynieniu człowieka prawdziwie wolnym i że należy uwolnić ludzkość od jej wpływu na sposób myślenia i postępowania. Koncept „jakości życia”, do którego odwołuje się i dąży współczesny establishment, jest zaczerpnięty z filozofii utylitaryzmu. Nie liczy się życie jednostki, zwłaszcza chorej i starej, wymagającej dużych nakładów pracy i środków, ponieważ zaburza to interesy opiekunów, instytucji ubezpieczeniowych i państwa.
Analizując obecną sytuację w sektorze publicznej służby zdrowia, trudno nie dostrzec analogii. Drogie procedury albo te związane z leczeniem osób terminalnie i ciężko chorych są ograniczane jako nieopłacalne w ogólnym rachunku. Skoro życie kota lub psa, a nawet purchawki pospolitej zestawia się z istnieniem człowieka, to nic dziwnego, że powoli, ale skutecznie przenika do społeczeństwa myślenie wartościujące byt poszczególnych osób. Przecież to ludzie, a nie (na razie) roboty, są odpowiedzialni za kształtowanie prawa i wprowadzanie go w życie. To konkretni urzędnicy jednym podpisem decydują o życiu lub śmierci konkretnego człowieka.
W nadchodzącej erze robotów ukształtowane przez Singerowskie myślenie społeczeństwo, być może w imię obrony praw, chętnie wyeliminuje jednostki niepokorne, sprzeciwiające się poprawności politycznej. Oczywiście nie tylko filozofia utylitarystyczna kształtuje ducha czasów. Jest to jednak kolejne zagrożenie w ciągu innych redukujących człowieka, odbierających mu w świadomości ludzkiej nadprzyrodzoność i należyte miejsce jako korony wśród stworzeń.


Hanna Wujkowska
drukuj