Wybór Ukrainy
Maleńka Litwa ma 3,5 mln mieszkańców, Białoruś niecałe 10, a Ukraina ok. 46 mln oraz ogromny potencjał ekonomiczny, dostęp do Morza Czarnego, potężną armię i… niewykorzystane możliwości. Już tylko te dane ukazują, kto na wschodzie jest najważniejszym sąsiadem Rzeczypospolitej. Od prawie 20 lat Ukraińcy mają swoje własne państwo, bo oczywiście Ruś Kijowska przed wiekami to było coś zupełnie innego. Nazwa państwa Ukraina – u kraju, na pograniczu między Rosją a Polską, między Rosją a Europą – pokazuje, przed jakimi wyborami stali zawsze Ukraińcy, i nie inaczej jest obecnie. Na przełomie 2004 i 2005 r., podczas „pomarańczowej rewolucji”, mogło się wydawać, że Ukraińcy dokonali prawdziwego wyboru. Dziś nawet postronny obserwator widzi, że nie. W Warszawie, która liczyła na przeciąganie Ukrainy na zachodnią stronę, coraz częściej słychać głosy rozczarowania. Także przedstawiciele władz amerykańskich uważają, że trudno współpracować z kimś, kto nie jest pewien, czy chce współpracy.
Oczywiście zastój w relacjach Kijowa z zachodnimi partnerami wynikał zapewne po części z politycznego bezładu, jaki od miesięcy panuje na Ukrainie. Pierwsza tura wyborów prezydenckich w tym kraju, która odbyła się przed trzema dniami, zdaje się wskazywać na wyraźnie zwycięstwo Rosji. Nie tylko dlatego, że jej faworyt Wiktor Janukowycz uzyskał 10 proc. przewagi nad Julią Tymoszenko. Zresztą być może w drugiej turze piękna pani premier potrafi pokonać Janukowycza. Problem w tym, że ona również, aby tylko uzyskać władzę w Kijowie, gotowa jest oprzeć się na protektorach w Moskwie. W czasie kampanii wyborczej potrafiła jednocześnie kokietować Władimira Putina i deklarować, że za kilka lat Ukraina znajdzie się w Unii Europejskiej. Poza tym niektóre jej decyzje wcale nie świadczyły o prozachodnich aspiracjach Kijowa. To przecież Tymoszenko zdecydowała, że ropociąg Odessa – Brody używany jest teraz przez Rosjan. Poza tym za jej rządów Rosjanie przejęli znaczną część ukraińskiego systemu bankowego i metalurgicznego. Niewątpliwie Polacy mogą mieć satysfakcję, że zaledwie kilka procent głosów uzyskał dotychczasowy prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko, który popierał otwarcie polakożerców i nacjonalistów z UPA, kokietował Polaków i chyba nie był szczery w relacjach z polskimi politykami, w tym z prezydentem RP, po cichu popierając działania antypolskie.
Przy okazji wyborów prezydenckich ujawniono wiele interesujących informacji na temat Ukrainy. Między innymi okazało się, że gdy chodzi o korupcję, to – według Transparency International – Ukraina zajmuje 146. miejsce na 180 państw. Fenomenem doprawdy w skali całej Europy jest wprowadzenie podatku od łapówki. Tak jest – zostało to wpisane przez ministerstwo finansów obecnego rządu premier Julii Tymoszenko do nowej ustawy podatkowej. Ma to oczywiście zapobiegać wszechobecnej korupcji!
Jedna z najważniejszych doktryn rosyjskiej polityki zagranicznej – niegdyś carskiej, a potem sowieckiej, głosi: „Co nasze – to nasze, a o waszym możemy dyskutować”. Wydaje się, że minione pięć lat Kreml wykorzystał na dyskretną i skuteczną presję polityczną wywieraną w Kijowie. Rosjanie nigdy nie zrezygnowali z Ukrainy i z pewnością nadal nie będą z niej rezygnować. Te pięć lat pomiędzy obecnymi a poprzednimi wyborami na Ukrainie z pewnością wygrał prezydent i premier Władimir Putin. Do jakiego stopnia Ukraińcom uda się utrzymać niepodległość, suwerenność w dającej się przewidzieć przyszłości? Na to pytanie nikt nie potrafi dać odpowiedzi. Na szczęście nie znają jej także w Moskwie, na Kremlu. I to jest najbardziej pocieszające.
prof. Józef Szaniawski
