Wierzę, że w końcu nam pomogą

Z Katarzyną Druzicką rozmawia Maria S. Jasita



Na powrót Natalii musi Pani poczekać do końca stycznia.

– Jest jeszcze jedna rozprawa, która odbędzie się 26 stycznia. Znów wszystko zależy tylko od mieszkania, bo według kolejności najpierw powinno fizycznie być mieszkanie, a dopiero później sprawa w sądzie o dziecko. Ale jest obiecane, że Natalka wraca na zawsze w styczniu, jak już ten lokal będzie. Sama pani kurator powiedziała, że to już będzie koniec i córka do mnie wróci – z tym, że szkołę ma skończyć jeszcze tam, gdzie chodziła do tej pory. Zastanawiam się, jak to rozwiązać, bo ze Starych Babic jedzie się dwie godziny do tej szkoły. Jak zawiozę Natalkę w niedzielę do domu dziecka, to będę rozmawiała z siostrą dyrektor, jak to rozwiążemy. Ponieważ to są ostatnie miesiące szóstej klasy, więc chociaż oficjalnie będzie mogła być ze mną, dla jej własnego dobra do wakacji chyba jednak zostanie jeszcze w domu dziecka. Przed nią różne testy, przygotowanie do gimnazjum, dlatego nie chcę w tak ważnym momencie zmieniać jej środowiska szkolnego. A do pierwszej klasy gimnazjum pójdzie tutaj, gdzie będziemy razem mieszkały.

Wygląda na to, że styczniowa rozprawa ma być już tylko czystą formalnością.

– Przede wszystkim bardzo się z tego ucieszyłam. To tak długo trwało, ciągnęło się latami… Przyznaję, że nie spodziewałam się takiego końca, bo ciągle była sprawa tego mieszkania i nie zanosiło się na jakąkolwiek zmianę w tym zakresie. Tyle czasu walczyłam sama, aż nagle sprawa stała się głośna w mediach. Tak naprawdę to dzięki temu, że nasza historia została opisana w „Naszym Dzienniku”. Oczywiście dziękuję również panu posłowi Andrzejowi Derze, bo też tutaj bardzo dużo działał. Odzyskałyśmy wiarę w ludzi i nadzieję, że ta walka wreszcie się dobrze skończy.

Tym razem nastawienie sądu było bardzo pozytywne.

– Rzeczywiście, było inaczej. Dużo chyba pomogła interwencja posła Andrzeja Dery w tym, że wójt dał gwarancję dotyczącą mieszkania. Do sądu przyszło pismo z zobowiązaniem gminy, które zostało mi odczytane na rozprawie. Myślę, że dlatego sędzia inaczej na to patrzyła. Wierzę, że teraz wreszcie to mieszkanie się znajdzie, skoro zobowiązali się do tego pisemnie przed sądem. Wierzę, że w końcu nam pomogą. Wydaje mi się, że to dlatego, iż sprawa wyszła na jaw. Wcześniej ja się starałam o odzyskanie Natalki, chodziłam do gminy, dowiadywałam się, ale tak naprawdę nie wiedziałam, jakie mam prawa, co można załatwić, czego nie można, na jakich zasadach działają wójt i jego zastępca. I nagle, kiedy włączyły się w to media i różne instytucje, dało się coś zrobić.

Jak dobre wiadomości przyjęła Natalia?

– Niesamowicie się ucieszyła, jest bardzo szczęśliwa. Nareszcie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj