Nord Stream się nie opłaci, ale będzie forsowany
Z Mikhailem Korchemnikiem, analitykiem rynków paliwowych, założycielem i dyrektorem East European Gas Analysis, firmy konsultingowej w stanie Pensylwania, rozmawia Łukasz Sianożęcki
W roku 2012, kiedy to ma zakończyć się budowa gazociągu Nord Stream, nie będzie on Europie Zachodniej potrzebny – to konkluzja Pana najnowszej analizy dla dziennika „Wall Street Journal”. Ta rura jest praktycznie bezużyteczna?
– Z całą pewnością Nord Stream nie jest konstruowany po to, by zwiększyć eksport rosyjskiego gazu do Europy. Rura ta będzie wypełniona gazem z istniejących już zobowiązań, obecnie dostarczanym poprzez Ukrainę czy Białoruś i Polskę. Zamiast przynosić zyski, projekt ten przyniesie Gazpromowi jedynie straty. Koszt przesyłu z wykorzystaniem gazociągu Nord Stream wyraźnie przewyższa połączoną taryfę tranzytową na Białorusi i w Polsce. Tak więc z komercyjnego punktu widzenia jest bezużyteczny.
Ale nie z politycznego…
– Nord Stream jest czysto politycznym projektem. Gazprom jest gotów ponieść znaczne straty finansowe, aby osiągnąć polityczne cele Kremla.
A jakie rozwiązanie będzie handlowo korzystne zarówno dla Europy, jak i Rosji?
– Rosja i Gazprom mogą odnieść korzyść w przypadku redukcji planów budowy nowych rurociągów. Mam tu na myśli Nord Stream, South Stream, Bovanenkovo – Ukhta, a także wiele innych rur, które są zwyczajnie niepotrzebne. Ponadto zarówno Moskwa, jak i Unia Europejska zyskałyby, gdyby Rosja zniosła zakaz międzynarodowego tranzytu gazu przez swoje terytorium. Wówczas np. Turkmenistan mógłby eksportować gaz do Europy z wykorzystaniem rosyjskich rurociągów. Z kolei Gazprom sam mógłby stać się kupcem turkmeńskiego gazu i w ten sposób ograniczyć ryzyko, a także kontrolować ten proces.
Wobec rosyjskich gigantycznych projektów gazociąg Nabucco ma Pana zdaniem szansę i pozostaje w grze?
– Nabucco jako projekt komercyjny może zostać opóźniony, co spowodowane może być niskimi cenami surowca i obecnym, nieco niższym zapotrzebowaniem na niego w Europie. W odróżnieniu od niego South Stream jako projekt czysto polityczny nie potrzebuje uzasadnienia ekonomicznego, toteż będzie mógł powstać szybciej.
Moskwa, forsując swoje plany, dąży do zagwarantowania sobie pozycji monopolisty w Europie. Czy może także znacznie ograniczyć suwerenność Ukrainy poprzez szantażowanie Kijowa i grożenie odcięciem dostaw gazu?
– Obecnie Rosja więcej traci, odcinając jedyne źródło dostarczania gazu do Europy poprzez Ukrainę, niż mogłaby zyskać. Tak więc myślę, że ewentualne długoterminowe straty ekonomiczne, a także polityczne przeważą, a co za tym idzie – Rosja nie zastosuje w najbliższym czasie metody „zakręcania kurka” wobec Ukrainy, a tym samym całej Europy.
Rosja usprawiedliwia często zwiększanie cen gazu rosnącymi cenami ropy…
– Łączenie cen gazu, którego światowe zasoby są naprawdę obfite, z cenami ropy, której jest coraz mniej, jest po prostu absurdalne. Produkcja ropy osiągnęła już swój szczyt lub zbliża się do niego i wkrótce zacznie się spadek. Produkcja i wydobycie gazu ciągle zaś rośnie i nikt nie jest w stanie ocenić, kiedy nadejdzie jej szczyt i jak będzie wysoki.
Dziękuję za rozmowę.
