Nie powtórzyć starych błędów
Ministerstwo Skarbu Państwa jest gotowe zaprosić rolników do udziału w prywatyzacji przedsiębiorstw rolno-spożywczych. Dzięki temu pozycja producentów rolnych na rynku zostałaby wzmocniona, a rolnicy zyskaliby także dodatkowe korzyści ekonomiczne. Na razie taka prywatyzacja miałaby dotyczyć 12 przedsiębiorstw.
Szczegóły propozycji resortu skarbu nie są jeszcze do końca opracowane: potrzebna jest jeszcze opinia ministerstwa rolnictwa i należałoby także przeprowadzić konsultacje z organizacjami rolniczymi. Ale proces prywatyzacji miałby polegać na tym, że część udziałów lub akcji takich spółek rząd rezerwowałby z góry dla rolników lub organizacji rolników (np. grup producentów rolnych). W niektórych przypadkach takie udziały mogłyby być nawet większościowe. Pierwszy etap, zgodnie z MSP, miałby dotyczyć 12 spółek: ośmiu giełd rolnych i czterech stacji hodowli i unasienniania zwierząt. Potem „rolnicza” prywatyzacja mogłaby objąć inne podmioty, w tym zakłady przetwórcze.
– To bardzo dobry pomysł – uważa ekonomista Mikołaj Bednarkiewicz. – Jeśli rolnicy obejmą udziały np. w rynkach hurtowych, wówczas ich pozycja ekonomiczna znacznie się poprawi. Giełdy rolne to przecież znaczący dystrybutor żywności, zwłaszcza tej nieprzetworzonej. Jeśli rolnicy będą je kontrolować, nie będą zdani tylko na łaskę pośredników handlowych. Nikt ich przecież z ich giełdy nie wyrzuci – argumentuje Bednarkiewicz.
Ale eksperci są przekonani, że ta prywatyzacja rusza zbyt późno. Wiele zakładów przetwórczych jest już w tak kiepskiej kondycji, że rolników nie stać na ich zakup, gdyż nie zgromadziliby kapitału potrzebnego na uregulowanie długów i na unowocześnienie i rozwinięcie produkcji: kupno bankruta nie wchodzi w grę. Istnieje jednak szansa, że część tych firm zostanie kupiona przez zachodnie koncerny, które stać na takie inwestycje. Ale wtedy rolnicy będą tylko dostawcami produktów dla tych przedsiębiorstw. – Szkoda, że prywatyzacja nie ruszyła wcześniej. Przecież nie brakuje dobrych przykładów rozwoju firm, których właścicielami lub współwłaścicielami są rolnicy. To cała spółdzielczość mleczarska. A z nowszych przykładów warto wymienić Hortino, które w znacznym stopniu zostało wykupione przez rolników od Horteksu. Gdyby nie ta decyzja, tego zakładu by już nie było, bo wszyscy stawiali na nim krzyżyk – podkreśla Karol Skalski, pracownik prywatnej firmy konsultingowej działającej w sektorze rolniczym.
Co więcej, w przeszłości nasze władze popełniały jeszcze inne podobne błędy, gdy sprzedając państwowe zakłady zbożowe, mięsne czy przetwórstwa owocowo-warzywnego, nie zagwarantowały pewnej puli akcji dla rolników. Na Zachodzie, gdzie rolnicy brali udział w takiej prywatyzacji, ich sytuacja jest o niebo lepsza. Po pierwsze, zakład produkcyjny musi brać pod uwagę także interes swoich współwłaścicieli rolników; nie do pomyślenia jest więc celowe obniżanie cen skupu. Po drugie, nawet gdy taka decyzja jest podejmowana z przyczyn ekonomicznych (duża nadprodukcja), to rolnicy mogą liczyć np. na to, że zostanie im wypłacona dywidenda z zysków. – Dlatego nie można powielić starych błędów. Każdy zakład państwowy, który tylko można, należy przeznaczyć do prywatyzacji z udziałem rolników – podkreśla Mikołaj Bednarkiewicz. Prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych Wiktor Szmulewicz podkreśla, że na pewno rolnicy będą kupować udziały na preferencyjnych warunkach. Jakich konkretnie – tego jeszcze nie wiadomo.
Krzysztof Losz
</b</div
